Nadzieja zagubiona

0
513
Bogna Czałczyńska

Ludziom potrzebna jest nadzieja – mówiłam na spotkaniu z Radkiem Sikorskim. I ja po tę nadzieję przyszłam. I bez nadziei wyszłam. Czuję się jak ryba w zatrutej Odrze, która raz przebiera niemrawo płetwami, a innym razem desperacko wali na boki, żeby utrzymać się na fali. I która z pyszczkiem wyrzuconym ponad trujące piany próbuje złapać oddech – bo może jednak warto i może się jednak uda? Tylko co dalej? Wracamy do zatrutej rzeki? I dokąd mamy płynąć? Gdzie jest ta czysta, zdrowa przestrzeń, w której można spokojnie złapać pełen oddech? Gdzie jest ta nasza zmiana, w którą będziemy potrafili wszyscy uwierzyć?
Nadzieja jest zbiorowym wysiłkiem i codzienną praktyką. I to dotyczy zarówno polityków, jak i ich elektoratu. A my nie wiemy co i z kim mamy praktykować, żeby się udało. I tak naprawdę – co ma się udać? Jedna lista przepadła. Ogarnięci propaństwowi politycy – gdzie ich szukać?

Radek Sikorski jest mądrym i obytym w świecie politykiem. Ma niebywały potencjał intelektualny i społeczny. Chciałabym mu wierzyć. Sikorski mówił, że Kaczyński stworzył dwa różne narody. Ja mówiłam o tym, że jeden naród już był stworzony – on powstał z resentymentu, z odwołania się do tożsamości opartej na przeszłości: Polski Bóg i Polski Naród, Nasza Naszość (duże litery są konieczne – wiadomo). Ten naród ma jasno określone wartości, oparty jest na czytelnej dla każdego hierarchicznej strukturze, w której reguły dyktuje Kaczyński jako silny lider. Tam wszystko jest znane i jasne – oparty jest na zrozumiałych dla ludzi wartościach wywołujących silne, łatwo sterowalne emocje.

Ten drugi naród również próbuje odwoływać się do wartości, jakimi są demokracja, praworządność, wolności obywatelskie itd. Ale te wartości nie rezonują emocjami. Do ich tożsamościowej obrony potrzebny jest wysiłek oparty na wiedzy i zrozumieniu. Wartości naszego „narodu” nie wywołują tak silnych i tak łatwo sterowalnych emocji. No i nie mamy jednego silnego lidera, który głosi prawdy objawione, niczym patriarchalny Bóg-Ojciec, którym de facto Kaczyński dla części Polaków jest. Tam mamy zmotywowanych wyborców na stałym poziomie 30% – w większości starszego pokolenia (60% osób starszych głosuje na PIS), a u nas jest niby nadzieja w młodych, ale oni – jak pokazują badania – są zdemotywowani.
Zapytałam co zrobić, aby te wybory wygrać, pomimo tego, że nasze wartości wymagają wysiłku, nie niosą się gorącymi emocjami, a wyborców mamy labilnych i zdemotywowanych.
No i stało się…
Głos zabrała PUBLICZNOŚĆ. Niestety życzeniowy i pełen oburzenia… na mnie 🙂 Chodzi o to, że ONI są fanatykami, to starzy ludzie bez wykształcenia, ze wsi, z prowincji co to świata nie znają, tylko Kościół i TVP. A Kaczyński to żaden lider, bo on jest itd. Znamy? Znamy. Pycha i pogarda. I nic konstruktywnego. No to smuta tym większa, bo to znaczy, że nadal wystarczy nam utwierdzanie się w naszym samo zachwycie, nasza moralna, intelektualna i kulturowa wyższość oraz zamykanie oczu na rzeczywistość. Bo ta wspaniała demokracja, o którą tak walczymy oznacza, że KAŻDY MA JEDEN GŁOS – zarówno profesor, jak i analfabeta. A wygląda na to, że ten pogardzany i zapyziały Kaczyński i jego banda zdecydowanie lepiej radzą sobie z ogarnianiem rzeczywistości niż nasze tuzy intelektu, europejskości i cnót wszelakich. Mój głos nie był głosem apoteozy dla populistycznej i faszyzującej bandyterki, ale pytaniem JAK MY – tacy wspaniali i wykształceni mamy dotrzeć do ludzi, żeby w nas uwierzyli, KTO i JAK ma to zrobić? Bo ja potrzebuję nadziei. Bo tę nadzieję tracę. Bo o tym teraz rozmawiamy. I jest w nas Wielka Smuta, a nie Wielka Nadzieja, a tej potrzeba do wygranej.

Sikorski powiedział to co ja wcześniej tylko innymi słowami. Tam jest Mesjanizm, a u nas Oświecenie. Mówił, o tym zbiorowym wysiłku, który tak bardzo jest potrzebny. Było naprawdę super, bo ja – tak po ludzku – bardzo lubię, kiedy osoby które cenię podzielają moją opinię. No więc, jest super – tylko, że…. ten zbiorowy wysiłek wymaga też przemyślanej wspólnej strategii, a później samodyscypliny, w której dla dobra naszej wyborczej skuteczności należy czasami pomilczeć. Ja od tego milczenia od dawna się duszę, żeby nie zaszkodzić nie wrzucam niczego w wentylator itd. Bo nie chodzi o moje ego i moją prawdę, ale właśnie o to zbiorowe myślenie i zbiorową motywację. Ale Radek Sikorski przemówił… otóż według niego, to w Polsce w sprawie aborcji powinno odbyć się referendum. No i masz… Jeżeli coś może zniechęcić młodych to właśnie takie kunktatorskie, świętoszkowate i dziaderskie hamletyzowanie – wbrew oczekiwaniom własnego elektoratu i wbrew deklaracjom własnego lidera. I kiedy widzę, jak czołowy polityk opinii opozycji rozwala system, to ręce mi opadają. .

Nie uda się referendum, bo ta druga strona – o czym Pan Sikorski na spotkaniu mówił – jest silniejsza, bo ma dostęp do narzędzi propagandy w kościołach i mediach. Po drugie – ludzie nie chcą żadnego cholernego referendum w tej sprawie. Po trzecie – w Europie nie robi się referendum w kwestiach dotyczących praw człowieka. I co w tej chwili jest najważniejsze – nie uda nam się wygrać wyborów parlamentarnych, jeżeli każdy solista gra swoją melodię – a Pan Radek to właśnie uczynił. Nie uda nam się, bo takie wypowiedzi DEMOTYWUJĄ KOBIETY. Bo MAMY DOŚĆ – kunktatorstwa i świętoszkowatości. MAMY DOŚĆ patriarchalnych samców alfa. Bo MY WIEMY czego chcemy, a Panowie nie potrafią wykonać politycznej roboty – WYSŁUCHAĆ WŁASNEGO ELEKTORATU.

Kobiety już powiedziały czego chcą. Elektorat opozycji jest w tej sprawie nadzwyczaj zgodny – podobnie myślą wyborcy i wyborczynie PO, Lewicy, Zielonych czy Nowoczesnej. Młode dziewczyny ZDECYDOWANIE opowiedziały się za legalną, dostępną i bezpieczną aborcją – za wolnym wyborem. Z młodym pokoleniem mamy inny problem i jest nim DEMOBILIZACJA MŁODYCH. A Pan tę demobilizację takimi wypowiedziami pogłębia. Nie jesteśmy na agorze hamletyzujących indywidualistów, jesteśmy na wojnie – a tu potrzebny jest zbiorowy wysiłek i czasami indywidualne milczenie. To mówimy My – Wasz cholerny elektorat tracący nadzieję na mądrość, odwagę i propaństwowe działania własnej, politycznej reprezentacji.
DO LUDU JEDZIEMY Poseł Marchewka opowiedział, jak to teraz wszyscy jeżdżą do każdej gminy rozmawiając w najmniejszych miejscowościach z ludem wyborczym. Doceniam ten wysiłek i to spotkanie traktuję, jako jego element. Tylko, że… Czerepach i wójt Kozioł w Wilkowyjach już dawno zrozumieli, że aby wygrać wybory trzeba do Bułgara mówić po bułgarsku. Więc… musimy mówić do ludzi w zrozumiałym dla nich języku – na poziomie ich argumentów, ich potrzeb, ich świadomości oraz wiedzy o życiu i świecie. A ponieważ wybory wygrywa się emocjami – to nadal zadaję pytanie; JAKIE EMOCJE i jak to zrobić? Liczyłam na TROSKĘ i NADZIEJĘ.
Po spotkaniu podbiegła do mnie kobieta z oczami pełnymi gniewu. Głośno wysyczała; „Kaczyński nie jest żadnym liderem. To LUCYFER.” Ludzie…. ja jestem już wystarczająco przerażona. Nie dowalajmy sobie do pieca.
Więc… jak to jest z tą nadzieją?

Bogna Czałczyńska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here