Prom Gryfia – smutne i niezrozumiałe

0
213

Jestem osobą która była odpowiedzialną za zakup w Gillingham w UK, THPV Bembridge z 1938 roku (na tydzień przed jejo złomowaniem), przyholowanie jej w lutym 2009 roku do Świnoujścia a potem przez lody do Szczecina (pierwszy import zabytkowej jednostki morskiej do Polski). Poźniej odpowiadałem za jej żmudny remont i pierwszą w historii Polski restaurację zabytkowego statku morskiego i przywrócenie wraku do niemal pierwotnego stanu z 1938 roku.

THPV Bembridge 1938 udało się uratować od złomowania dzięki współpracy nas – jako kupującego, stoczni złomowej w Hull, która naprawdę nie chciała złomować zabytku i zgodziła się na zwrot zadatku bez dodatkowych kosztów, właścicieli Bembridge czyli Vinca i Richarda, którzy jak zadeklarowałem zakup od razu zjechali z ceny ze 120 to 70 tyś GBP i sami pomogli nam przygotować jednostkę do holowania do Polski oraz firmie holowniczej Fairplay, a konkretnie jej szczecińskiemu oddziałowi i dzielnej załodze holownika Argus na czele z Kapitanem Januszem Kwiatkowskim.

Było to wielkie poświęcenie, wyzwanie i wysiłek nie tylko dla mnie jako ówczesnego szefa firmy i jej dzisiejszego armatora. Cała operacja przywracania ponownego życia wrakowi Bembridge – (wg. mojej wiedzy jedynej jednostce morskiej pozostałej na świecie, która brała udział w Dunkierce 1940 i Normandii 1944) rozpoczęła się w 2009 i zakończyła się w 2013 – ale ciągle jest coś na statku do zrobienia.  

Ale to co udało się zrobić z Anglikami i Niemcami niestety nie może się udać z Polakami z Gryfii i z Warszawy.

Nawet gdyby prom Gryfia został faktycznie oddany Urzędowi Marszałkowskiemu czy Urzędowi Miasta Szczecin za darmo, to trzeba wydać ogromne pieniądze na przywrócenie i zabezpieczenie techniczne jednostki do jej bezpiecznego postoju. Dodatkowo – zaopatrzenie we wszystkie wymagane wyposażenie i dokumenty bezpieczeństwa, a potem na postój jako obiektu muzealnego przystosowanego do zwiedzania. Przeciętna osoba nie ma pojęcia o jakich kosztach i zakresie prac jest mowa.

W przypadku 45 metrowej Bembridge spełnienie wymogów PRSu związanego z jej bezpiecznym postojem i użytkowaniem przez kosztowało ponad 1 mln zł  i to w latach 2009 – 2011.

Dziwię się Zarembie, że robi dosłownie wszystko by tą jednostkę jednak nie uratować, a po jej unicestwieniu zwalić winę na wszystkich tylko nie na siebie. Tak samo jest z zamkniętą m.in. przez niego stocznią remontową w Świnoujściu. Można o nim mówić wiele złego, ale jest to osoba pasjonująca się prywatnie (podobnie jak ja) starą motoryzacją i z tego co się orientuję także historią więc naturalnym wydawało by się, że powinno mu zależeć…

Mnie osobiście serce boli, że kolejna zabytkowa jednostka opuści wkrótce Szczecin, ale ja osobiście zrobiłem już wszystko co mogłem w temacie promu Gryfia i wiem znając treść wymienianych pomiędzy Zarembą i Marszałkiem Geblewiczem pism, że Marszałek również.

Opublikowałem na łamach Monitora Szczecińskiego pomysł, projekt i koncepcję skansenu morskiego a potem jej rozwinięcia do Muzeum Morskiego. Jestem w ciągłym kontakcie z Dyrektorem Aleksandrem Ostaszem z Muzeum w Kołobrzegu czy Dyrektorem Lechem Karwowskim z Muzeum Narodowego w Szczecinie podobnie jak z armatorami innych zabytkowych jednostek możliwych do uratowania. Pomogłem też zrobić dokumentację zdjęciową promu Gryfia. Mogę się tym projektem jako pasjonat i jeden z ojców THPV Bembridge 1938 zająć, ale muszę mieć przestrzeń do działania, środki i możliwości.

Jednak do dialogu potrzebne są dwie strony. Niestety dowodem złych intencji jednej strony, co do zabytkowej Gryfii, jest ten dziwny wyścig z konserwatorem zabytków. Sprzedać Gryfię przed wpisaniem jej do Rejestru Zabytków…

Tak to jest smutne i niezrozumiałe.

Rafał Zahorski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here