Zielona Wenecja Północy albo o wyrzucaniu słomy z butów; AD 2003

0
348

Tekst został opublikowany w Wyborczej 15 lat temu, po słynnej opowieści Wojciecha Lizaka na temat pańszczyźnianego rodowodu mieszkańców Szczecina. Minęło 15 lat, czy zaszła zmiana?

„Wyborcza” stara się zachęcić elity do pisania. Ale tak jak serca do działania nie pobudzi publikacja kardiologa, a jedynie impuls elektryczny lub chemiczny przez niego zastosowany, względnie działanie ratownika, tak Szczecina nie pobudzą słowa na papierze wydrukowane.
Dziennikarze też co prawda nie wypisują gotowych recept. Piszą wtedy kiedy widać, że pacjent ma wypryski, złą cerę lub drgawki i wtedy krzyczą, żądają pomocy, biją na alarm. Elity zaś uogólnią, wykazują stosowną troskę, nic o istocie spraw nie napiszą, bo powinny w takim przypadku napisać o sobie źle. Przecież to od nich zależało, zależy lub ponownie będzie zależało wszystko w Szczecinie. Inwestorów pisanie nie zachęci, bo ich nie zachęca literatura, chyba że są sentymentalni; liczby, statystyki, koneksje – to wszystko co się liczy. I informacje na temat przyszłości miasta, których my nie znamy.
Na decyzje inwestycyjne wpłyną, mogą wpłynąć informacje o naszym mieście, które znamy, możliwości o które się potykamy, a które co gorsza – przeszkadzają w pracy. Warto spisać te możliwości które nam, ludziom ze Szczecina przeszkadzają w pracy i przekazać je inwestorom.
Nabierajmy zatem wodę sitem, promujmy rzeczy, które nam przeszkadzają a znajdzie się osoba spoza Szczecina która na tych – wg nas niepotrzebnych śmieciach, nieużytkach miejskich zrobi pieniądze. I da etaty naszym elitom.
* * *
Bardzo lubię Wojciecha Lizaka i jego rodzinę, i nie chcę żeby wyjeżdżali ze Szczecina. Nie chcę żeby wyjeżdżał Wojtek, bo zniknie jego antykwariat przy Św. Wojciecha.
I proszę również publicznie Wojciecha Lizaka, żeby swoim wyjazdem na zawsze mnie nie straszył i powiedział też publicznie, że jednak zostanie. A z kolei zaś mieszkańców miasta żeby Wojciech Lizak nie straszył historyczną słomą, która wystaje z naszych miejskich butów. Niech nam nie mówi już o naszym przeznaczeniu zaprogramowanym w słomiastych genach pionierów. Nie bójmy się siostry i bracia tej słomy. Wystaje no i już. Kiedyś się wytrze i wykruszy, służba sprzątając salony wyrzuci ją na wieki wieków amen. A wraz z tą słomą zniknie też strach i pójdzie precz nasz szczeciński smętek. Niektórym słoma wystaje z „Chełmka”, niektórym z „Bata”. A niektórym z podrabianych adidasów.
Swoją drogą nie masz ci wygodniejszego materaca jak siennik wypchany jak poducha pachnącą zbożem szeleszczącą słomą.
Problem Szczecina to brak ciągłości myślenia miastotwórczego. A takie myślenie to przecież sprawa wyłącznie osobista, odzwierciedla osobisty stosunek do miejsca w którym człowiek żyje; takie obywatelskie myślenie tworzy się w prywatnych domach. Podczas rozmów przyjaciół, znajomych albo podczas zwykłych towarzyskich spotkań rodzą się ważne społecznie idee.
Nie stworzą tego obywatelskiego myślenia ani sale konferencyjne, ani aule wykładowe. Nie można go kupić za czesne ani zakuć, zaliczyć i zapomnieć. Właśnie tak – myślenie społeczne, miastotwórcze powstaje w prywatnych domach, a poziom rozmów podczas domowych kolacji i spotkań przy kominku ma później kolosalny wpływ na poziom życia miasta. Dopóki przy kolacji będzie się myślało i mówiło o prywatnych biznesach w kategoriach wyłącznie „wyrwania” miejskich pieniędzy, a nie zaś w kategoriach pożytków dla miasta, dopóty będziemy mieli problemy z naszą tożsamością, elitami itd.
I nie będzie porządnego miasta w mieście. Choćby słomę z butów usuwał najzręczniejszy chirurg plastyczny, a tablice rodowe sporządzał najlepszy kaligraf.
* * *
Kiedy kupcy szczecińscy na początku wieku uznali, że sezon w portach jest zbyt krótki, a lód na zalewie przeszkadza w handlu postanowili zbudować lodołamacze, żeby sezon działalności portu przedłużyć. Nasi poprzednicy w mieście jak widać mieli umiejętność organizowania się i dlatego miasto rozwinęło się. A my?
Wakacyjny Festiwal Gwiazd w Międzyzdrojach kosztuje organizatorów Fundację dla 8,5 ok. 1,5 mln zł. Miasto i gmina wspiera tę imprezę bardzo poważnie na wiele sposobów. Impreza trwa 3 dni (trwała dłużej ale wiadomo kryzys – mamy rok 2003) i oddziałuje na wyobraźnię turystów w sposób wprost niezwykły. Międzyzdroje „żyją” z tej imprezy przez cały rok.
To są te trzy, cztery dni, bywało że i pięć, które wstrząsają co roku nadmorskim światem turystycznym. I odbierają ochotę innym nadmorskim miejscowościom do konkurowania z Międzyzdrojami. To wszystko dzięki talentowi, fantazji i umiejętnościom menadżerskim i pozycji towarzyskiej Waldemara Dąbrowskiego.
Niech Dni Morza w Szczecinie kosztują milion i dwa nawet. Ale niechże będą prawdziwą atrakcją dla 10 000 turystów, którzy w tym czasie i specjalnie na Dni Morza przyjadą do Szczecina. Liczę tu również turystykę rodzinną i towarzyską. Bo przecież ludzie przyjeżdżają do znajomych na te szczecińskie Dni Morza.
Nikt nie zaproponował nam Festiwalu Gwiazd i dlatego tej wielkości nakłady wymuszają z kolei zadanie pytania restauracjom, pubom, sklepom, hotelom, galeriom, lokalom rozrywkowym – firmom żyjącym z turystyki na co dzień; pytanie brzmi – ile włożą żeby później wyjąć. Dodajmy to tego innych beneficjantów takiej imprezy czyli agencje turystyczne, izby, turystyczne organizacje regionalne, przewoźników. Bo nie tylko sponsorzy i miasto powinni „wkładać”.
A takie „wkładanie, żeby później wyjmować” opłaca się na całym świecie. To nie są żadne szamańskie sztuczki, to są inwestycje.
* * *
Ludzie z branży turystycznej muszą zaryzykować. Muszą się zjednoczyć i skoncentrować kapitał. Bo okazuje się, że nie wystarczy być tylko rzetelnym organizatorem czy operatorem.
Trzeba mieć miejski produkt turystyczny. Najlepiej dwa albo trzy. Własne lub wspólne. Może nawet sześć. A my nie mamy. Gdyby nie spryt grających na niemieckich sentymentach operatorów zza granicy – też nie mielibyśmy niczego właściwie do sprzedania.
Czy na kortach tenisowych przy Wojska Polskiego znajduje się jakakolwiek informacja o Festiwalach Młodych Talentów? Czy można kupić album ze zdjęciami z tego festiwalu? Czy jest coś takiego w naszych folderach?
Odnoszę wrażenie, cała branża turystyczna nie widzi gdzie leży Szczecin. Nawet Janusz Stanek, człowiek zasłużony i dowcipny, co z nie jednego ogniska kiełbaski jadł, krótko mówi o Szczecinie, a wiele o województwie. I trendach światowych.
Dni Morza to produkt turystyczny i promocyjny jednocześnie.
Póki co, najoględniej rzecz ujmując, mamy do czynienia z produktem tirystycznym, a nie turystycznym jak byśmy tego oczekiwali.
Ale to my sami sobie strzelamy bramki jak obrońcy Realu Madryt (niechże del Bosque zrobi coś z tymi bałwanami!). Nie mamy takich napastników jak ma Real, choć też nie zawsze uda im się strzelić więcej niż tamci wpuszczą. Związki artystów organizują np. Festiwal Malarstwa we wrześniu, może nawet w październiku kiedy wyjadą wszyscy turyści.
Portal internetowy Virtual Library – www.icom.museum.vlmp.com, który odwiedziło 6 041 260 osób do 16 maja 2003 (a odwiedza portal ok. 1000 osób dziennie) zawiera linki (odnośniki) do wielu muzeów świata. Wg portalu Virtual Library w Polsce znajduje się 39 muzeów, Rumunii – 55, Szwecji – 390, Szwajcarii – 204, Rosji – 515 i USA – 1031. W wykazie Virtual Library muzeów polskich brak informacji o zabytkach, muzeach szczecińskich.
Czy letni repertuar mają szczecińskie teatry i filharmonia? A czy ktoś w mieście postawił im takie zadanie?
Szkoda, że nie wykorzystujemy dobrego zespołu artystycznego, pod dobrym dyrygentem do promocji miasta. Szkoda, że zespół nie wykorzystuje dobrych organizatorów turystyki do zarabiania pieniędzy.
Wiódł ślepy kulawego.

Pieniądze szczecińskie leżą również w wodzie. Woda stanowi 24,4 % powierzchni miasta Szczecina, linia brzegowa to też nie mało, bo na pierwszy rzut oka 170 km.

A jak my tę wodną szansę traktujemy – ciąg przystani przy ul. Przestrzennej, od mostu Cłowego zaczynając to promenada śmieci, sterty kamieni, bałagan, wstrętne papiery i plastikowe torby, PETy i pety, zdechłe psy, pozostałości po wstrzymanej inwestycji, sterty kamieni; to właśnie jest szczecińska Costa del Sol, miejsce od lat zaniedbane, nieuporządkowane przez dzierżawców; z koszmarnymi reklamami, krzywymi bramami i połamanymi płotami.
Widać, że w naszym mieście brak jest gospodarza. I to od kilkunastu lat.
A smrodu szczecińskich podwórek nie zneutralizuje wykwintny zapach lawendowego dezodorantu, szum fontanny nie zagłuszy głosu opinii publicznej na temat naszej gospodarności, a koński zad nie przesłoni papierowych i plastikowych toreb plączących się po autostradzie na wysokości Klucza.
Zanim zaprosimy gości, wytrzepmy chociaż dywany. Skoro nie potrafimy zdobywać poważnych inwestycji zadbajmy chociaż o czystość. Jak panna nie majętna, niech będzie chociaż schludna.
* * *
Szczecin to Zielona Wenecja Północy. W naszym mieście wystarczy 20 minut jazdy motorówką z Dworca Morskiego w kierunku północno-wschodnim, żeby znaleźć się w innym świecie. W 17 minut dojeżdżamy na pętlę na wyspie Puckiej, a stamtąd mamy szlak rowerowy (a czemu nie bryczką) do Dziewoklicza.
Nie ma jeszcze gondolierów i gondoli, ale właściwie dlaczego nie…
Szczecin może być Zieloną Wenecją Północy. Ta nazwa jest absolutnie właściwa, a program to pomysł na współdziałanie, na pieniądze, na podtrzymanie ducha miastotwórczego myślenia. Pomysł programu Zielona Wenecja Północy powstał na wielkiej Wyspie Puckiej. To miejsce niezwykłe. Są też inne wyspy w Szczecinie. Też niezwykłe.
Najpierw podejmiemy trud zbudowania programu poznawania, odkrywania naszego Miasta, naszej małej ojczyzny. W tym celu rozpoznajemy możliwości turystyczne naszego Miasta. Te nie odkryte na nowo. Kto zrobi?
Musimy poszukać Odkrywców, Kolonistów, Grunderów, Traperów. Wędrując wokół Szczecina – Odkrywcy zostawią po sobie ślad w postaci prostych budowli, infrastruktury przeznaczonej dla innych kolejnych odkrywców, dokumentacji, szczegółów i ciekawostek naniesionych na mapy.
Uczestnicy wypraw spotykać się będą się z ludźmi znającymi dany teren, zapoznają się z jego historię niemiecką (również kwerenda biblioteczna) i polską. Być może nawet odkryjemy stare średniowieczne świadectwa osadnictwa co pozwoliłoby stworzyć szczeciński Biskupin czy też Wolin.
Właściwie takie średniowieczne świadectwo to już mamy. To odkrywka archeologiczna na podzamczu. Wspaniałe miejsce i wspaniała możliwość stworzenia niezwykłej atrakcji turystycznej.
Z niewielką pomocą miasta lub sponsorów możemy zbudować: wieżyczki do obserwacji ptaków, stworzyć warunki do biwakowania, opisać przeprawy, zbadać trasę biwakową, znaleźć warunki do uprawiania crossu konnego i rowerowego,
Materiały z wypraw zostaną opublikowane i posłużą do prowadzenia standardowej działalności turystycznej zorganizowanej i indywidualnej
Proponowałbym, aby w tym roku przygotować dwa projekty: „W 8 dni dookoła Szczecina” jako pomysł na szczecińskie trasy turystyczne oraz „Szczecin Survival” czyli specjalną trasę dla osób zaprawionych w ekstremalnych wyprawach turystycznych.
Czy jest to możliwe? Moim zdaniem jest możliwe jeżeli nie zażądamy na początek 10 milionów euro na drobne wydatki, bo inaczej nic nie będziemy robili.
* * *
Odkrywka archeologiczna na podzamczu, Dni Morza, punkt informacyjny czyli wspomnienie po Festiwalu Młodych Talentów, wakacyjny program artystyczny oparty o zespoły artystyczne działające w mieście, Festiwal Malarstwa Współczesnego w 2004 roku – to są oryginalne, szczecińskie produkty turystyczne, które można eksploatować od zaraz.
Takim samym produktem, powiedzmy cechą marketingową pomagającą w sprzedaży oferty turystycznej jest czystość w mieście.
Program Zielona Wenecja Północy to też praca domowa do wykonania jeszcze w tym roku; można rozpocząć „eksplorację” Szczecina w najbliższe wakacje, można różnego rodzaju działania kontynuować podczas roku szkolnego. To nie stanie się z dnia na dzień.
Musimy wreszcie uwierzyć w siebie, w to że praca ludzi w naszym mieście ma wartość i ma sens. A uwierzymy tylko wówczas, gdy postawimy sobie zadania, bo nie będziemy się bali porażki, a następnie osiągniemy zakładane cele.
Zielona Wenecja Północy czeka na swoich gondolierów, pieśniarzy, odkrywców i odważnych inwestorów.
Jeżeli nie mamy legendy to musimy ją stworzyć.

Wojciech Hawryszuk , Szczecin rok 2003

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here