Wina Tuska?

0
365


Rządzący przyzwyczaili już nas do tego, że za ich nieudolność winę ponosi opozycja. Każda niespełniona obietnica, każde niewykonane zadanie kwitowane jest jednakowo: bo opozycja nie poparła, bo działała obstrukcyjnie, itp., itd. Na początku takie tłumaczenie było może i zabawne. Teraz jest po prostu nudne. Do klasyki przeszło już powiedzenie: „przez osiem ostatnich lat”… i tu następowała wyliczanka niespełnionych obietnic poprzedniego rządu. Teraz mamy „sześć ostatnich lat” nowej władzy, a będzie pewnie też osiem, a śpiewka wciąż ta sama. Wina Tuska. Rzeczony powrócił do rodzimej polityki; może wykorzysta popularność tego hasła i założy wreszcie sklep z winami. Tusk nie jest jedynym politykiem, którego winią. Ostatnio obrywa się prezydentowi Dudzie. Internauci i wszelkiej maści prześmiewcy zauważyli, że gdziekolwiek nie pojawiłby się Andrzej Duda jako kibic, nasi olimpijczycy przegrywają… Poszedł na mecz siatkarzy – przegrali, odwiedził koszykarzy – porażka, kibicował tenisistom – nie wygrali. Złośliwi komentatorzy ostrzegali: uwaga pan prezydent wraca do kraju! W tym miejscu, w zasadzie można by zakończyć te dywagacje, ale sprawa jest poważniejsza. Dobrze, że pan prezydent przestał nawiedzać naszych olimpijczyków, bo oni nie przestali przegrywać. Jeszcze trochę a Tusk miałby konkurencję: „Wina Dudy”.

Mija tydzień od rozpoczęcia olimpijskich zmagań a napełniany z mozołem balon medalowych oczekiwań pękł z hukiem. Co start – to klapa. Media chcąc podsycić gasnący optymizm rodaków zawiadamiają o fantastycznych osiągnięciach polskich sportowców: a to wejście do finału w pływaniu (pierwsze od 15 lat!), a to rewelacyjne piąte miejsce w czymś tam. Fenomenalna polska żeglarka na desce, co prawda medalu nie zdobyła, ale złożyła protest! Mianem sensacji określa się odpadnięcie polskiej pingpongistki, którego to faktu jakoś świat nie zauważył. Newsem dnia jest to, że biedna Iga Świątek (żelazna kandydatka do medalu) płakała aż sześć minut po porażce w drugiej rundzie. Trudno, zaiste będzie pobić ten rekord… Kolejny tenisowy pewniak Hubert Hurkacz odpadł już na wstępie z nieznanym Anglikiem, itp. itd. Klasyfikacja medalowa przedstawia się następująco: USA – 22 medale (w tym 9 złotych), Chiny 21, Japonia i Rosja po 16. Polska – zero. I po co było pompować ten balon?


To jeszcze nie koniec olimpiady. Może lekkoatleci przerwą tę złą passę polskich olimpijczyków. A może inni reprezentanci spośród 211 którzy wybrali się na igrzyska. Na wycieczkę do kraju kwitnącej wiśni pojechało również 217 działaczy, trenerów i innych bliżej niezidentyfikowanych uczestników. Razem 428 osób. Godnie, jak na sportową potęgę przystało.


To co nam, biednym kibicom, pozostało? Zachwycajmy się mistrzami z innych krajów. Wszak nie zwycięstwo się liczy, tylko udział. To, jak się okazuje, jest prawdziwym mottem tokijskiej wyprawy naszych.
Kiedyś genialny Wojciech Młynarski śpiewał:

W co się bawić? W co się bawić?
Daleka pora na pytanie to czy bliska,
Lecz w końcu przecież trzeba będzie je postawić,
Bo chleba dosyć,
Lecz rośnie popyt na igrzyska

To było za komuny. Nie wiem, czy dziś jest „chleba dosyć”, ale po takich występach popyt na igrzyska raczej nie wzrośnie…

Jarosław Dobrzyński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here