„Żeby nie było śladów”

0
94

Film, książka…

Był moim rówieśnikiem. Zdawaliśmy maturę w tych samych dniach. On w Warszawie, ja w Poznaniu. Dlatego ten film oglądałem jako opowieść o swoim pokoleniu. Opowieść tę znam od lat, nie wiem kiedy pierwszy raz o niej usłyszałem. Już nie pamiętam. Ale dość szybko po tym wydarzeniu. Znam książkę Cezarego Łazarewicza o tym samym tytule co film „ Żeby nie było śladów” – dostała Nike w 2017 roku.

Wybrałem się więc na film, siedziałem w skupieniu i zadumie. W kinie w Szczecinie duża grupa dzisiejszych licealistów może 40 osób. Prawie wszyscy wytrzymali do końca, film trwa prawie trzy godziny. Jest oczywiste że przenieśliśmy się wszyscy w czas stanu wojennego, do Polski 1983 roku. To odległe już czasy, lecz ta opowieść jest częścią etosu Solidarności, będąc zarazem częścią mojego życia. Emocje, sposób patrzenia na świat, przeżycia, te indywidualne i społeczne, to było też moje doświadczenie.  Również, gdy chodzi o bohatera filmu, książki Grzegorza Przemyka jak i jego kolegi, świadka pobicia na komisariacie na Jezuickiej w Warszawie. To jest doświadczenie pokoleniowe.

Do filmu, poza tym, że właśnie trochę za długi, nie mam uwag prawie żadnych. Bo też ja go z powodu tego, co piszę wyżej, odbieram inaczej. To świat, którego już nie ma, który dosłownie odpłynął. Tych ukazanych komunistycznych realiów. Szkoły, domu, pracowników UB, i partii. Manipulacji, starcia z systemem, aby ukryć zbrodnię. To był najdłuższy proces, i nigdy tak do końca nie rozliczeni sprawcy. Lecz film oddaje miazgę, którą nam wtedy komunizm fundował. Byliśmy, w większym czy mniejszym stopniu, poddani obróbce. Trochę nieświadomi, jak to działało, to duży plus filmu, że to przypomina. Rozwalano rodziny, indywidualne życie, społeczeństwo, i wiele więzi. Ale też powstawały nowe. Solidarności ludzkiej, z której dziś niewiele zostało, ale też dzisiejsze protesty, choćby w sprawie uchodźców na granicy z Białorusią, są namiastką, albo konsekwencją tej Solidarności, której już naprawdę nie ma.

Film smutny, ale zdjęciowo żywy. Myślałem, jak odbiera go ta młodzież z kina. Czy przyszła, bo im kazano? Pewnie tak. Jaka to jest dla nich historia? Czy taka, jak dla mnie czas Powstania Warszawskiego? Czy im te dylematy wybijania się na wolność coś mówią? To było prawie 40 lat temu.

Potrzeba przemyślenia intelektualnego, artystycznego, czym był komunizm. Co pozostawił w nas. Także w następnym pokoleniu. Bez wątpienia ten film i książka „ Żeby nie było śladów” – jest małym kamyczkiem, abyśmy z tej opowieści po latach nie wyszli tylko jako bohaterowie. Również, jako bohaterowie ostatniej godziny.

Tomasz Dostatni OP

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here