Prof. Toszek – polskie „to be, or not to be”…

0
317

Działania rządu PiS, wypowiedzi posła Janusza Kowalskiego, Zbigniewa Ziobry czy konflikt Polski z Unią Europejską na wielu polach, skłania nas do dyskusji o przyszłości UE. Jeśli dodamy do tego priorytety nowego rządu Niemiec to jesteśmy przekonani, że powinniśmy wrócić do zredefiniowania fundamentów Unii Europejskiej i kierunków jej rozwoju. Tekstem Przemka Kowalewskiego „Stany Zjednoczone Europy? Tak!” rozpoczęliśmy w Monitorze Szczecińskim dyskusje o przyszłości Europy i Unii Europejskiej – https://monitorszczecinski.pl/stany-zjednoczone-europy-tak/  O zasadzie pomocniczości napisał Dominik Górski – https://monitorszczecinski.pl/zasada-pomocniczosci/ Rafał Zahorski wprost zadeklarował się jako zwolennik federalizacji https://monitorszczecinski.pl/jestem-za-federalizacja/ . Bardzo interesujący był głos prof. dr hab. Jana M. Piskorskiego https://monitorszczecinski.pl/prof-piskorski-cud-europy/ . Kolejny komentarz – dr hab. prof. US Bartłomiej H. Toszek:

———————————————–

Przysłuchując się dyskusjom o przyszłości Unii Europejskiej i pozycji Polski w tejże, nie mogę się nadziwić jak bardzo aktualne pozostają słowa Stanisława Cata-Mackiewicza, który w połowie XX w. pisał, że Polacy w polityce zagranicznej orientują się według wskazań zawartych w poezji Adama Mickiewicza lub Juliusza Słowackiego.

Powszechna niezdolność (lub niechęć) do pragmatycznego podejścia do spraw europejskich powoduje, że najczęściej oceniamy naszą przynależność do UE w kontekście ideologicznym (przyjmując za punkt odniesienia subiektywne „za” i „przeciw”).

Z jednej strony mamy więc zwolenników możliwie najściślejszej integracji z UE (w ramach federalnego superpaństwa), którzy uważają, że położenie geopolityczne i doświadczenia historyczne skazują Polskę na dokonywanie wyborów między Niemcami (utożsamianymi z UE) a Rosją. Pojawiające się w tym środowisku krytyczne głosy wobec uczestnictwa w określonych płaszczyznach lub kierunkach integracji europejskiej (w ramach UE), a niekiedy nawet wątpliwości dotyczące wyboru form i metod realizacji inicjatyw integracyjnych, są często oceniane krytycznie nie ze względu na swoją wartość merytoryczną, ale przez sam fakt „popadania w błąd zwątpienia” w słuszność pełnego solidaryzowania się z unijną awangardą.

Drugą grupę stanowią natomiast osoby, które przyjmując narrację obozu władzy, postrzegają UE jako organizację zewnętrzną (tak, jakby Polska nie była jej członkiem), z założenia (chociaż nie bardzo wiadomo dlaczego) nastawioną niechętnie lub wrogo do Polski (oraz doraźnie wskazywanych innych państw członkowskich), a także narzucającą swoim członkom konieczność przyjęcia określonej koncepcji ideologicznej, której integralną częścią jest państwo federalne (a w dalszej perspektywie zapewne unitarne). W tej grupie utożsamienie Niemiec z UE ma, oczywiście, jednoznacznie pejoratywny wydźwięk, wskazując na poddanie się pozostałych państw członkowskich rzekomemu dyktatowi Berlina. To zero-jedynkowe postrzeganie UE ma jednak niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Unia Europejska była, jest i pozostanie przede wszystkim przedsięwzięciem o charakterze gospodarczym, w którym głównym kryterium podjęcia decyzji o określonym kierunku i sposobie działania jest opłacalność. To twarde prawa rynku (a nie kalkulacje polityczne) sprawiły, że Francja, Włochy, Niemcy Zachodnie i państwa Beneluksu utworzyły Wspólnoty Europejskie w latach 50. XX w., a kolejne kraje dołączały do nich w następnych dziesięcioleciach. To one zadecydowały o konieczności pogłębiania współpracy w różnych sektorach gospodarki, a później o objęciu procesami unifikacyjnymi niektórych obszarów życia społecznego (np. stosunków pracowniczych) oraz politycznego (np. bezpieczeństwa i obrony) o istotnym znaczeniu dla niezakłóconego (a tym samym dynamicznego) rozwoju gospodarczego. Co więcej, skuteczna konkurencja z państwami będącymi potęgami gospodarczymi i/lub posiadającymi przewagę w dostępie do surowców i/lub taniej siły roboczej, zmusza UE do nieustannego centralizowania procesów decyzyjnych poprzez zwiększanie kompetencji instytucji unijnych kosztem instytucji państw członkowskich. W ten sposób decyzje dotyczące całej UE podejmowane są szybciej, lecz równocześnie poza lub z niewielkim udziałem czynników narodowych. Taki stan rzeczy może budzić zrozumiałe niezadowolenie w Europie, gdzie poszczególne państwa posiadają różne (często odmienne) uwarunkowania geograficzne, historyczne, ustrojowe, prawno-administracyjne, polityczne, gospodarcze i społeczne. Wciąż też istnieją między nimi poważne różnice (przeradzające się niekiedy w antagonizmy) narodowościowe, polityczne i in., które utrudniają implementowanie bardziej zaawansowanych formuł integracyjnych.

W tym stanie rzeczy nie wydaje się obecnie możliwe stworzenie ogólnoeuropejskiego organizmu federalnego na wzór Stanów Zjednoczonych (których integracja nota bene odbywała się etapowo w okresie od 1776 r. do 1912 r., a licząc przyłączenie do Unii dwóch ostatnich stanów, tj. Alaski i Hawajów – do 1959 r.). Współczesne tendencje federalistyczne mogą zatem w najlepszym przypadku (tj. przy założeniu stopniowego i umiejętnego ich propagowania) doprowadzić do oswojenia Europejczyków z myślą o nieuchronności połączenia ich krajów w ramach jednej struktury politycznej, co stanowiłoby warunek sine qua non dalszych działań zmierzających do nadania tej wizji realnych kształtów. Natomiast zbyt mocne i/lub zbyt szybkie forsowanie idei federalnej Europy spowoduje najprawdopodobniej powrót do koncepcji dwóch lub więcej prędkości integracyjnych, co w praktyce będzie oznaczało wytworzenie w ramach UE „twardego rdzenia” (złożonego z państw zdecydowanych i zdolnych do wejścia w skład struktury federalnej) oraz „peryferii” (które zachowując samodzielność decyzyjną w sprawach uznawanych przez nie za posiadające strategiczne znaczenie dla interesów narodowych, lecz będą wyłączone w całości lub w części z możliwości uczestniczenia w najkorzystniejszych gospodarczo przedsięwzięciach unijnych).

Polskie to be or not to be w przyszłej federalnej Europie jest zatem wyborem między wymiernymi korzyściami gospodarczymi połączonymi z (formalnie dobrowolną i odwracalną) utratą samodzielności decyzyjnej (przy realistycznym założeniu, że wpływ Polaków na decyzje zapadające na szczeblu unijnym będzie zbliżony do posiadanego obecnie), a utrzymaniem tej samodzielności przy równoczesnym braku dostępu do części (ale nie wszystkich) korzyści wynikających z członkostwa w Unii Europejskiej. Rozwiązaniem tego dylematu powinna być chłodna kalkulacja, uwzględniająca wszystkie możliwe do przewidzenia, materialne i niematerialne szanse i korzyści oraz ryzyka i straty. Nie odrzucając tomików poezji wieszczów narodowych, weźmy wówczas do ręki podręcznik ekonomii. 

dr hab. prof. US Bartłomiej H. Toszek

Bartłomiej H. Toszek: dr hab. profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, specjalista od systemów politycznych i partyjnych Wielkiej Brytanii, terytoriów zależnych i regionów brytyjskich; zainteresowania naukowe – brytyjska polityka zagraniczna; emancypacja polityczna regionów europejskich; polityka regionalna Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i Polski; procesy integracyjne z udziałem terytoriów zależnych i regionów w Europie i na świecie. Najważniejsze publikacje: Proces integracji Wielkiej Brytanii ze Wspólnotami Europejskimi w latach 1961-1975, Toruń 2009; Od wizji do rzeczywistości. Dziesięć lat dewolucji w Walii, Warszawa 2011 (z E. Kużelewską); Reforma dewolucyjna w programach głównych partii politycznych w Walii w latach 1997-2011, Toruń 2016; Atlas wód płynących województwa zachodniopomorskiego, Szczecin 2017; Polski Czerwony Krzyża w służbie prawa i bezpieczeństwa humanitarnego, sanitarnego i zdrowotnego. Historia PCK na Pomorzu Zachodnim w latach 1945-2019, Toruń 2019 (z R. Gałaj-Dempniak). Wyspy Cooka. Wielowymiarowy obraz państwa i społeczeństwa, Toruń 2021 (pod redakcją). https://monitorszczecinski.pl/unia-europejska-jest-wartoscia/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here