Senatgate

0
223

Wraz z wyborem dr Tomasza Grodzkiego na marszałka Senatu rozpoczęła się „spontaniczna” kampania oszczerstw pod jego adresem. Nowy marszałek nie zachowuje się tak, jak poprzednicy w Sejmie i Senacie. Nie wykorzystuje stanowiska do prywatnych korzyści. Podpadł tym, że zabrał się ostro do pracy, wykorzystując np. telewizję do komunikacji ze społeczeństwem. Pokazał, że trzecia osoba w państwie nie musi być politycznym „no name”, przedstawiającym jedynie wolę dysponenta, np. tego z Żoliborza. Ma własne zdanie, potrafi o tym mówić, przejawia inicjatywę , na którą czekało wielu wyborców. Przypomniał o tym, że nasza obecność w Unii Europejskiej to nie tylko rola beneficjenta unijnych środków. To także możliwość korzystania z opinii prawnej organów europejskich, możliwość odwołania się do naszych partnerów, z którymi podpisaliśmy stosowne umowy (za zgodą suwerena zresztą).

W tle tych marszałkowskich działań słychać echo pojękiwania partii rządzącej, która chciałaby być rządzącą niepodzielnie. A tu – psikus! Do kompletu zabrakło większości w Senacie. Po nieudolnych próbach zwerbowania senatorów opozycji na swoją stronę rozpoczęło się, równie nieudolne, atakowanie dra Grodzkiego. Tym razem sięgnięto do zamierzchłej przeszłości. Z mroków historii wykopano rzekomych pacjentów, którzy podobno odwdzięczyli się swojemu dobroczyńcy. Narratorzy tej teorii spiskowej tak się rozpędzili, że zapomnieli o tym, że była kiedyś denominacja. Pacjent anonim, któremu nagle wróciła pamięć, stwierdza, że wręczył czterysta złotych, czyli cztery grosze… Prowokację też trzeba umieć przygotować.

Prezydent Nixon zapłacił kiedyś stanowiskiem za inspirowanie i tolerowanie nielegalnych działań mających na celu wyeliminowanie politycznych przeciwników. „Watergate” stała się synonimem machiawelicznego sposobu sprawowania władzy. Dziś mamy naszą odmianę: „Senatgate”. W przypadku Wuja Sama prawda wyszła na jaw. Nad Wisłą czekamy na wyjaśnienie kilku ważnych niewiadomych. Co dalej ze sprawą budowy wieżowców w centrum Warszawy, koperty z 50 tysiącami zł, która miała być wręczona w tej sprawie jakiemuś księdzu, rozliczeniem „szeregowego posła” z architektem, który nie otrzymał wynagrodzenia za swoją pracę, hotelu Banasia oraz wielu, wielu innych spraw bulwersujących opinię publiczną.
Czekamy zatem na wyjaśnienie wątpliwości przez upoważnione instytucje. Na razie jednak trwa publiczne polowanie na grubego zwierza…

Redakcja

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here