Więcej Europy!

0
324
Bogdan Klich - źródło: www.klich.pl

Działania rządu PiS, wypowiedzi posła Janusza Kowalskiego, Zbigniewa Ziobry czy konflikt Polski z Unią Europejską na wielu polach, skłania nas do dyskusji o przyszłości UE. Jeśli dodamy do tego priorytety nowego rządu Niemiec to jesteśmy przekonani, że powinniśmy wrócić do zredefiniowania fundamentów Unii Europejskiej i kierunków jej rozwoju. Tekstem Przemka Kowalewskiego „Stany Zjednoczone Europy? Tak!” rozpoczęliśmy w Monitorze Szczecińskim dyskusje o przyszłości Europy i Unii Europejskiej. Na ten temat wypowiedzieli się: Dominik Górski, Rafał Zahorskiprof. dr hab. Jan M. Piskorskidr hab. prof. US Bartłomiej H. Toszek, dr Shivan Fate, prof. dr hab. Bogusław Liberadzki, prof. dr hab. Stanisław Flejterski. Poniżej głos senatora Bogdana Klicha:

Zjednoczona Europa nie może abdykować z globalnego zaangażowania na rzecz demokracji i praw człowieka. W ostatniej dekadzie stanęliśmy przed zagrożeniem autorytaryzmu nie tylko na naszym kontynencie, ale na całym świecie.

Europa Narodów to koncepcja ograniczająca integrację do stosunków gospodarczych. To prymat współpracy międzyrządowej nad wspólnotową. To patent Charles’a de Gaulle’a, który nie potrafił pogodzić się ze zrównaniem jego wagi do chociażby premiera Luksemburga.

Dziś to główny cel Marine Le Pen, Viktora Orbána, Matteo Salviniego, Philippe’a de Villiers czy Nigela Farage’a, słowem członków i sympatyków nowego Układu Warszawskiego. Ostatniemu powiodło się nadzwyczajnie. Skutecznie wyprowadził Wielką Brytanię z Unii Europejskiej. Jego śladem truchta PiS i jego przystawki.

Konieczność konsolidacji

W rzeczywistości jest to projekt demolujący polskie interesy w świecie. Polska jest zbyt słaba dla uzyskania samodzielnego wpływu na procesy globalne. Musi się wpierać silniejszymi na arenie międzynarodowej. Dlatego należy do NATO i Unii Europejskiej. Nie wygramy w pojedynkę z Microsoftem czy Amazonem, JPMorgan Chase czy Bank of China, Saudi Aramco czy Gazpromem. Nie zdołamy się przeciwstawić samodzielnie coraz bardziej agresywnej Rosji.

A świat zaczynają dominować wielkie potęgi. Ich naturalnym dążeniem jest powrót do koncertu mocarstw, który skazał w XIX wieku mniejsze narody na łaskę potentatów. UE musi na to odpowiedzieć zwiększeniem presji na multilateralizm oraz solidarność demokracji w skali globalnej. Europa nie może zgodzić się na przywrócenie niesławnych „stref wpływów”, bo to oznacza koniec wspólnotowego projektu.

Dlatego kontynentalna społeczność skazana jest na konsolidowanie kooperacji politycznej, militarnej, społecznej i gospodarczej. Powyższe oznacza, że balans pomiędzy administrowaniem międzyrządowym a wspólnotowym powinien przechylić się na rzecz tego ostatniego.

W bezspornym interesie Europejczyków jest bowiem wzmacnianie potencjału w kluczowych sferach. A są to: bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, polityka zagraniczna, polityka klimatyczna, stymulacja rozwojowa napędzająca innowacyjność oraz odporność na kryzysy. Europejczycy optują także za większymi nakładami na badania i rozwój. To one powinny zapewnić nam dobrobyt i bezpieczeństwo.

Polityczny imperatyw

Punktem wyjścia i dojścia Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej były cztery fundamentalne cele: pokój, pojednanie, odbudowa i rozwój. Kiedy EWG wypełniła z sukcesem swą misję, zarysowała się potrzeba budowy projektu politycznego. Od czasu Maastricht ten projekt jest realizowany.

Unia Europejska nie jest ani nie będzie tylko strefą wolnego handlu. To związek par excellence polityczny, którego fundamentem są pryncypia demokratyczne. Zostały one zapisane w artykule 2 traktatu z Lizbony, są obecne w sercach i umysłach większości Europejczyków. Nam, Polakom, towarzyszyły w wieloletniej walce z reżimem komunistycznym i w dążeniu do „powrotu do Europy”. Oto kilka z nich: demokracja, wolność i godność osoby ludzkiej oraz prawo do rozwoju. Równość oznaczająca odrzucenie jakiejkolwiek dyskryminacji. Solidarność jako niezgoda na opuszczanie słabszych. Praworządność gwarantująca każdemu obywatelowi, że nad wolą polityczną rządzących stoi prawo.

Siłą Unii Europejskiej jest zasada pomocniczości. Instytucje UE mają rozwiązywać sprawy, których nie da się rozplątać niżej. Państwa członkowskie w taki sposób formułowały kolejne traktaty, by projekt europejski nie służył tylko silnym. Zasady solidarności i wzajemności muszą zatem stać wysoko na liście wartości. W przeciwnym razie wspólnota nigdy nie znajdzie się bliżej obywateli.

Zagrożenia populistyczne

Narody Europy od końca II wojny światowej budowały systemy konstytucyjne, chroniące prawa ludzkie i swobody obywatelskie. Musiały zarazem pokonywać przeciwne temu tendencje: nacjonalizm i populizm. Ten ostatni żeruje na lękach, stereotypach i uprzedzeniach, by używać ich do tworzenia restrykcyjnego prawa oraz do likwidacji fundamentalnej zasady demokracji „checks and balances”, czyli rozdzielania władzy pomiędzy legislaturę, egzekutywę oraz sądy, kontrolujące się wzajem.

Po każdym cyklu rozprzestrzenienia się demokracji dochodziło do antydemokratycznych „kontrrewolucji”. Z takim procesem mamy do czynienia dziś. Na naszych oczach rodzi się antyeuropejska międzynarodówka partii populistycznych i nacjonalistycznych, które łączy wyłącznie wrogość do wartości UE: praw obywatelskich, demokracji, wolnej prasy, niezależnego sądownictwa. Zasady tego Układu Warszawskiego 2.0 sformułował już dawno Viktor Orbán w swojej koncepcji „nieliberalnej demokracji”.

W Europie Zachodniej populizm uszkadza kulturę polityczną, ale nie niszczy instytucji demokratycznych. Niebezpieczne jest jednak to, że partie antyeuropejskie z marginesu politycznego przemieszczają się sukcesywnie do głównego nurtu. Poparcie dla nich systematycznie rośnie.

Populizm typu wschodniego to jawne łamanie podstawowych zasad praworządności. Rządy tolerują powszechną korupcję, a nawet ją wspierają. Populizm w krajach Europy Środkowej niszczy struktury państwa prawa. W teorii obywatel ma prawo do publicznych demonstracji, tworzenia organizacji pozarządowych, publikowania krytycznych tekstów. Jednak gdy obywatele próbują skorzystać z zagwarantowanych przez konstytucję praw, grozi to reakcją ze strony policji i prokuratury, procesami sądowymi, atakiem mediów zależnych od rządu, dyskryminacją w pracy.

Więcej Europy i demokracji

Receptą na takie tendencje może być tylko WIĘCEJ EUROPY i WIĘCEJ DEMOKRACJI. Demokracja może być tylko liberalna. Obywatele winni mieć przekonanie, że system przedstawicielski najlepiej wyraża ich oczekiwania. To samo dotyczy UE, która ma odpowiadać bezpośrednio na potrzeby Europejczyków. Badania społeczne dowodzą obywatelskiego przyzwolenia na zacieśnienie współpracy we wspólnej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, obronnej i migracyjnej, klimatycznej, zdrowotnej i rozwojowej. Chodzi więc o to, by obywatele naprawdę stali się „właścicielami” Unii Europejskiej. Stąd właśnie postulat WIĘCEJ EUROPY tam, gdzie oczekują tego Europejczycy.

Jednak wśród przywódców europejskich brakuje determinacji we wprowadzaniu tych projektów w życie. Bez woli liderów, zgodnej z oczekiwaniami Europejczyków, UE jaką znamy, rzeczywiście zamieni się w zbiór luźno powiązanych ze sobą państw, łatwych do rozgrywania przez agresywnych sąsiadów. Dla Polski taka tendencja jest śmiertelnie niebezpieczna.

Potrzebujemy w Europie WIĘCEJ DEMOKRACJI, a więc więcej uprawnień dla Parlamentu Europejskiego. Potrzebujemy szerszego zakresu stosowania „zwykłej procedury decyzyjnej”, w której PE współdecyduje na równi z Radą. Potrzebujemy pogłębionego dialogu z parlamentami narodowymi, wykraczającego poza dotychczasowe ramy COSAC. Potrzebujemy ogólnoeuropejskich referendów, w których każdy Europejczyk mógłby wyrazić swoje zdanie. Tego oczekują obywatele. Chcą wspólnoty sprawniejszej, obywatelskiej i transparentnej. Jeśli taka ma być UE, to tożsame muszą być kraje ją tworzące. Inaczej się nie da.

Zjednoczona Europa nie może abdykować z globalnego zaangażowania na rzecz demokracji i praw człowieka. W ostatniej dekadzie stanęliśmy przed zagrożeniem autorytaryzmu nie tylko na naszym kontynencie, ale na całym świecie. Nie możemy rezygnować z promocji wartości demokratycznych poza granicami kontynentu. Dyktatorom i populistom trzeba odpowiedzieć międzynarodową solidarnością demokratów.

Rosja i Chiny z eksportu politycznego modelu dyktatury uczyniły oręż. Europejscy sprzymierzeńcy obu tych krajów według ich scenariusza „ześlizgują się” z demokracji w despotyzm. Postawienie tamy rozprzestrzenianiu się paradygmatu nieuniknionej drogi do dyktatury wymaga równoczesnego zaangażowania na dwóch frontach; wewnętrznym i zewnętrznym.

Dlatego tak fundamentalne znaczenie ma Europejski Plan Działań na rzecz Demokracji (EPDD) przedstawiony niedawno przez Komisję Europejską. Ma on stworzyć metody obrony podstawowych wartości UE, niezbędnych dla jej przetrwania.

Komisja dostrzegła znaczne zagrożenie w korupcji politycznej. Z tej racji jeden z najistotniejszych wniosków EPDD dotyczy finansowania partii politycznych. Zapowiedziała tworzenie zespołów ekspertów przeciwdziałających zagrożeniom procesów wyborczych.KE trafnie uznała, że najważniejszy dla rozpoznawania i odrzucenia dezinformacji jest wyedukowany obywatel. Fundusze strukturalne planuje zatem wykorzystać do wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego oraz budowania zdolności do aktywnego udziału w życiu politycznym. To jakby przeszkolenie rekrutów i wyposażenie ich w sprzęt niezbędny do obrony.

Konsekwencją powyższego musi być przeciwdziałanie tłumieniu debaty publicznej. To logiczne. Spodziewamy się więc zalecenia w sprawie bezpieczeństwa dziennikarzy wraz z trwałym finansowaniem pomocy dla nich; zarówno w Europie, jak i na świecie. Dla obywateli RP dobrą informacją jest także nowy mechanizm monitorowania własności mediów oraz systemu reklam państwowych.

Komisja Europejska przyrzekła również ulepszenie metod zwalczania nieuprawnionej ingerencji w naszej przestrzeni informacyjnej. Przygotowała akt o usługach cyfrowych, przewidujący odpowiedzialność platform internetowych za umieszczane na nich treści, a także akt o rynkach cyfrowych przegłosowany w grudniu przez Parlament Europejski.

Więcej praworządności

Przyszłość Europy decyduje się dziś, kiedy przez kontynent przetacza się najważniejsza dyskusja – o praworządności. Sprowokowały ją władze Węgier i Polski, niszcząc niezależność wymiaru sprawiedliwości. Podważyły fundamentalną zasadę niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Zwinęły nad wymiarem sprawiedliwości prawny parasol ochronny.

To dyskusja nie tylko o Polsce i Węgrzech. To debata o całej Unii Europejskiej, bo bez niezależnego sadownictwa w jednym z krajów członkowskich nie będzie praworządności w całej Wspólnocie. Co więcej, załamanie się jednolitej przestrzeni prawnej w Unii grozi rozpadem całości europejskiego projektu.

Uczestnictwo krajów zagrożonych autorytaryzmem, jak Węgry i Polska, w europejskim projekcie jest paradoksalnie błogosławieństwem dla ich obywateli. Gdyby nie przynależność do UE, rządy o tendencjach sobiepańskich nie miałyby żadnych ograniczeń w dławieniu demokracji.

Dlatego egzekutywa UE powinna kategorycznie reagować na drobne z pozoru odstępstwa od norm wolności, równości i sprawiedliwości. A zatem niezbędna jest stanowczość Komisji Europejskiej w stosowaniu artykułu 7 traktatu z Lizbony oraz szybsze reakcje Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w przypadku naruszeń niezawisłości sędziowskiej. Jeżeli kierownicze gremia Wspólnoty ograniczą się do miękkiego napominania, stanie ona w końcu przed bolesnym dylematem: czy „relegować” państwo autorytarne, którego milcząca większość obywateli wspiera europejską integrację, a której można było pomóc wcześniej energicznymi działaniami.

WIĘCEJ EUROPY oznacza zatem również podwyższone zaangażowanie UE na rzecz przestrzegania praworządności w państwach członkowskich.

Więcej bezpieczeństwa

Tak globalnych, jak kontynentalnych wyzwań i zagrożeń przybywa. Ingerencje człowieka w naturę wydały nie tylko zmiany klimatyczne, lecz również zwielokrotnienie naturalnych katastrof. Potrzebujemy WIĘCEJ EUROPY w polityce klimatycznej, bo zmiany atmosferyczne nie znają granic i żadne państwo w pojedynkę się z nimi nie upora.

Pandemie, o których myśleliśmy, że należą do przeszłości, poczęły rujnować życie społeczne. Masowe migracje dopiero się zaczynają. Do ucieczek przed wojną i represjami oraz emigracji zarobkowej dołączy masowa wędrówka ludów. Ludzie będą uciekać z południa przed upałem, w którym zwyczajnie nie da żyć. Z kolei wzrastający protekcjonizm gospodarczy ogranicza globalne rynki. Rwą się łańcuchy dostaw, czego skutki już obserwujemy w przemyśle motoryzacyjnym i informatycznym.

Mnożą się konflikty i kryzysy polityczno-militarne. Dlatego UE musi bardziej polegać na sobie w dziedzinach bezpieczeństwa i obrony. Musimy wyposażyć się w odporność na ataki hybrydowe, dezinformację i wojnę cybernetyczną. Niezbędne jest usprawnienie zdolności do reagowania kryzysowego poprzez rozbudowę zdolności wojskowych.

Do uzyskania dobrego rezultatu niezbędna jest współpraca obronna wewnątrz UE, ale również z zewnętrznymi partnerami. Mam tu na myśli przede wszystkim Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Osiągnięcia ostatnich lat, jak uruchomienie PESCO, stworzenie Europejskiego Funduszu Obrony czy mechanizmu CARD, już dzisiaj nie wystarczą. Trzeba pójść dalej i ustanowić Unię Bezpieczeństwa i Obrony. Do jej stworzenia nie potrzebujemy zmian europejskiego prawa. Artykuł 42 traktatu o Unii Europejskiej dopuszcza możliwość zbudowania „wspólnej obrony”, która może być komplementarna z NATO.

Więcej solidarności

Czyż nie dostrzegamy zagrożeń i fundamentalnych zmian na geopolitycznej mapie? Stany Zjednoczone od prezydentury Baracka Obamy przenoszą stopniowo zainteresowanie na Daleki Wschód. A Unia Europejska nie potrafi się obudzić.

Naglącą potrzebą jest powołanie prawdziwych Sił Szybkiego Reagowania w oparciu o narodowe kontyngenty, bacząc, by nie podzieliły losu europejskich Grup Bojowych, które nie wzięły udziału w żadnej akcji. Porzućmy jednak postulat budowania europejskiej armii. Nawet NATO jej nie ma. Europejska autonomia strategiczna, która jest jednym z wiodących tematów organizujących debatę o przyszłości, nie może osłabiać NATO. Wobec Sojuszu Północnoatlantyckiego powinna być komplementarna.

Bezpieczeństwo wewnętrzne? Nie dopuszczajmy do aktów terroru, ale nie zamykajmy granic. Eliminujmy mowę nienawiści. Ścigajmy za promowanie ekstremistycznych ideologii, bacząc, by nie wylać z tą brudną kąpielą ochrony wolności artykułowania poglądów. Bo wartości, na których budujemy projekt europejski, muszą być chronione, a ich przestrzeganie – egzekwowane.

Dla gotowości do wzajemnej obrony potrzebujemy dziś szczególnie solidarności. Powinniśmy też analizować sytuację w naszym sąsiedztwie. Przecież to Ukraina broni dziś bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Jest naszą gardą. Jej istnienie i opór przed rosyjską agresją jest gwarancją, że Kreml nie zdoła powrócić do imperialnych standardów.

Bogdan Klich

———————————————-

Bogdan Adam Klich – senator kilku kadencji, poseł na Sejm IV kadencji, poseł do Parlamentu Europejskiego VI kadencji, minister obrony w rządzie Donalda Tuska. Ukończył studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Krakowie, w 1987 r. – na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w 1995 r. – studia doktoranckie na tym wydziale. Był jednym z założycieli Niezależnego Zrzeszenia Studentów, współzałożyciel i działacz Ruchu „Wolność i Pokój”. Po ukończeniu studiów pracował jako lekarz, kierował działem informacji w Ośrodku Telewizji Polskiej w Krakowie, był szefem Międzynarodowego Centrum Rozwoju Demokracji, doradcą pełnomocnika rządu ds. negocjacji z Unią Europejską. W latach 1999–2000 pełnił funkcję wiceministra obrony narodowej, a następnie w okresie 2007–2011 – ministra obrony narodowej. Wykładowca w Instytucie Europeistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tekst publikujemy za zgodą autora, wcześniej tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej i na stronach Instytutu Obywatelskiego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here