Śp. Jan Lityński

0
269

Zza bramy klasztoru – Szczecin

Niesamowicie smutna wiadomość, która dotarła do mnie w niedzielę wieczorem – Janek Lityński nie żyje. Dopiero po chwili przeczytałem, że zginął w Narwi ratując własnego psa. Cały Janek, kochał ludzi, kochał zwierzęta, kochał Polskę. Był jedną z osób, która od 1968 roku przyczyniała się do rozmontowania komunizmu. Będzie teraz wiele słów o jego roli w opozycji demokratycznej w czasach PRL–u. I wolnej Polsce.

Sam mam tylko dwa, trzy wspomnienia osobiste, którymi się dzielę. Widzieliśmy się ostatnio na pogrzebie Henia Wujca. Zatrzymałem się na noc przed pogrzebem w jego i Elżbiety domu. Potem razem pojechaliśmy na pogrzeb do Wilanowa na mszę i na Powązki. Jak zawsze długo w noc rozmawialiśmy i oglądaliśmy wspólnie mecz. To u niego w domu kilkakrotnie w ostatnich latach takie długie rozmowy z zaproszonymi gośćmi przy stole się odbywały. Już nie pamiętam, na którym piętrze w tym wieżowcu nasze losy i historia były omawiane w rozmowach Polaków. Bywali też goście cudzoziemcy.  Dom gościnny i twórczy w rozmowie.

Pamiętam też jego  rozmowę z arcybiskupem Pragi kardynałem Dominikiem Duką we Wrocławiu. Dał się na nią namówić, aby porozmawiać o Havlu. O czeskiej opozycji, z którą Janek się spotykał. Także na samej granicy polsko – czechosłowackiej.

Był człowiekiem przez wszystkich przyjaciół po prostu bardzo lubianym. To informacja o jego śmierci zastała mnie w Poznaniu, gdzie jestem przez chwilę. Jestem w szoku. Jan Lityński to cała historia stawania po stronie tych, którzy potrzebowali solidarności gdy byli prześladowani, w ostatnich prawie 60 latach. Komitet Obrony Robotników, Solidarność, ta pierwsza, i budowa wolnej Polski. Janek intelektualnie precyzyjny w ocenie relacji społecznych i w ocenie świata zewnętrznego w którym żyjemy.

Ciagle trudno mi się pogodzić z tą jakże absurdalną śmiercią, i jakże symbolicznymi jej okolicznościami.

Tomasz Dostatni OP

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here