… niczyje życie nie jest tematem zastępczym.

0
160

Nie lubię teorii spiskowych, bo zbyt łatwo wyjaśniają mi świat, ale to jest wpis o konsekwencjach. O programie „family mainstreaming” jako przeciwwadze dla „gender mainstreaming” dowiedziałam się około 2010 roku i potem usystematyzowałam sobie tę wiedzę w 2013 podczas XIII Międzynarodowej Konferencji „Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej” nt. „Rodzina we współczesnej Europie”.

Zostałam tam zaproszona przez mających dobre intencje organizatorów, żeby nawiązać dialog nt. gender, już zwanym potworem gender. Nic tam tajnego się nie działo, a nawet przeciwnie.

Gościem specjalnym był Prezydent RP Bronisław Komorowski, który wygłosił przemówienie i przedstawił swój flagowy projekt, czyli Kartę Dużej Rodziny. Ten family mainsteraming, mający swoje instytuty, badaczki, wydawnictwa, książki, programy (nie, nie tajne) zaciekawił mnie – co miałoby oznaczać wprowadzanie rodziny do głównego nurtu? Czy kiedykolwiek rodzina znajdowała się na obrzeżu? Słuchając referatów zrozumiałam, iż nie chodzi o problemy ekonomiczne, wykluczenia, trudności w dostępie do dobrej edukacji, opiekę, przemoc, lecz o wojnę z brygadami gender, stawiającymi sobie za cel zniszczenie podstawowej komórki społecznej przez jej przeciągnięcie na stronę nienormatywnej miłości.

Sam termin „family mainstreaming”, odwracający i przejmujący strategię równościową, zwłaszcza w kontekście integracji europejskiej, pokazuje zasady socjotechniki zwanej też wojną kulturową. Weźmiemy wasz język, waszą argumentację, wasze etyczne niepokoje i zamienimy je na nasze, gestem niejako parodystycznym, lecz z powagą. Nie przeanalizujemy patologii, rozwalających w istocie rodzinę, lecz dowiedziemy, że rozbili ją komuniści, socjaliści, lesbijki, liberałowie, ateiści.

W kolejnych latach wydarzyło się dużo, aż mamy Kartę Dudy. Zaczęło się niewinnie, od obniżek cen biletów wstępu na basen dla rodzin z czworgiem dzieci (sukces Komorowskiego), a skończyło zakazem życia poza heteronormatywnym małżeństwem. Jeszcze nie zakazem? Praktycznie tak. W dodatku słyszę, że to przedwyborcza gra i należy zmilczeć, bo inaczej Duda.

Tacy są spin doktorzy PiS sprawni, że potrafią zrobić infografikę Duda – rodzina; Trzaskowski – LGBT. I jeśli teraz powiem, że po pierwsze dość tego szczucia, prawa człowieka dotyczą także osób nienormatywnych, gdyż nie stanowią nagrody za podporządkowanie się ideom wywiedzionym z religii, a po drugie podwójnie dość tego, bo to nie jest tylko sprawka PiS-u, ich genialna manipulacja, ale głęboka wina wszystkich rządzących tym krajem po 1989 roku.

To odpychanie zmian, lekceważenie, nazywanie „obyczajówką” i tematami zastępczymi praw kobiet i LGBT+. To handlowanie punktami procentowymi i argumenty o „nieczasie”.

Nasi politycy lubią siedzieć w szafie i ze śmieciami pod dywanami, gdyż jakby co, zmobilizujemy się, żeby pomóc im wygrać ich wojny.

Tak więc jeśli teraz odezwanie się przeciw Karcie Dudy oznacza osłabienie szans Trzaskowskiego, to trudno. Kalkulacja prowadzi do szmalcownictwa. Rzadko używam takich analogii, ale spin doktorzy mnie nauczyli, że trzeba.

No więc trudno, niczyje życie nie jest tematem zastępczym, napuszczanie na nikogo nie powinno być przemilczane w imię „polityki”.

Ponadto jestem idealistką i czytałam Nancy Fraser oraz Ewę Majewską – nie wierzę w monolity i plemiona zarządzane przez (ha, ha) geniuszy.

Być może to jest jeden z momentów krytycznych, w których więcej ludzi przyłączy się do tęczowego marszu, bo już nie da się znieść tego poniżającego podpuszczania, podpartego argumentem 500, 300, 1000, na które to należne frukta rzekomo czyha cywilizacja śmierci.

Wierzę, że naiwność i niechęć nie wyczerpują charakterystyki natury ludzkiej w roku 2020 w Polsce.

Inga Iwasiów

PS Fotki z lasu, w którym nie obowiązuje karta

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here