O co właściwie się kłócimy?

0
123


Głos wołającego na puszczy


Na początku muszę zauważyć, że nauka nie zna pojęcia „duszy”, chyba że mówimy o „duszy do żelazka”. „Dusza” jest pojęciem teologicznym i filozoficznym, na dodatek związanym z filozofią neoplatońską. Pojęcie „duszy”, jakim szafuje katolicyzm, jest neoplatońskie a nie biblijne. Według tej nauki Bóg w momencie poczęcia – czyli zapłodnienia – stwarza płodowi duszę, dzięki czemu staje się on człowiekiem. W Biblii nie ma o tym w ogóle mowy.

Codziennie na świat przychodzi około 353 000 dzieci, to znaczy 255 na minutę, 4 na sekundę. W tym ujęciu Bóg jest rodzajem automatu do stwarzania dusz, co jest absurdalne z założenia.
W momencie zapłodnienia powstaje natomiast genotyp człowieka czyli jego potencjalny schemat, według którego rozwija się płód (gr. γένος – ród, pochodzenie i τύπος – odbicie, zespół genów danego osobnika warunkujących jego właściwości dziedziczne). Teoretycznie można by to uznać za początek życia, ale…
Niekiedy genotyp, czyli wzorzec, jest wadliwy. Co wtedy? Odwołuję się do nauki Kościoła, według której Bóg jest Stwórcą człowieka, a podstawą funkcjonowania człowieka jest dusza. Czy to oznacza, że Bóg stwarza „wadliwą” duszę, a tym samym osobę? Przeczy to dogmatowi wszechmocy i wszechwiedzy Boga. Jest jeszcze gorzej.
Wbrew nauce Kościoła homoseksualizm nie jest zboczeniem, a jest uwarunkowany biologicznie (obrońcy tezy katolickiej będą tu mówić o duszy). Czyżby Bóg stwarzał homoseksualne dusze? Jeśli stwarza, to znowu mamy do czynienia z błędem, co jest z punktu widzenia nauki Kościoła niemożliwe, gdyż Bóg jest nieomylny.
Chciałem tu też zaznaczyć, że średniowieczna nauka o normalności pożycia seksualnego, zboczeniach i bycia ponad seksem (celibat), jest absurdalna, gdyż człowiek od dojrzewania jest cały czas (do późnej starości) istotą seksualną, czy to się komu podoba, czy też nie. I jest to dziełem Boga, na dodatek.
Nauka o stwarzaniu duszy w momencie zapłodnienia ma jeszcze aspekt moralny. Jeśli Bóg działa jak automat do parzenia kawy i stwarza codziennie około 353 tysiące dusz, które urodzą się za dziewięć miesięcy (de facto stwarza znacznie więcej, przecież wiele się nie urodzi, około 130 000), sprawiając tym człowiekowi przyjemność posiadania nieśmiertelnej duszy, to co sądzić o duszy dziecka poczętego z gwałtu? Bóg – Prawodawca moralności – stwarzając w takiej sytuacji duszę w momencie zapłodnienia, tym samym staje się wspólnikiem gwałciciela, a nie jego ofiary. Każdy przyzna, że jest to wizja obrzydliwa. Kościół naucza jednak, że „współpraca rodziców ze Stwórcą polega głównie na przekazywaniu życia. Poczęcie człowieka łączy się ze szczególnym działaniem Boga, który daje istnienie nowej duszy, rozumnej i nieśmiertelnej, czyli nigdy nieumierającej. Dusza ludzka na zawsze żyje, nawet po śmierci człowieka”. Tym samym Bóg współpracuje z gwałcicielem. Do takich właśnie racjonalnych wniosków prowadzi ta ideologia.
Drobna uwaga na marginesie. Rocznie rodzi się na świecie dwa miliony martwych dzieci. Jaki jest sens stwarzania duszy na dziewięć miesięcy życia płodowego? Proszę nie powoływać się na tajemnicę i życie wieczne, gdyż według teologii Bóg myśli i stwarza racjonalnie. W wypadku poronień czas dla duszy w ciele jest jeszcze krótszy. W zależności od kraju od 15% do 50% ciąż kończy się poronieniem. Przy najmniejszej ich ilości co szósta ciąża kończy się poronieniem w pierwszych dwunastu tygodniach, a co pięćdziesiąta w następnych dziewięciu. Jest to norma i genetycy uważają, że działa tu mechanizm doboru naturalnego. Czyżby dobór naturalny był dziełem szatana lub złego demiurga? Takie stwierdzenie przeczy dogmatowi stworzenia. Czy Bóg stwarza duszę dla płodu, o którym wie, że będzie żył tydzień? Qui bono? Jak ma taki tygodniowy płód wyglądać po zmartwychwstaniu? Biblia mówi, że Bóg przywróci do życia nasze śmiertelne ciała (Rz 8,11), a zmarli zostaną osądzeni według ich uczynków (Ap 2012). Jakie ciało, jakie uczynki ma płód umierający trzeciego dnia po zapłodnieniu?

Absurd tej doktryny jedynie rodzi kolejne absurdy. Po prostu nie wiemy, kiedy płód staje się człowiekiem nie tylko potencjalnie, ale i aktualnie. Najtrafniejsza wydaje się odpowiedź, że w momencie ukształtowania mózgu i systemu nerwowego. Być może wtedy stwarzana jest dusza – jeśli w ogóle ona istnieje – a co jednak nie czyni Boga wspólnikiem gwałcicieli i tym podobnych gentlemanów. Na marginesie: Biblia mówi o tym, że Bóg „tchnął” w Adama, czyli pierwszego człowieka, i stał się on istotą żyjącą. Nie ma mowy o tym, że „tchnął” następnie w Kaina i Abla. Może to jedno tchnienie wystarczy. Proszę też zwrócić uwagę, że Nowy Testament naucza o zmartwychwstaniu człowieka, co ma potwierdzenie w Credo i teologii pierwotnego Kościoła. Nigdzie nie ma w Biblii mowy o duszy jako rodzaju planu, schematu, według którego człowiek powstaje, a potem zmartwychwstanie.
Nauka o duszy stwarzanej w momencie poczęcia i będącej wzorcem ciała, powstała przed naukowymi badaniami rozwoju płodu. Może lepiej nie spieszyć się z definicjami. Przecież kiedyś nauczano o płaskiej ziemi i sferach zamkniętego kosmosu, przy okazji prześladując inaczej myślących, chociaż Biblia mówi o stworzeniu nieba i ziemi, ale nie precyzuje że jest płaska i otoczona siedmioma sferami i sferą nieruchomą, do której przytwierdzone są gwiazdy.
Nauka o początkach ludzkiego życia w wydaniu katolickim nie ma żadnego uzasadnienia w Biblii, a Tradycja zawiera różne wypowiedzi na ten temat. Dogmat musi mieć uzasadnienie biblijne, a zasada Wincentego z Lerynu, że Tradycja musi być „zawsze, wszędzie i przez wszystkich” uznawana za taką samą, niestety, nie da się tu zastosować.
Poza tym metoda załatwiania spraw przy pomocy represyjnego prawa jest drogą donikąd. Nigdzie się nie doczytałem, że Pan Jezus wzywał na pomoc policję lub rzymskie legiony, bądź też odwoływał się do rzymskiego prawa dwunastu tablic, ale może nieuważnie czytam Ewangelie. O ile się nie mylę, nie przepadał za prawem, czego dowodem jest Jego stosunek do prawa starotestamentowego, które ciągle łamał, i zlikwidowanie tego prawa w chrześcijaństwie. Pisze o tym dobitnie św. Paweł: „Człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa” (Ga 2,16). Bóg odwołuje się do wolności człowieka, a nie do zniewolenia. Duch Wielkiego Inkwizytora z powieści Fiodora Dostojewskiego „Bracia Karamazow” (polecam jej uważną lekturę) unosi się nad takimi decyzjami, a nie Duch Boży. Lud Boży trzeba po prostu nauczać. Może być nawet prawo do aborcji na żądanie, ale autentyczna katoliczka z niego nie skorzysta. Zawsze będą też ci, którzy myślą inaczej i nie będą podzielać pewnych wizji, zwłaszcza antycznych. Mają do tego prawo i nie wolno nam narzucać swoich, niekiedy błędnych, opinii.
Myślę, że wszyscy (powtarzam: wszyscy) biskupi i kapłani, kierujący się nieustannie głoszoną i praktykowaną miłością bliźniego, powinni adoptować niepełnosprawne dzieci i zająć się ich wychowaniem. Wtedy byłby to wspaniały i budujący przykład. Wiem jednak, jaka będzie odpowiedź: Celibat nam na to nie pozwala…

(Głos nadesłany z Puszczy Niepołomickiej)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here