Żeglarskie Koronki

0
320

Dniem niepewności można było nazwać dzień, w którym Jerzy Raducha na Sali Rady Miasta Szczecin ogłosił, że w Szczecinie, w 2007 spotkają się największe żaglowce świata, uczestnicy regat „Cutty Sark”. To wyzwanie finansowe, organizacyjne było niezwykłe. Biuro do spraw morskich stanęło na wysokości zadania. Swoją cegiełkę, a właściwie dużą, gotycką „palcówkę” dołożyła Mira Urbaniak z Gdyni, która organizowała podobne przedsięwzięcie w rodzinnym mieście.

W ciągu 11 lat wakacyjny widok Szczecina wzbogacił się o „żeglarskie koronki”, obecnych coraz częściej przy nabrzeżach żaglowców, których to atrakcji rzeczywiście nam brakowało.

Kiedy po raz pierwszy wypłynąłem żaglowcem na Bałtyk, zachwyciła mnie cisza, zmącona drobnymi szmerami takielunku. Tej ciszy brakuje mi podczas szczecińskich imprez. Najchętniej oglądam żaglowce wcześnie rano, bez wściekłego hałasu zabawek dla dzieci.  Szkoda dzieci panie Piotrze, niech oni tak nie ryczą.

Szkoda żagli, że nie doświadczamy ich łopotu, żaglowce wchodzą do portu na silniku. Pamięć o żaglach i same żagle można byłoby zatrzymać w mieście. Idea romantyczna podobnie jak szczecińskie spotkania żaglowców i oldtimerów.

Jak mogłoby wyglądać muzeum żagli? Problemu z eksponatami nie byłoby raczej. Wystarczy sprawdzić, czy nasi „skrzydlaci goście” gotowi byliby przekazać stary, doświadczony i poszarpany wieloma wiatrami i sztormami żagiel. Przydałaby się historia podróży, w której bezan, jakiś wysłużony sztaksel wziął aktywnie udział. Im więcej łat i przeszyć tym lepiej. To naturalne oczekiwanie. Jeżeli ma pójść na szmaty, to niech trafi do naszego muzeum. Tak na marginesie – jest taki festiwal XXL malarstwa i instalacji, gdzie prezentowane są wielkie dzieła sztuki m.in. na żaglach.

W Europie często nazwa >muzeum żagli< oznacza muzeum poświęcone żeglarstwu.

Idealna salą wystawową byłby budynek MTS lub niepotrzebna hala przemysłowa. Kilkanaście takich jest w Szczecinie. W końcu nie wszystkie żagle pochodziłyby z „Kruzensterna” czy „Daru Młodzieży” i należy powściągnąć wyobraźnię w kwestii ich wielkości . Dobrze byłoby skompletować ożaglowanie fregaty, brygu, barku i innych typów. Jako miejsce ekspozycji zostaje nam estakada Trasy Zamkowej na Łasztowni.

Nie żeby pokazywać te żagle przez cały czas, ale może byłby to Tydzień Żagli organizowany co dwa – trzy lata w Szczecinie. Za każdym razem z nowymi eksponatami, wielkich żagli regatowych nie wykluczając. Z plenerem malarskim XXL na żaglach jachrowych.  A potem Kolorowa Parada Żagli na Odrze.

Tak mniej wiecej to można zrobić. Już w tym roku warto wszystkich armatorów poprosić o te stare żagle. A może raczej zaprosić do wspólpracy przy tworzeniu Międzynarodowego Muzeum Żagli z siebą w Szczecinie.

Nie można i nie trzeba wykluczyć wędrowania tego zbioru żagli po świecie. To zawsze jest dodatkowy argument dla ofiarodawców.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here