Ludzie z Koziego Rogu. Wieża Quistorpa. Pan Owsiak.

0
443

Panu Owsiakowi udało się wiele. To dobry interes dla Polski, wizerunkowy i konkretny, rzeczowy dla obywateli. Co do społecznego, to już nie jestem taki pewny, ale przecież to nie jest wina pana Owsiaka, że jesteśmy, jacy jesteśmy.

Nie jest winą pana Owsiaka, że udaje mu się mimo wszystko.

Kwestowanie dla pana Owsiaka to jest dobre działanie, ale posprzątanie rzeki, lasu, klatki, podwórka lub pomalowanie szkoły – to już jest komunistyczny w  swej istocie czyn społeczny.

Nie jest winą Owsiaka, że przyzwyczailiśmy się raz w roku okazywać społeczną przyzwoitość. I przy okazji dowalić rządowi „Owsiak daje państwu polskiemu w twarz”, jak twierdzą internauci.

Wynika z tej skrajnej opinii wniosek, że „my z Owsiakiem robimy na złość rządowi”; takie opinie wygłaszano w roku 2012.

Kapitał społeczny akcji; czy jest do wykorzystania w sprawach społecznych codziennych i drobnych. Czy to fantastyczne i unikalne, jednodniowe działanie, zmienia naszą mentalność. Czy zmieniło w jakiś widoczny sposób?

Owsiak nie zrobi niczego za nas. A bardzo tego – jak się wydaje – chcielibyśmy. Nie  tyle On nas niczego nie nauczył, ile my od niego niczego się nie nauczyliśmy.

Mądrzy i głupi dyrdymalą o wszystkim, tylko nie o potrzebie uczciwej i rzetelnej pracy. I tak od 30 prawie lat. Rewolucja jak się okazało – nie wystarczyła.

Pierwsza niedziela stycznia to rzeczywiste wielkie święto. Ale są ludzie, których to drażni i potrafią nawet podpalić serce z trzciny w środku miasta. Przecież nie zostali namówieni przez partie lub kościół. Tak sami z siebie potrafią podpalić; z siebie, a także z sąsiadów, z rodziców, z kolegów, bliższych i dalszych krewnych.

Pretensje „różnych sił” do pana Owsiaka i to spalone serce biorą się z niemocy, niechęci do społecznego działania, braku wiary w pozapartyjną skuteczność, złości o rząd dusz, wpływy społeczne, apolityczność czy wręcz antypolityczność, z nieznajomości rzeczy, braku szacunku dla ludzkiego wysiłku.

Poczucie państwowości to poczucie bycia u siebie. W czasach słusznie minionych wiele osób kierowało się przekonaniem, że władza, to nie ojczyzna.  I pracowali w miarę swoich możliwości. Ale władza cierpiała, że nie była ojczyzną chyba jednak dla większości spoleczeństwa. Cierpienie i niedopieszczenie władzy przekładało się na agresję wobec społeczeństwa. Wmówiono nawet studentom i uczniom, że wyształcila ich władza ludowa. To miał być argument ostataeczny gdy zabiegano o odrobinę wdzięczności. Ze ludowe państwo zapewnia opiekę medyczną. Oraz zapewnia… i tak dalej. A skąd partia miała pieniądze na te chojne dary, ze składek?

Kojarząc państwo, ojczyznę z władzą, kojrzono je z wszelkim złem jakie ludziom wyrządzano na co dzień. Czy w związku z tym nie było dzialań społecznych – ależ były. Budowano kościoły, domy parafialne, wodociągi i mieszkania. Odnośnie mieszkań.

Aktywista młodzieżowy szczecińskiego ZMS pan Edward Kuczera zaproponował w latach 70-tych albo i wcześniej żeby na mieszkania dla młodych adaptować strychy w starych kamienicach. Zostało to uznane za herezję budowlaną i społeczną ( były to magazyny co się zowie i suszarnie bielizny, bywały też i wędzarnie). W Szczecinie było ponad 6000 strychów raczej o dużej powierzchni – ponad 100 m i większych. Taka akcja dałaby szansę 12 000 rodzin. Gra była warta świeczki i pan Edward Kuczera  miał wtedy rację. Kiedyś zajmowałem się promocja okien uchylnych VELUX w mojej audycji „1000 pytań na godzinę”. Okazało się, że firma Velux powstała czy też rozwinęła się po II wojnie światowej kiedy brakowało mieszkań i na ten cel adaptowano sytrychy w Europie Zachodniej. Okna uchylne Velux montowano w połaciach dachowych bez potrzeby jakichkolwiek przeróbek typu mansarda choćby.

Trudno powiedzieć jakie były kalkulacje przeciwników tej „strychowej rewolucji” , czy zwykła zawiść, czy przekonanie, że „inwestorzy” będą kraść z budów bo przecież matriałów nie było. Albo przekonanie, że ludzie jeszcze troche wytrzymają, nic im się nie stanie i że za sanacji mieli gorzej.

         * * *

          Chciałbym moc kiedyś powiedzieć: szanowny panie Quistorp, mamy cegły jeszcze z pańskich manufaktur i będziemy odbudowywać Wieżę Widokową w Lasku Arkońskim. Miasto nie daje rady, aktualnie nie może, to weźmiemy się za to sami. Podoba nam się Pańska wieża, podobnie jak wiele innych przedsięwzięć w Szczecinie i chętnie będziemy na nią się wdrapywać. Los wieży podczas walki o Szczecin był przesądzony i rzeczywiście wieża została ostatecznie zastrzelona. Dlatego jej nie ma.

* * *

          Ofiarność ludzi na rzecz nabywania urządzeń szpitalnych choć nie tylko, bije co roku rekordy podczas tej niezwykłej, styczniowej niedzieli, na całym prawie świecie, a wcześniej na ulicach polskich miast i wsi. Zebrane miliony są coraz bardziej imponujące, idą w setki. Dziwny Człowiek w żółtych (czy czerwonych?) spodniach uwiódł młodych i starych.

Początki młodej demokracji, III Rzeczypospolitej często nie dawały społecznej nadziei ludziom, wszędzie brakowało pieniędzy, również w Centrum Zdrowia Dziecka, które w końcu wzięło sprawy w swoje ręce. Bez telewizji pomysł powszechnej zbiórki nie uzyskałby takiego spolecznego wsparcia. Telewizja potrafi wiele złych rzeczy zrobić, ale potrafi – jak to miało miejsce w tym przypadku – uwiarygodnić społecznie przedsięwzięcie. Co zobaczyli Polacy na ekranach telewizorów, w studio – właściwie w studiach TVP, do której zwrócilo się CZD z prośbą o pomoc?  Tłum ludzi, dwóch młodych lekarzy, a Dziwny Człowiek w Czerwonych (jednak!) Spodniach i Żółtej Koszuli od Agaty Młynarskiej prowadził „brazylijski karnawał zimą” czyli zamieszanie w studio telewizyjnym. To był i za każdym razem jest test społecznego zaufania, bez kontekstów politycznych.

Akcja była jednorazowym happeningiem, nie istniała jeszcze fundacja WOŚP, Jerzy Owsiak kojarzony był z audycją Kręcioła i hasłem niemożliwym do przyjęcia przez elity świata czyli „Róbta co chceta („ale pomóżta” – to dodano w 1993 roku podczas finału WOŚP)”.

Tylko pozazdrościć.

Zaangażowanie społeczne, dbanie o wspólne, ma związek z zachowaniami politycznymi. Zaniedbanie społecznego wychowania poczynając od roku 1989, to przyczyna niskiej kultury politycznej. Żeby sprawą wszystkich stała się ojczyzna, naszą wspólną sprawą powinna stać się ławka w parku albo szkoła.

Tak jak w Rosjanie i Niemcy wycięli nam inteligencję podczas II wojny światowej, uznając że będzie zdecydowaną przeszkodą w zabiciu ducha narodowego, tak nowa rzeczywistość nie dba o odrodzenie tej inteligencji i tworzenie nowych autorytetów. Ot, cała jaskrawość. Bez autorytetów nie ma wychowania.

* * *

          Miejski konserwator zabytków, tak ludzie mówią, ma przygotowany plan, a może nawet projekt odbudowy Wieży.

Prace trwają od 2009 roku,– jedna kondygnacja to jeden rok projektowania – jest ich raptem dziewięć. Może już niedługo 45 metrowa – a może i wyższa – wieża wynurzy się jak peryskop z Morza Zieleni zwanego mylnie Laskiem Arkońskim. Ale zanim dowiemy się, że są ważniejsze a może to zaledwie inne „piorytety” jak zwykł mawiać siebie nie słuchając, jeden z radnych miejskich; zanim owe „piorytety” wypełzną z pobliskiego morza i zaduszą ideę odbudowy wieży jak Laookona i jego synów, „w wasze ręce perswaduję”…

Czy może być tak, że wobec innych wyzwań, nie ma akurat wystarczającej ilości środków i nie będzie w ciągu najbliższych lat. Przecież zaniedbania i zaniechania są duże.

Czy należy miasto zostawić same  z tymi problemami? Zostawmy roważania o kompetencjach i niekompetencjach urzędniczych  na kolejne imieniny, grila lub przyjecia komunijne. Pośród „tlustych” prezentów i przy szerokich stołach możemy wątki o biedzie, niesprawiedliwości, rodzinnych mackach w magistracie, sitwie snuć do woli.

Ale czy Wieża, której nie ma to nie jest nasza sprawa i inne „wieże” także ?

Przyjemnie będzie obejrzeć „tabliczkę wspierającego” ze swoim nazwiskiem nad poręczą schodów. A może wreszcie będzie łatwiej zwrócić uwagę chuliganom niszczącym zbudowaną przez ciebie Wieżę, może większe, silniejsze będą śmialość i przekonanie? A może nawet chuligani nie będą niszczyć tego co sami zbudowali ?

To jest nasza niedoskonałość, brak związku emocjonalnego z tym co nas otacza, a przecież powstało to wszystko z naszych pieniędzy. Czy będą to pieniądze publiczne czy prywatne, to nie ma znaczenia, wszystkie pieniądze pochodzą z naszej pracy.

Nie partia, nie rząd, nie sejm, nie prezydent i wójt „produkują” pieniądze i łaskawie dzielą. Ale niestety przez wiele lat to właśnie nam wmawiano i skutecznie utrwalono w naszych głowach. Dlatego dzielimy rzeczy na własne i państwowe. Społeczne, zatem nie moje.

Sprawa poniemieckiej wieży, zbudowanej przez obywatela Quistorpa ponad 100 lat temu to teraz nasza sprawa.

* * *

          Współpraca magistracka z narodem jest wystandaryzowana, oparta o granty, konkursy a ostatnio konkursy na budżety lokalne, natomiast współpraca magistratu z podmiotami gospodarczymi czy publicznymi obarczona jest wręcz gargantuicznym i paraliżującym działania podejrzeniem o korupcję. Ale Wieża jest warta grzechu namysłu względem współpracy obywateli, miasta i firm budowlanych. I każda inna  akcja przywracania atrakcyjności naszemu Zielonemu Miastu takoż.

I szkoły, i szkoły włączyć do tej akcji…niech ucznowie…a dlaczego tylko te „biedne” miejskie szkoły mają dbać o czysty Lasek, Wieżę, sprzątać wołające o pomstę wielokroć mandatową brzegi kanału Odyńca i wszelki inne brzegi gdzie wędkarze-śmieciarze realizują swoje wędkarsko-śmieciarskie hobby. Ponad 2 miliony ludzi łapie ryby, wypada ok. 1000 osób na gminę. Każdy z nich może zostawić pudełko po robakach lub innej zanęcie, butelki pet, papier po kanapkach, może zostawić jakieś resztki sztucznych urwanych przynęt, żyłek, zapomnianych swetrów.

I wyobraźcie to sobie kochani ludzie, że im czyli wędkarzom-śmieciarzom  to całe otoczenie nie przeszkadza, czują się jak ryba w wodzie.

Tak na marginesie, może wiecie co się dzieje z terenami rekreacyjnymi na Wielkiej Kępie czyli Wyspie z plażą nudystów. Niedawno minął chyba termin dzierżawy (2015 ?) tego kawałka wyspy. Wyspa stoi pusta jak Gontynka.  A może to Gontynka stoi pusta jak Wielka Kępa?

Ale przed nami wielkie zmiany.

Chociaż pustaci niepotrzebnych w mieście wiele.

Aż korci żeby sporządzić listę synonimów słowa – pustać, pustość – Gontynka, Wielka Kępa, Wieża Quistropa, Basen Pogoni, kanał barkowy przy ul. Batalionów Chłopskich, legendarne szczecińskie podziemia niby znane a zasypane, częściowo Łasztownia, szczególnie w części południowej, tereny nad Odrą od Dworca PKP do Mostu w Podjuchach – zajrzyjcie tam a spotkacie urocze kanały i „zaświnione” resztkami po rozbieranych statkach wybrzeża; wreszcie może ktoś zainteresuje się odkrywką na terenie Starówki sięgająca początków miasta, z dobrze pokazanymi etapami rozwoju miasta i śladami wszystkich pożarów, które dotknęły miasto; być może stamtąd pochodzi idea, a może sama wystawa w Szczecińskim Starym Ratuszu, na całej stronie całej sali, od podłogi do sufitu.

Chwała zatem talentowi inwestorskiemu Laury Hołowacz, że stworzyła „Starą Rzeźnię”.  Z pewnością będzie ciąg dalszy rozbudowy a właściwie restauracji  Łasztowni, nadawania jej nowego znaczenia i blasku, że wspomnę choćby marszalkowskie Morskie Centrum Nauki i planowane prywatne oceanarium (wzorowane na wrocławskim Afrykanarium). Ale to tylko jak na razie Łasztownia wzbudziła zaufanie inwestorów. Muzeum Narodowe też szuka tu miejsc, miejsca na utworzenie Muzeum Morskiego.

* * *

          Są takie miejsca, takie komórki w magistracie czy w marszałkacie, które odpowiadają za    projekty publiczno-prywatne. Wróćmy zatem do naszej Wieży. Są cegły rozbiórkowe ze stuletnich budynków, mamy firmy, które zajmują się restauracją zabytków; a pan Quistrop z własnych środków wybudował wieżę, którą zburzyli jego rodacy podczas II wojny światowej. Warto zachować ciągłość kulturową miasta. Wieża liczyła sobie jak wiemy 9 kondygnacji, może znalazłoby się zatem 9 firm szczecińskich, które chciałyby postawić sobie pomnik, odbudować każda jedną kondygnację, i zasłużyć się w ten sposób dla miasta i jego mieszkańców. Koszty przygotowania projektów powinno wziąc na siebie miasto, a wykonanie konsorcjum 9 firm.

Może cegły na ten cel mogliby „obstukać ze starego tynku” obywatele Szczecina, zorganizowani przez 36 rad osiedlowych, przecie prowadzi się wiele rozbiórek w mieście.

Cegiełka Owsiaka Jerzego, to kilka złotych, cegiełka szczecińska to kilka obstukanych cegieł; ile to zajmie nam prywaqtnego czasu – godzinę – dwie – trzy? Na odbudowę Wieży potrzeba ok. 70 000 cegieł albo 150 m.szesc. Betonu. Czy to jest aż taki wielki problem?

Kto mógłby stać się „sercem” takiej społecznej akcji, czy miasto mogłoby pozyskać środki na odtworzenie tej budowli z funduszy europejskich?

Obserwatorim astronomicze z dużą platformą obserwacyjną?

To jest nasza sprawa, powtarzam – jedna z wielu. Również ponad 2000 organizacji społecznych działających w naszym mieście. Związek inżynierów budownictwa mógłby pomóc.

Czy będą fundusze czy nie będą, warto szukać wsparcia w firmach budowlanych.

Jest to rzecz drugorzędna, ale pozostaje problem w jakiej formie ją odbudować, oraz w jakiej wysokości, tak żeby kiedyś tam, nie przysłoniły jej drzewa, jak to ma miejsce w przypadku wieży widokowej w Białowieży. Czy ma być odtworzona w stylu, klimacie prawie-Tudorów, czy w wersji nowoczesnej. Wolałbym Tudorów.

Jerzy Owsiak nadał życiu wielu ludzi sens. Oby nie przestawał, oby to żółto-czerwone serducho wytrzymało wszelkie niegodziwości, a wojsko w pierwszą niedziele stycznia wyszło wreszcie z koszar, bo dzieci czekają.

Wzywam rząd, z tej racji że Jerzy Owsiak to sprawa narodowa, do opamiętania w kwestii tej głupiej, rządowej niechęci; z litości nazwisk nie wymienię i cytował osób nie będę. Wzywam rząd do stworzenia warunków prawnych do tworzenie społeczno-publiczno-gospodarczych, które będą mogły realizować odpowiedzialnie i profesjonalnie potrzebne społecznie inwestycje.

Niezbędne – rząd i samorząd, potrzebne – konsorcja obywatelskie.

* * *

Wiadomo, że ludzie zapędzeni przez życie w kozi róg, nawet nie myślą tylko o kozim rogu, bo nie wiedzą gdzie są, ci ludzie z kozich rogów wyzwalają resztki sprytu żeby przeżyć i są przekonani, że pomoc może przyjść tylko z zwnątrz. I to jest prawda.

Przyznajmy, nie w głowie nam Ludzie z Koziego Rogu co to już w pierwszej poważnej grze dostali życiowego „smroda”.

Ludzie z Koziego Rogu muszą mieć możliwość zagrania kolejnej partii.

Miasto zwykle pod pręgierzem opinii publicznej musi ten postaw sukna jakoś między 2000 organizacji podzielić. I jakoś dzieli. Nie słyszałem jednak o sytuacji, w której miasto mówi: dostaniecie pieniądze ale załatwcie taki to a taki problem miejski. Zaproponujcie choćby sposób, kilka sposóbów na zorganizowanie „korków” z matematyki dla osób ubogich, dla osób być może nawet utalentowanych ale zaniedbanych, brudnych i złych.

Nie ma innych jak problemy ludzkie, problemów za których rozwiązanie odpowiada miasto. Po to magistrat i miasto są i dysponują budżetem z naszych podatków.

Wg mnie i wielu innych osób ta wielotysięczna liczba szczecińskich organizacji pozarządowych nie wpływa znacząco na życie miasta. To raczej nowy rodzaj administracji zajmujący się hobby mieszkańców Szczecina. Czasem jest to skuteczne lobby.

           * * *

          Co powiecie na Biuro Rozwiązywania Problemów Społecznych „Kozi Róg” (spróbujmy nazwy która przyda malowniczości przedsięwzięciu i nazwie rzeczy po imieniu), zlokalizowane w strukturach miejskich, które skupi się na poszukiwaniu autentycznych i wieloletnich rozwiązań; tak naprawdę będzie to Biuro Odzyskiwania i Poszukiwania Energii Społecznej.

Co ma zatem pan Owsiak do malowania szkoły? Właśnie. A do Wieży Quistorpa?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here