Szczecin nie potrzebuje kamieni, by potykać się o własne nogi

2
883

Sprawa małych kamieni, stolpersteinów, wtopionych w bruk europejskich chodników pokazuje, ile warte są wizerunkowe deklaracje władz Szczecina o tolerancji. Otóż, niewiele. Kiedy przychodzi do realnego zmierzenia się z niezależnym myśleniem, wyjściem poza schematy IPN-u, kościoła, czy konserwatywnych autorytetów, politycy PO, PiS czy Bezpartyjnych wycofują się rakiem i asekuracyjnie tchórzą. Ostatnie stanowisko Komisji ds. Kultury i Promocji w sprawie kamieni pamięci również to potwierdza.
Po ostatnim posiedzeniu Komisji ds. Kultury i Promocji mam politycznego kaca. Głosowałam za „Stanowiskiem” komisji, które za pięknymi słówkami i deklaracjami bez pokrycia, skrywa niechęć do podjęcia decyzji i strach przed zakłóceniem spokoju feudalnego pana. Nie cierpię uczestnictwa w grze pozorów. „Stanowisko”, pełne górnolotnych frazesów, z którymi trudno się nie zgodzić (dlatego czułam się zmuszona głosować „za”), nie przynosi konkretów i rozmywa temat. Zamiast być oczekiwaną decyzją w sprawie „kamieni pamięci”, ceduje ją na prezydenta, którego negatywna opinia jest znana (z pisma architekta miasta, które wywołało burzę). Mimo, że to do wyłącznej kompetencji rady miasta należy decydowanie o pomnikach w przestrzeni publicznej.
Komisja zajmowała się przez dwa ostatnie posiedzenia stolpersteinami – mosiężnymi płytkami, wielkości kostki brukowej, montowanymi w chodnikach przed domostwami, z których niemieccy naziści wywozili do obozów koncentracyjnych swoje ofiary – Żydów, socjalistów, komunistów, homoseksualistów, Romów, niepełnosprawnych, wrogów totalitarnej władzy. Realizowane w wielu miastach europejskich od 25 lat przez niemieckiego artystę, liczone są w tysiącach.
Najbliżej Szczecina można zobaczyć je w Pasewalku (na zdjęciach).
Nie zobaczymy ich w Szczecinie, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Tak będzie, mimo deklaracji, którą podnosi radna Dominika Jackowski w swoim tekście: „Radni Koalicji Obywatelskiej i Bezpartyjnych nie widzą problemu w uczczeniu pamięci ofiar nazistów Kamieniami Pamięci”. Niby brzmi jak zgoda, ale zgodą nie jest. Radni nie widzą problemu w kamieniach pamięci, ale nie chcą i nie zrobią nic, by doprowadzić do ich wmurowania, bo boją się prezydenta.
W czasie poprzedzającym ostatnie posiedzenie komisji, odbyły się co najmniej dwie otwarte debaty poświęcone stolpersteinom. Wymowa ich, a także wcześniejszego posiedzenia komisji, jest wyraźna: stolpersteiny są oczekiwane i rozumiane jako wartościowa forma upamiętnienia ofiar, przybliżająca ich indywidualny los, ucząca poszanowania godności, tolerancji i historii.

Kamienie, fundowane przez inicjatorów, nadają pamięci żywy wymiar i nie zamykają się zwyczajowej formie tradycyjnego pomnika. Ten ostatni, zbiorowo poświęcony ofiarom nazizmu w Szczecinie, postulowany przez polskie środowiska żydowskie w naszym mieście, również powinien powstać, lecz w swojej istocie jest zupełnie czymś innym. Wymaga nie tylko decyzji radnych, lecz również zaplanowania w budżecie miasta. Na spotkaniu zorganizowanym przeze mnie i Filipa Przytulskiego (Refugees Szczecin) w Cafe Hormon wystąpiło trzech prelegentów: prof. Eryk Krasucki, dr Mikołaj Iwański i dr Jędrzej Wijas. Przywołali cały zestaw argumentów za „Kamieniami Pamięci”, wszyscy chętni mieli możliwość z tego skorzystać. Naukowcy tłumaczyli m. in. różnicę między stolpersteinami a tradycyjnymi pomnikami czy tablicami. Zamiana drobnego, dyskretnego stolpersteina na tablicę, którą z reguły honoruje się postaci ze względu na ich życie, a nie śmierć, jest dopiero czymś idącym na przekór tradycji. Choć to sprawa bardzo delikatna, czujemy jednak, że sama śmierć nie jest wystarczającym powodem do umieszczania nazwiska na indywidualnych tablicach instalowanych na ścianach budynków. Tę formę upamiętniania rezerwujemy dla postaci o wyjątkowym dorobku, znaczącym dla naszej historii i kultury. Śmierć jest dopełnieniem ich życia, a nie najważniejszym elementem biografii. Dlatego skłonienie wnioskodawczyni, pani Gudrun Netter, do zawnioskowania o tablicę, uważam za krok w złą stronę. Z niezrozumiałych dla mnie powodów, zupełnie pozamerytorycznych, prezydent i jego służby dążą do zamiany stolpersteinów, adekwatnych dla upamiętnienia różnych ofiar, czasem o bardzo skromnym życiowym dorobku, na tablice, które momentami mogą budzić zakłopotanie. „Kamienie Pamięci”, ze względu na swoją skalę, ustandaryzowanie, podanie najważniejszych danych, zachowują egalitarny charakter, tak ważny w projekcie artystycznym Demniga. One nie czynią nikogo z ofiar wyjątkowym, nie rozróżniają, tym samym oddając specyfikę niemieckiego nazizmu, który umasowił ofiary. Na tę samą, ohydną i upokarzającą śmierć, skazywał i znanego kompozytora, i tragarza węgla. Lecz przypisując nieżyjących do konkretnego miejsca, w którym my nadal żyjemy, i podając ich imię, nazwisko, datę urodzin, wywózki i śmierci, indywidualizują każdą z ofiar, oddając jej pamięciowy hołd.
Są wśród ofiar postaci, którym tablica czy oddzielny pomnik się należy, niezależnie od stolpersteina z ich imieniem. Lecz kultura pamięci, czy chcemy tego czy nie, wartościuje nasz żywot. Śmierć puentuje nasze życie, ale nie wyznacza jego znaczenia czy wartości. Warto o tym pamiętać, kiedy decyduje się o doborze form upamiętnienia.
Byłam co najmniej skrępowana, jeśli nie zażenowana, samozadowoleniem radnych po przyjęciu „Stanowiska” komisji. Tak, jakby oczekiwali wiwatów na ich cześć za to, że dostrzegli potrzebę oddania hołdu ofiarom niemieckiego nazizmu w Szczecinie. Już procedowanie nad dokumentem pokazało, że wbrew deklaracjom stolpersteiny mocno radnych uwierają. Warto przypomnieć, że przewodniczący komisji w pierwotnie odczytanym tekście w ogóle ich nie ujął.

Treść tę chciał głosować bez poddania jej jakiejkolwiek dyskusji, nie mówiąc o przekazaniu jej radnym w formie pisemnej. W jednym ze zdań „Stanowiska” fałszywie przypisał, wyciągnięty z kapelusza, pomysł „Progów Pamięci” Gminie Wyznaniowej Żydowskiej, która w wydanej opinii w ogóle ich nie proponowała. Wprowadzenie do „Stanowiska” zapisów o kamieniach pamięci nastąpiło dopiero pod naciskiem postulatów mieszkańców, w szczególności panów Rafała Jessweina, Wojciecha Gronwalda i Marcina Winterfelda. O przyznanie im przez przewodniczącego głosu trzeba było specjalnie interweniować. Praktyki co najmniej dziwne. Tyle, że przyjęte przez komisję „Stanowisko” rozmiękcza temat i jest niewyraziste. Nic nie rozstrzyga. Radni komisji powinni zaproponować projekt uchwały pozwalający na lokalizowanie stolpersteinów, „skoro nie widzą problemów”. Mimo zgłoszenia przeze mnie na wcześniejszym posiedzeniu komisji gotowego projektu uchwały, kompletnie nie byli tym zainteresowani. Wręcz odwrotnie, zostałam zakrzyczana.
Jeśli radni KO i Bezpartyjni, jak pisze wypowiadająca się w imieniu obu klubów radna Dominika Jackowski (ich rzeczniczka?), „nie widzą problemu w uczczeniu pamięci ofiar nazistów Kamieniami Pamięci”, niech nie oglądają się na prezydenta, o którym wiemy, że jest sceptyczny, i niech sami podejmą inicjatywę uchwałodawczą. Mają do tego prawo zapisane w statucie i większość w radzie. Jeśli to nie jest problem, to dlaczego przyjmują fasadowe, niekonkretne „Stanowisko”, z którym wprawdzie trudno się nie zgodzić (jak z wieloma frazesami), ale o którym wiemy, że zostanie przykładnie zignorowane przez prezydenta?
Na życzenie radnych mogę im przekazać całą wiedzę zgromadzoną na temat stolpersteinów, a także oddać projekt uchwały. Zatrę swoje imię jako autorki, niech będzie to inicjatywa klubów, które „nie widzą problemu”. Bardziej interesuje mnie realizacja tego projektu, niż „osobista promocja”. A przy okazji, przyzwyczaiłam się, że autopromocję najczęściej zarzucają mi politycy i polityczki nieschodzący z łamów mediów i powtarzający w nich grzecznie przekaz dnia.
Pragnę uspokoić, że nie dam się sparaliżować takimi czczymi zarzutami.
Na sam koniec, ciągle powraca temat, że informacja o wniosku pani Gudrun Netter trafiła do mnie wcześniej, a do innych radnych później. To prawda, że trafiła, i to z dwóch źródeł. Wcześniej, zupełnie niezależnie od rady miasta, od osoby będącej w bezpośrednim kontakcie z panią Netter w sprawie upamiętnienia ojca. Drugie źródło, to było pismo przekazane mi jedynie do wiadomości, a adresowane przez przewodniczącą Rady Miasta panią Renatę Łażewską do prezydenta, by zajął się wnioskiem pani Gudrun Netter. Nie byłam zresztą jedyną radną o tym wtedy informowaną, skoro radny Przemysław Słowik na profilu Facebook dnia 2 stycznia 2020 r. pisał: „Kiedy w czerwcu zeszłego roku otrzymałem list od Pani Gudrun Netter (…)” . Nie wiem, jaki klucz informowania radnych przyjęła pani przewodnicząca Rady, ale to do niej radna Jackowski powinna kierować swoje uwagi. Ja nie byłam niczym formalnie zobowiązana, otrzymując pismo do wiadomości, które skierowane było do prezydenta. Sądzę nawet, że gdybym zwołała z tego powodu posiedzenie komisji, mój dawny klub i radni z klubu Bezpartyjni zarzuciliby mi, że wchodzę prezydentowi w paradę.
Wbrew temu, co pisze radna Jackowski, ta zwłoka miała sens. Radnym o wiele łatwiej podejmować jest decyzje, kiedy znają opinię prezydenta Szczecina. Tu nie chodzi o to, kto kogo ubiegnie. W obecnej sytuacji inicjatywę uchwałodawczą powinna podjąć rada, skoro służby prezydenta mają problem ze zrozumieniem złożoności i wartości stolpersteinów. Na inicjatywę prezydenta możemy czekać znacznie dłużej niż pół roku, a najprawdopodobniej – nie doczekamy się jej nigdy. Po drugie, zaczynanie tej dyskusji w czasie kampanii parlamentarnej, przy starcie w wyborach środowisk nacjonalistycznych i skrycie antysemickich, mogłoby wywołać o wiele więcej szkód wizerunkowych naszemu miastu. Lepsza jest dyskusja pozbawiona kontekstu rywalizacji o łatwe emocje obywateli, bardziej skupiona na istocie.
O stolpersteiny nie sposób potknąć się fizycznie. Potyka się o nie nasz wzrok, nasze uczucia i myśli, a nie ciało. Okazuje się jednak, że o mały kamień pamięci potknąć się może całe duże miasto, tak ponoć otwarte, tolerancyjne i europejskie. A wszystko z braku odwagi, z niechęci wobec głosu obywateli i ekspertów, z lęku wobec prezydenta. Czas przełamać ten impas, a stolpersteiny są najlepszą inicjatywą, by to uczynić.

Edyta Łongiewska-Wijas

2 KOMENTARZE

  1. Popieram wnioski itezy zawarte powyżej przez radna Panią Edytę Łongiewską-Wijas. Nic dodać nic ująć. Jestem przekonany, jestem pewien, że Kamienie Pamięci pojawią się w Szczecinie, a zniknie ta Rada Miasta.

  2. W pełni zgadzam się z tezami i wnioskami zawartymi w powyższym artykule Pani Edyty Łongiewskiej-Wijas. Kunktatorsto Rady Miasta widoczne jest jak na dłoni. Myślę jednak – jestem pewny – że wraz z odejściem tej Rady Miasta pojawią sie Kamienie Pamięci w Szczecinie. To tylko chwila przerwy. Nic już tego procesu budzenia sie społeczeństwa obywatelskiego nie zmieni. I mam tu na myśli też bulwersującą sprawę jak Rada Miasta potraktowała mieszkańców osiedla Nad Rudzianką. Obie te sprawy wystawiają jak najgorszą opinie tej Radzie Miasta.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here