Szczecin umiera po zmroku

1
885
Foto Stanisław Kaup

Ostatnio przysłuchałem się rozmowie dwóch młodych ludzi – studentów pierwszego lub drugiego roku studiów. Ich dyskusja dotyczyła tego, że w Szczecinie nic się nie dzieje, gdy wieczorami chcą wyjść „na miasto”. Konwersacja tych dwóch chłopaków skłoniła mnie do napisania tego komentarza. Jestem młodym szczecinianinem i w wielu słowach, które padły podczas tej wymiany zdań, jest prawda – co muszę ze smutkiem przyznać. Od kiedy tylko dostałem od rodziców „pozwolenie” wychodzenia na miasto wieczorami minęło trochę czasu, ale pozwoliło mi to zobaczyć wiele, tych dobrych i tych złych aspektów nocnego życia Szczecina. Zacznę od tego, że latem jest na pozór dobrze. Mamy regaty, lub pokaz fajerwerków, czy tak jak w tamtym roku imprezę The Tall Ship Races. Do tego ładna pogoda, ciepłe wieczory, wakacje i masę ludzi w różnym wieku na bulwarach. Dlaczego zatem jest dobrze na pozór? Otóż, gdy tylko spojrzymy na inne miasta w Polsce, większe czy mniejsze od Szczecina, to centrum miasta, o każdej porze nocy wygląda tak samo. Zapełniony rynek, starówka lub ścisłe centrum, a deptaki tętnią życiem wraz z małymi pubami lub restauracjami. I tu jest, moim zdaniem, główny problem. Nie mamy ścisłego śródmieścia. Gdy kiedyś obcokrajowiec spytał mnie na Niepodległości, jak dojść do centrum, ja nie wiedziałem, co mam powiedzieć. „Przecież jesteśmy w centrum” – pomyślałem. Ostatecznie pokierowałem go na Rynek Sienny, uprzedzając żeby się nie zdziwił, że jest mały, dosłownie z kilkoma knajpkami i tyle. Brak starówki, takiej jak w Poznaniu, Warszawie, czy Krakowie, to bolączka Szczecina. Nasze miasto nie ma głównego punktu, gdzie można mieć wszystkie atrakcje w jednym miejscu. Na deptaku Bogusława są kluby. Bulwary oddalone od niego o prawie 2,5 kilometra to miejsce spotkań na powietrzu, oczywiście bez piwka pod chmurką, bo nie można. Kilometr dalej jest Plac Orła Białego z kilkoma knajpkami, a później wspomniany Rynek Sienny, gdzie też nocą mało co się dzieje i tyle. To wszystko nie tworzy spójności. Oczywiście, to nie jest wina władz Szczecina, że mamy taką sytuację, lecz uwarunkowania historycznego, ale są rzeczy, które można by było poprawić, czy ulepszyć. Skoro bowiem miejsca nocnych spotkań mieszkańców są tak porozrzucane, to miejska komunikacja nocna powinna być tak zaprojektowana, aby poruszanie po mieście było łatwiejsze. O ile latem dwudziestominutowy spacerek nocą pomiędzy bulwarami a deptakiem jest czymś przyjemnym, to zimą, gdy już się zdecydujemy na nocne wyjście, już nie. Dlatego moją propozycją jest uruchomienie nocnych linii tramwajowych oraz zwiększenie częstotliwości kursowania autobusów nocnych, nawet kosztem podniesienia na nie cen biletów. To ułatwi poruszanie się po tak „rozlazłym” mieście. Moje słowa nie są krytyką lecz opisaniem realiów, jakie spostrzega większość młodych ludzi. O tym mówili chłopcy, o których wyżej pisałem. Jeden z wiceprezydentów, gdy ostatnio usłyszał moje słowa, że „w Szczecinie nic się nocą nie dzieje”, bardzo się oburzył i stwierdził, że „przecież mamy Rockera, gdzie na imprezy przyjeżdżają ludzie z całej Polski”. Świetnie, niech przyjeżdżają, lubię jak ktoś odwiedza moje miasto, ale jeden taki klub to mało, w dodatku nie jest on dla ludzi z mojego pokolenia, a ja mówię z punktu widzenia dwudziestolatka. Zresztą, nie samymi klubami człowiek żyje, nawet zwykłe wydarzenia i festiwale byłyby ożywieniem nocnego, cichego, monotonnego życia szczecinian. Mamy bulwary i oprócz kilku restauracyjek po obu stronach rzeki nie ma czegoś, co by przyciągało. Stwórzmy na przykład festiwal foodtracków, podczas którego przez cały okres wakacyjny będzie można smacznie zjeść, napić się legalnie piwa. Każdy na tym zyska. Przedsiębiorcy, mieszkańcy i miasto. Jest mnóstwo pomysłów, tylko trzeba chcieć, trzeba wykorzystać to, co się ma i pokazać, że Szczecin jest inny, wyjątkowy, i wyróżnia się spośród innych miast.

Kiedy letnie wieczory przeminą, zacznie się jesień a potem i zima jak to dwójka tych studentów stwierdziła „Szczecin po zmroku umiera”. A że dni co raz krótsze to Szczecin co raz szybciej wchodzi w tę agonię. Centrum pustoszeje, już nie tylko w tygodniu ale i weekendami. Ze smutkiem przyznam, że mnie to nie dziwi. Ludziom się nie chce wychodzić na miasto, które nie zachęca, bo „trzeba brać taksówkę, ponieważ na autobus i tak się nie załapiemy, bo „ludzie wolą w domu urządzić domówkę, niż iść do pustego klubu” i tych „bo” mógłbym wymieniać bez liku ale nie chce popaść w depresję, gdy wiosna pobudza do życia. Oczywiście, to że miasto nie ma ludzi nocą zależy od nich samych, ale coś skutecznie ich zniechęca żeby pozostać „pod kocykiem”, przed telewizorem. W każdym mieście zimową porą jest gorzej, ale nasze miasto w porównaniu do innych fatalnie się prezentuje. Nawet nie ma wydarzeń, które mogą odbyć się „pod dachem” i zachęcić szczecinian do wyjścia na śródmieście. Tutaj znów pojawia się aspekt komunikacji, która powinna być lepiej dostosowana w swojej częstotliwości, gdy na dworze zimno, a na autobus trzeba długo czekać.

Podsumowując, z punktu widzenia młodego człowieka Szczecin jest mało atrakcyjny do nocnego życia, brakuje atrakcji o każdej porze roku, dostosowanej oczywiście do niej, by ludzi zachęcić do wyjścia z domów. Same punkty na mapie warte do odwiedzenia nocą w naszym mieście są porozrzucane, tak że ciężko się przemieszczać pomiędzy nimi. Nie chcę aby moje przemyślenia wsparte opiniami rówieśników były krytyką, lecz bodźcem do działania by poprawić stan rzeczy, który obnażyłem z punktu widzenia młodego szczecinianina.

Stanisław Kaup

1 KOMENTARZ

  1. Tak, to prawda. Te nudne szare miasto oprócz małego rockera z 40latkami nie ma nocą nic innego do zaoferowania. Wszędzie pustki. Wiejcie stąd bo to miasto emerytow

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here