Szczecińska siatkówka (i nie tylko) na dnie

0
379

Odkładany zgon stał się faktem. Klub Piłki Siatkowej Stocznia wycofał się z rozgrywek
ekstraklasy. O kłopotach klubu wiadomo było od dawna. Pisaliśmy o tym w Monitorze
Szczecińskim. Władze Plus Ligi próbowały ratować sytuację i umożliwiły udział szczecinian
w rozgrywkach, mimo że na placu boju zostało zaledwie pięciu graczy. Odeszli ci, którym klub nie wypłacał pensji. Najgłośniej było o rezygnacji światowej gwiazdy Bartosza Kurka, któremu Stocznia zalegała z wypłatą podobno aż 300 tys. zł. Dziwna to była i pochopna decyzja naszego reprezentanta. Wszak to tylko dwie pensyjki… W ślady Kurka szybko poszli inni, między innymi sprowadzeni latem: Matej Kazijski, Simon Van De Voorde, Nicholasa Hoag i Łukasz Żygadło, a także manager Radostin Stojczew. A przecież władzom klubu śnił się wówczas triumf nawet w Lidze Mistrzów. Nie żałowali pieniędzy (nie swoich) i z rozmachem zatrudniali w Stoczni…
Tonący brzydko się chwyta (parafrazując porzekadło o brzytwie). Klub wydał oświadczenie,
w którym oskarża o przyczynę zapaści jednego ze sponsorów – Miasto Szczecin. Podobno
ustalono z prezydentem miasta, że obie strony będą na równi partycypować w kosztach
utrzymania. Tymczasem, jak czytamy w oświadczeniu, klub wydał 8,9 mln zł, a miasto 3,8
mln zł i w żadnym roku partycypacja kosztów nie wyniosła 1:1. Sęk w tym, że Miasto nie
zobowiązało się do partycypowania w kosztach po równo…
Zastanawia fakt, że prezes klubu nie wymienia wśród powodów tej katastrofy zasług innego
sponsora – Stoczni. To przecież tę dumną nazwę wziął na sztandary. To pod jej szyldem
konstruował „dream team”, który miał podbić kraj i Europę. To Stocznia miała być symbolem sukcesu. Stała się symbolem porażki.
Dzięki nieudolności i pysze osób, którym się wydaje, że wystarczy tylko ogłosić światu zamiar sukcesu, a reszta zrobi się sama, mamy ogólnopolskie pośmiewisko. Zaczęło się od
rdzewiejącej stępki, skończyło na siatkówce. Szczecin ma osobliwą promocję. Nie jest jednak winą naszego miasta i jego mieszkańców, że za budowę promów i zespołu siatkówki
zabierają się nieudacznicy popierani przez decydentów na najwyższym szczeblu…
Nam wciąż brzmi w uszach proroczy tekst piosenki genialnego Wojciecha Młynarskiego „Co
by tu jeszcze” :
„Otóż: faceci wokół się snują co są już tacy,
że czego dotkną, zaraz popsują. W domu czy w pracy
gapią się w sufit, wodzą po gzymsie wzrokiem niemiłym.
Na niskich czołach maluje im się straszny wysiłek,

bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę:
„Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie? Co by tu jeszcze?” 

W kolejnej zwrotce Autor dodaje że „tyle jeszcze jest do spieprzenia, a będzie więcej”.
Chciałbym się mylić, ale chyba to prorocze słowa…

Jarosław Dobrzyński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here