Wojciech Smarzowski; co dalej będzie…

0
358

… co da się wydusić z tego naszego okropnego społeczeństwa, jakie zmory nas duszą. Wojciech Smarzowski – „Wesele”, „Dom Zły”, „Drogówka”, „Wołyń”, „Kler” tak jak nie patyczkowali się z naszym mniemaniem o sobie – Henryk Sienkiewicz w „Szkicach węglem”, Stefan Żeromski, Tadeusz Borowski, Bareja Stanisław w serialach i filmach, Marek Koterski, opowiadający szalonej samotności niewinnej i tragikomicznej, a tak naprawdę o kiełkowaniu zła, o jednym z wariantów tego kiełkowania; tak wykonuje szkice z dni naszych codziennych pan Wojciech. Jeżeli to nam pomaga w rozumieniu świata, to co jeszcze warto zrozumieć? Prawda nie leży po środku, prawda leży pomiędzy. Pomiędzy różnymi faktami dalekimi raczej od prawdy. Fabuła to nie jest jeszcze prawda. Czasem to ludziom zupełnie wystarcza.
Po co te filmy, dla fabuły czy dla prawdy? Co trzeba nam opowiedzieć po raz pierwszy, a co opowiedzieć raz jeszcze.
Parę rzeczy do naszkicowania.
Cała kultura służy ludziom nieuważnym. Tak jak choćby film „Kler”. Kultura to lekcja odrobiona za kogoś. Odpisana na przerwie. Czy wobec tego ta lekcja komuś się przyda, choćby po latach?
Co będzie dalej, czy znajdą się epigoni, gustujący w podobnych szkicach tyle, że wręcz pornograficznych? Czy znajdą się widzowie finansujący takie skrzywione obrazy? Kiedy pojawi się kolejny taki społecznik w kinie polskim?
Ale tak dla czystego sportu rozważmy takie tematy (w końcu to są tematy naszych rozmów przy stole) „Szaber”, „Piekło Kobiet”, „Biały Dom”, „3 czerwca 1989”, „UB, sześćdziesiąt lat później”, „Resortowe dzieci”, „Fama, cudem odnalezione miejsce poezji, sensu i śmiechu”, „Rodzina z czasem niemile widziana”, „Partia”.
Pan Wojciech – rozdający szczypy, policzki i klapsy – to wymyślacz i handlarz fabuł, a także różnych innych zgrabnie zmyślonych historii czy człowiek z misją? Czy istnieje taka potrzeba żeby miał taką właśnie misję społeczną, bo tak właśnie, pod takim kątem przez kilkadziesiąt lat PRL kazał oceniać wypełnianą rolę reżysera… Zwłaszcza, że filmy wspomniane nakręcił za państwowe pieniądze, za nasze, w tym za moje pieniądze. Ja się na to zgadzam choć wiem, że tych pieniędzy nie otrzymam z powrotem. Że pójdą na taki film, który będzie partyjnym knotem. Niechby te pieniądze, które zarobił film, pozostały w całości lub w części, w dyspozycji pana Wojciecha.
Pozostaje bez odpowiedzi pytanie o odbiór dzieł na rynku międzynarodowym (również komercyjny), czy owe „szkice węglem” to początek roku szkolnego w nowej klasie szkoły polskiej?

Wojciech Hawryszuk, 10 – 21 października 2018

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here