„Możemy spodziewać się scenariuszy katastroficznych…”

0
220
Fot. Facebook Fundacja Mare

W Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego szacuje się, że uwolnienie jednej szóstej środków chemicznych, zalegających na dnie Bałtyku od zakończenia II Wojny Światowej, mogłoby całkowicie zniszczyć życie w tym akwenie na około 100 lat.

Do tej pory, a minęło już 75 lat od zakończenia II wojny światowej, nie została przeprowadzona dokładna inwentaryzacja polskiego dna morskiego – nie rozpoznano dokładnej liczby, miejsc, stanu oraz rodzaju materiałów niebezpiecznych. Nie przeciwdziałano zlokalizowanym zagrożeniom powodowanym przez wraki z paliwem i bronią chemiczną – mówi Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, Prezes Rady Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot (OMGGS).

Już teraz coraz intensywniejsze i dłuższe sztormy powodują, że na plażach pojawiają się substancje niebezpieczne z wraków statków. Nie pozostaje to bez wpływu na zdrowie i życie mieszkańców gmin i powiatów nadmorskich oraz turystów wypoczywających nad morzem, a także na środowisko wodne strefy przybrzeżnej oraz na jej bioróżnorodność – mówi Andrzej Bojanowski, Prezes Zarządu ZMiGM.

10 grudnia br. prezydenci, starostowie, burmistrzowie i wójtowie OMGGS oraz Zarząd Związku Miast i Gmin Morskich (ZMiGM) skierowali do premiera Mateusza Morawieckiego apel dot. pozostałości wojennych zatopionych w obrębie polskich obszarów morskich.


W maju br. na jednej z plaż, 40 centymetrów pod piaskiem, znaleziono torpedę G7a. – Sama głowica tej torpedy waży 280 kg.- powiedział w jednym z wywiadów Łukasz Porzuczek, prezes zarządu GeoFusion sp. z o.o., która niewybuch zneutralizowała.

Grupa GoeFusion

W 1955 r. 102 przebywających w Darłówku na koloniach letnich dzieci, które bawiły się w pobliżu odnalezionego przerdzewiałego pojemnika wyrzuconego na brzeg przez morze, poparzonych zostało iperytem. Czworo z nich straciło wzrok. W 1997 r. ośmiu rybaków zostało poważnie poparzonych w rejonie Władysławowa po znalezieniu w sieci bomby iperytowej. W 2012 r. na plaży między Ustką a Łebą znaleziono grudki fosforu białego. Skażeniu uległo 13 km wybrzeża.

materiały operacyjne 8. Flotylli Obrony Wybrzeża

Wg. szacunków Najwyższej Izby Kontroli na polskim dnie Bałtyku spoczywa 400 wraków, z czego około 100 w samej Zatoce Gdańskiej. Razem z wrakami zatopiona została broń chemiczna, np. iperyt i sarin. Postępująca korozja wraków i amunicji chemicznej powoduje przedostawanie się niebezpiecznych substancji do wody. Podczas panelu naukowców, zorganizowanego w delegaturze NIK w Gdańsku w kwietniu 2019 r. podkreślano fakt, że na dnie Bałtyku zidentyfikowano około 300 wraków okrętów, z czego około stu znajduje się w Zatoce Gdańskiej. Blisko 75 lat po zakończeniu działań wojennych kadłuby tych statków są w bardzo złym stanie – z jednych już wydobywa się paliwo, kadłuby innych na skutek korozji mogą się rozpaść wywołując ogromną katastrofę ekologiczną o trudnym do określenia zasięgu i skutkach. Najgroźniejsze z nich to zatopiony na redzie Gdyni „Stuttgart” (wyciekające z niego paliwo spowodowało, zgodnie z szacunkami ekspertów, przekroczenia dopuszczalnych stężeń związków niebezpiecznych dla środowiska Zatoki Puckiej o kilka tysięcy procent) oraz „Franken”, zatopiony w kwietniu 1945 r. w pobliżu Helu, w zbiornikach którego może znajdować się 1,5 miliona litrów mazutu i innych paliw.

TS Franken

W rejonie Głębi Gdańskiej spoczywa też na dnie kilkadziesiąt ton amunicji i bojowych środków trujących (BST), w tym bardzo groźny iperyt siarkowy (według różnych szacunków – od 50 do 100 tys. ton). Zatapiano je głównie na obszarze Głębi Gotlandzkiej i Głębi Bornholmskiej. Dla naszego kraju najgroźniejsze są pozostałości po wojnie, zalegające dno Głębi Gdańskiej.

  • Biorąc pod uwagę wielkość niektórych wraków oraz ich stan techniczny, który po 75 latach od zakończenia II Wojny Światowej uległ znacznemu pogorszeniu, możemy spodziewać się scenariuszy katastroficznych, które mogą doprowadzić do poważnego skażenia wód mirskich – przestrzega Marek Reszko z Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa (SAR) w filmie pt. „Bałtyk: jeden dla wszystkich”, przygotowanym przez Fundację MARE.

„Administracja morska (Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej wraz z Dyrektorami Urzędów Morskich: w Gdyni, Słupsku i Szczecinie) mimo upływu nawet 70 lat od zatopienia statków i broni chemicznej nie dokonała inwentaryzacji dna, tzn. nie rozpoznała miejsc, ilości, rodzaju i stanu materiałów niebezpiecznych (paliwa i produktów ropopochodnych z wraków oraz bojowych środków trujących i produktów ich rozpadu) – stwierdzono w raporcie Najwyższej Izby Kontroli, która zbadała stan prac nad przeciwdziałaniem zagrożeniom ze strony zalegających na dnie Bałtyku pozostałości po II Wojnie Światowej.

nik-baltyk-1-polskie-obszary-morskie

Raport jest dla administracji rządowej miażdżący. Administracja morska i administracja ochrony środowiska wzajemnie obarczają się odpowiedzialnością za przeciwdziałanie tym zagrożeniom, nie uznając swoich kompetencji, podczas gdy, zdaniem NIK, z przepisów jasno wynika podział obowiązków w zakresie rozpoznania zagrożeń. W miejscach gdzie takie rozpoznanie już zostało dokonane, nie podejmowano działań prewencyjnych i interwencyjnych. Nie opracowano metodyki i techniki szacowania ryzyka związanego ze skażeniem środowiska morskiego. Nawet w przypadku mogących stanowić największe ryzyko wśród rozpoznanych wraków statków, niemieckich jednostek Franken i Stuttgart, jak i zlokalizowanych w Głębi Gdańskiej miejsc zatopienia broni chemicznej, nie podejmowano skutecznego przeciwdziałania tym zagrożeniom, które doprowadziłoby do ich neutralizacji.

Administracja ochrony środowiska pomimo posiadania informacji o zagrożeniach ze strony materiałów niebezpiecznych, nie prowadziła monitoringu wód polskich obszarów morskich, w tym osadów i organizmów żywych pod względem stężeń bojowych środków trujących oraz produktów ich rozpadu, a także – z wyjątkiem benzo(a)pirenu – paliwa i produktów ropopochodnych z wraków statków. Badaniami i oceną jakości wód nie objęto nawet rozpoznanych już miejsc zatopień bojowych środków trujących i wraków statków z paliwem. W szczególności dotyczyło to „składowiska” broni chemicznej, znajdującego się w Głębi Gdańskiej. „Ponadto Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej wykonujący prawa właścicielskie Skarbu Państwa do wód morza terytorialnego oraz morskich wód wewnętrznych, nie występował do państw bandery statków zatopionych na terenie objętym jego władztwem o pokrycie kosztów usunięcia wraków lub o inną pomoc w usunięciu zanieczyszczeń dokonanych przez okręty takich państw. Nie podejmował także działań w celu pozyskania od innych państw informacji o miejscach, ilości i rodzaju broni chemicznej, która została zatopiona w polskich obszarach morskich” – czytamy w dokumencie NIK.


Wspólny apel OMGGS oraz ZMiGM został przesłany do Prezesa Rady Ministrów w czwartek 10 grudnia br. Samorządowcy zaapelowali do Premiera o rozpoczęcie realnych działań, mających na celu szczegółową inwentaryzację miejsc zatopienia broni chemicznej (bojowych środków trujących – iperyt i sarin), opracowanie sposobów wydobycia i neutralizacji broni chemicznej oraz wybudowanie i wyposażenie wielozadaniowego statku specjalistycznego m.in. do wydobywania broni chemicznej i produktów ropopochodnych i do zwalczania zanieczyszczeń środowiska morskiego.

Rafał Jesswein.

Raport NIK „PRZECIWDZIAŁANIE ZAGROŻENIOM WYNIKAJĄCYM Z ZALEGANIA MATERIAŁÓW NIEBEZPIECZNYCH NA DNIE MORZA BAŁTYCKIEGO” https://www.nik.gov.pl/kontrole/P/19/068/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here