Pani Basia trzyma za twarz

0
88

Wczorajsza historia z ministrem Piątkowskim to kolejny przykład wszechwładzy i panoszenia się sekretariatów. Sekretariat nie poinformował ministra, że już przyszła umówiona delegacja miast polskich i czeka na spotkanie.

Na Politechnice, na jednym z wydziałów była sobie pani sekretarka zwana kierowniczką dziekanatu, która mawiała – ja i pan dziekan skreślamy pana z listy studentów, albo nie dopuszczamy do sesji, albo czegoś tam pan nie dostanie.  Ale była  też Złota Pani z Wydziału Elektrycznego, która matkowała pokoleniom studentów i jakoś ich wybraniała. Wszystko zależało od Dziekana.

Każdy, kto zetknął się ministerialnym urzędem lub innym ze strażnikami, wie, że sekretariat jest informowany o wizycie delegacji, przychodzi pani albo pan, prowadzi do sali konferencyjnej, tam jest woda przynajmniej, zapomnijmy o ziółkach i kawie. A tu panie kochany, delegacja polskich miast, w polskim ministerstwie, w polskiej sprawie czeka o suchym pysku, na stojąco. I to w takie upały. Drugi sort.

Nieoceniony Kabaret Salon miał taką opowieść pasującą do systemu rządowego PRL.  Kiedy już nie dało się zamieść czegoś pod dywan a buldogi wybiegły gryźć się na trawnik, nie dało się schować nieboszczyka do szafy, także zrzucić odpowiedzialności na USA i generała Andersa, kiedy wszyscy wiedzieli, że jednak coś się stało, że coś jest na rzeczy i zupa się wylała, a nie można było też zrzucić na sytuację, to sekretariat albo kakij to nibud’ podrobnyj naczalnik, mówił: to oni, on, ona, tamci, i wskazywał palcem do tyłu. I tak po kolei. Kleyffa zastanowiło, co też się stanie, kiedy dojdzie do tego ostatniego. Finał wskazywania palcem do tyłu był taki, że ten ostatni w du… sobie zaglądał. Takiej oto akrobacji wymaga nasza ojczyzna od pomazańców.

Jak widać i słychać, z PRL-em jesteśmy związani na śmierć i życie. Rzeczypospolite niczym się nie różnią. Sekretariaty rządzą. Pomazańcy znajdą kozła, nawet w filharmonii. Zdolne plemię.

Pan Piątkowski to duży mężczyzna i klatę ma niewąską. Nie wiemy jakiej postury jest przedstawiciel lub przedstawicielka sekretariatu pana Piątkowskiego. Kto ostatecznie weźmie ten „błąd sekretariatu” na klatę? Podobno minister nie wychodził do swoich gości przez 20 minut, bo się przygotowywał na to spotkanie. Tak sam mówił. 

Bohaterem jednej z ballad Wojciecha Młynarskiego jest hardy chłop, który karku ugiąć nie chciał, ale cwany pan kazał mu przechodzić przez niskie drzwi.

Szkoda czasu panie Piątkowski, szkoda czasu.

Wojciech Hawryszuk, 8 sierpnia 2019

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here