Zabierzmy im telewizje. Na tydzień

0
118

A gdyby tak po spektakularnym proteście większości polskich mediów, akcji bez precedensu w historii naszego kraju po 1989 roku, gdyby tak pójść za ciosem i solidarnie zablokować dostęp do programów radiowych i telewizyjnych, nie cytować w prasie, nie pokazywać w internecie tych wszystkich, którzy myślą, mową i uczynkiem dążą do zmonopolizowania rynku medialnego przez partię rządzącą?

Nie skopiowałem postu, w którym ktoś na Twitter rzucił taką myśl, nie potrafię jej odnaleźć więc nie wiem, kto jest autorem tego pomysłu, za co przepraszam. Jestem jednak pod tego pomysłu wielkim wrażeniem. Z jednym tylko zastrzeżeniem. Nie wolno walczyć o wolność mediów, a więc o wolność wymiany poglądów i idei, ograniczając ją. A taka byłaby, de facto, istota takiej akcji. Realizując ten pomysł zagralibyśmy w PiS-owską grę. Przyjęlibyśmy narzucone przez nich reguły. To nasza główna słabość – mamy skrupuły, wątpliwości, dylematy. Wahamy się, rozważamy co wypada, a czego jednak nie. Tymczasem praktyka ostatnich lat dowodzi, że w polityce, Panie Profesorze, jednak nie warto być przyzwoitym, jest to całkowicie nieskuteczne. W polityce, podkreślam raz jeszcze, bo tak w ogóle – to tak.

Fot. TVN24

Ale gdyby tak zarządzić taką blokadę na tydzień? Gdyby Adam Bielan, Marcin Horała, Michał Wójcik czy Kamil Bortniczuk przez siedem nie byli zapraszani do TVN24 czy Polsatu? Gdyby dziennikarze przestali korzystać z zaproszenia na prorządowe konferencje prasowe i briefingi prasowe i przez siedem dni nie relacjonowali ich? A gdyby jednak w takim spotkaniu wzięli udział to ograniczyliby zadawane pytania wyłącznie do projektu kagańcowej ustawy o nowym podatku – tak, jak zrobili to dziennikarze podczas czwartkowej (11 lutego) konferencji prasowej wicepremiera Jarosława Gowina, który gotów był odpowiadać wyłącznie na pytania dotyczące nowej polityki mieszkaniowej a który nie dostał ani jednego pytania dotyczącego mieszkań, w związku z czym nie odezwał się podczas swojej własnej konferencji prasowej ani razu? Dziennikarze byli solidarni, nikt się nie wyłamał, wszyscy pytali wyłącznie o projekt umożliwiający likwidację wolnych mediów w Polsce. To się chyba nadaje do Księgi Rekordów Guinnessa – zwołać konferencję prasową po to, by nie odpowiedzieć na ani jedno pytanie, by nie wypowiedzieć ani jednego zdania. Nie wiadomo nawet, czy jeden z dwóch prezesów partii o nazwie Porozumienie Jarosława Gowina cieszył się z tej sytuacji czy się nie cieszył, bo miał na twarzy maseczkę. COVID-19 okazał się być pożyteczny.

Rozmarzyłem się wyobrażając sobie, jak najbardziej zagorzali bojownicy na własnej skórze doświadczają politycznego ostracyzmu. Jak przekonują się, co to znaczy narzucona z powodów politycznych blokada informacyjna, uniemożliwiająca przekonywanie do swoich poglądów tych, których można przekonać argumentami. Bo przecież występ polityka PiS w TVP niczego w politycznym układzie nie zmieni, przekonanych nie trzeba do niczego przekonywać. Ale zapędzić w kozi róg Monikę Olejnik, przechytrzyć Piotra Kraśko, zmusić Roberta Mazurka do wyjścia ze studia – to jest dopiero COŚ. Polityczny sukces. Nowe punkty w elektoracie, zwłaszcza tym wahającym się.

Rozmarzyłem się choć wiem, że to niemożliwe. Istotą programów podobnych do „Kropki nad i” czy „Kawa na ławę” jest spór, starcie, najchętniej kłótnia. Mniej jest ważne to, kto miał rację. Ważniejsze – kto komu „dokopał”. Wiedzą o tym i politycy i dziennikarze. Bez godnych siebie dyskutantów, polemistów czy przeciwników takie programy staną się nudne. Przekonali się o tym „reformatorzy” radiowej Trójki – stacji niegdyś bardzo popularnej i bardzo cenionej, a którą, biorąc pod uwagę wskaźniki słuchalności, prześcignęły małe, niewiele do niedawna znaczące stacje radiowe.

Z drugiej strony jednak „Wiadomości” prezesa Jacka Kurskiego mają się całkiem nieźle a taki „Teleekspress” nawet dobrze. Może więc warto spróbować?

Rafał Jesswein

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here