Koszmarny sen partyjniaków

1
426

„Przed nami bardzo ważne wybory – wybory przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, postanowiłem wystartować w tych wyborach”. Słowa te wypowiedziane przez Bartosza Arłukowicza pod koniec starego roku spowodowały, że w domach kilku polityków sylwester nie będzie już taki wystrzałowy.
Arłukowicz jest kolejnym, po Joannie Musze, Borysie Budce i Bogdanie Zdrojewskim, politykiem, który zgłosił się do wyścigu o fotel przewodniczącego największej partii opozycyjnej w naszym kraju. Partii, która rządzi w kilkudziesięciu miastach, gminach i powiatach. Formacji, na której konta wpływają miliony złotych z budżetu państwa, a jej przedstawiciele rządzą w Parlamencie Europejskim. Jest zatem o co walczyć.
Dlaczego jednak deklaracja Bartosza Arłukowicza tak mocno rozemocjonowała media społecznościowe oraz serwisy prasowe? Dlaczego tak zirytowała media „dobrej zmiany” ale też „zaniepokoiła” kolegów partyjnych? Odpowiedź jest prosta: Arłukowicz ma szansę wygrać i….wszystko zmienić.
W wyborach do Parlamentu Europejskiego pobił rekord. Blisko ćwierć miliona głosów, które otrzymał w tych wyborach, uczyniły z niego gwiazdę Koalicji Europejskiej. W pozostającej w kryzysie Platformie Obywatelskiej, przegrywającej kolejne wybory, człowiek o takim potencjale z miejsca znalazł miejsce w nowym sztabie wyborczym. Nikt go tam poważnie nie traktował. Miał ładnie wyglądać na obrazkach w sieci. I wyglądał. Platforma jednak nie ruszyła do Polski powiatowej. Nie było ogólnopolskiego #Bartekteam. Kandydaci robili swoje kampanie. Jedni poszli w teren, inni poprzestali na kampanii przed monitorem komputera. Bez pomysłu, bez jednej wielkiej idei. Platforma Obywatelska przegrała. Po raz kolejny.
Słychać, że wśród członków partii narasta przekonanie, że nikt nie pokona rozjeżdżającego demokrację walca „dobrej zmiany”. Wiedzą, że z przewodniczącym, z którym nikt nawet nie chce zrobić sobie selfie, już nic nie wygrają. Wielu z nich pamięta jeszcze Halę „Olivię” w Gdańsku i „trzech tenorów” na scenie, którzy mówili o polityce, Polsce i ideałach zupełnie inaczej, niż wszyscy inni w tamtym czasie. Tamtej Platformy Obywatelskiej już nie ma. Są jednak ludzie, którzy ją budowali i oczekują zmiany. Niekoniecznie dobrej, ale zdecydowanej.
Jak ma wyglądać ta zmiana? Czy wystarczy zmienić przywódcę, jego otoczenie, a może trzeba pójść o krok dalej: program partii, partię? Wydaje się, że Arłukowicz jest jednym z nielicznych kandydatów, który nie tylko chce, ale również ma pomysł na Nową Platformę Obywatelską.

W pierwszych słowach po ogłoszeniu decyzji o kandydowaniu określił go tak: „Platforma musi być partią społeczną, musi być organizmem tętniącym życiem, musimy pracować z ludźmi codziennie na ulicach. Platforma Obywatelska musi wykorzystywać potencjał nie tylko posłanek i posłów, ale naszych radnych, wójtów, burmistrzów, ale przede wszystkim musimy wykorzystać potencjał tysięcy ludzi, którzy od lat budują nasze poparcie społeczne w terenie”
Można powiedzieć: Tony Blair za swoich najlepszych czasów. Nie trudno się dziwić. Arłukowicz przyszedł do Platformy Obywatelskiej z SLD, a jego pierwszą partią była SDRP. Wizja zwycięstwa „harpagana z Darłowa” jest jak koszmarny sen dla Czarzastego, który dwoi się i troi, by przekonać wyborców, że nie jest już postkomunistą, a nowoczesnym przedstawicielem socjaldemokracji. Czy zatem pod przywództwem Arłukowicza PO skręci w lewo? Może. Jednak, by się o tym przekonać, Arłukowicz musi wygrać wybory, a to nie będzie łatwe. Dla obserwatorów znających zasady funkcjonowania partii politycznych (Platformy Obywatelskiej) graniczące wręcz z cudem.
Dlaczego zatem celebryta, człowiek darzony ogromną sympatią Polaków, lubiany i szanowany przez członków partii, może przegrać np. z mniej rozpoznawalnym Borysem Budką? Odpowiedź jest prosta: na przewodniczącego partii głosują członkowie partii. Dokładnie rzecz biorąc – członkowie struktur w regionach. Można zatem przyjąć, że członkowie partii z rodzimego Pomorza Zachodniego i Lubuskiego, z którego Bartosz kandydował do Parlamentu Europejskiego, zagłosują na niego. Jednakże członków PO w tych dwóch województwach jest około trzech tysięcy. Na Śląsku, w którym Borys Budka robił rekordowe wyniki w wyborach do Sejmu, jest dwa razy więcej.

Na starcie Arłukowicz jest zatem w dużo trudniejszej sytuacji. Jeżeli po stronie Borysa Budki stanie Rafał Trzaskowski, którego głos w najmocniejszym regionie Mazowieckim ma znaczenie, szanse Arłukowicza na zwycięstwo wydają się iluzoryczne.
Proste. Jeżeli głosować będą tylko zdyscyplinowani działacze partyjni, Arłukowicz nie ma szans. Ważne jest bowiem, jak zachowają się szefowie struktur powiatowych. Dlaczego? Otóż, by mieć prawo do zagłosowania, należy opłacić składki członkowskie. Wielu działaczy o tym zapomina. Nie płaci składek. O tym powinni im przypomnieć szefowie struktur powiatowych. Zatem, jeżeli w powiatach jest chęć i motywacja do zmiany przewodniczącego, będzie wysoka frekwencja w wyborach. Tam, gdzie będzie wysoka frekwencja, gdzie będą głosowały tzw. „doły” Platformy Obywatelskiej, szansę na zwycięstwo ma kandydat z zachodniopomorskiego.
Tym razem do zwycięstwa nie wystarczą setki spotkań z seniorami, pielęgniarkami czy rolnikami w Resku, czy Brojcach. Teraz o zwycięstwo Bartosz musi powalczyć w gabinetach działaczy partyjnych. Nie jest to jego środowisko naturalne. Nikt jednak nie mówił, że będzie łatwo.

Jarema

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here