Kłamstwo polityczne

0
99

1. Kłamstwo w naszym życiu publicznym jest na podobieństwo powietrza. Jest obecne wszędzie. Wylewa się z mównicy sejmowej. Jest w mediach. Także tych społecznościowych. W rozmowach. W urzędach. Sączy się niczym jad, zatruwając nasze życie, naszą mowę i nasze relacje. Jesteśmy więc w sytuacji ks. Józefa Tischnera, który przyglądając się życiu politycznemu i społecznemu w czasie panowania w Polsce komunizmu napisał w 1988 roku esej o kłamstwie politycznym, zadając sobie najpierw pytanie: „Co może począć filozof w kraju, w którym życie społeczne zostało opanowane przez kłamstwo polityki? – notował. – Dobrze zrobi, gdy napisze artykuł o filozofii kłamstwa politycznego”.

Zapytajmy krakowskiego filozofa, jak rozumie kłamstwo polityczne? Pisze Tischner: „Najpierw ogólnie: przez kłamstwo polityczne rozumiem kłamstwo, które wynika z potrzeby władzy i służy potrzebom władzy. Przy jego to pomocy władza pragnie potwierdzić siebie, czyli poszerzyć swe panowanie, umocnić się, usprawiedliwić we własnych i cudzych oczach. Władza jest nie tylko źródłem tego kłamstwa, ale i jego rozgrzeszeniem, najczęściej również jest jego bezpośrednim lub pośrednim tematem. Nie wyklucza to oczywiście udziału poddanych w kłamstwie. W przypadkach kłamstwa politycznego najbardziej zastanawiające nie jest bowiem to, że ten i ów polityk je formułuje i do wierzenia podaje, ale to, że ono samo wykazuje zdumiewającą żywotność i pleni się jak chwasty, rozsiewane równie dobrze przez władców, jak poddanych”.

Zderzmy jeszcze Tischnerowską definicję kłamstwa politycznego z naszą dzisiejszą rzeczywistością. A to dlatego, że – choć wciąż to przeraża – panuje już dość powszechne przekonanie, że premier Mateusz Morawiecki kłamie – tak często mija się z prawdą, że w zasadzie redakcje musiałyby zatrudnić dodatkowych dziennikarzy, którzy weryfikowaliby każdego dnia słowa szefa rządu. A trzeba przyznać, że premier lubi mówić. Jednocześnie jest tak, że nawet jak przyłapiemy premiera na kłamstwie, sprawdzając fakty i podając je opinii publicznej, ten już zdąży sformułować kilka kolejnych. Premier polskiego rządu działa zgodnie z zasadą, którą odkrył Mark Twain mówiąc: „Zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie Ziemię”.

Przypomnijmy zatem kilka spraw: Morawiecki kłamał jak najęty w czasie kampanii samorządowej w 2018 roku. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” zadali sobie trud zweryfikowania kilkunastu jego wypowiedzi (http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24094264,dlugi-nos-premiera-morawieckiego.html); na temat dróg, bezrobocia czy prywatyzacji. Premier sromotnie przegrywa z faktami. Co więcej, kiedy mu mówimy: „Premierze, ale fakty są inne. On rzucał: tym gorzej dla faktów”.

Dlatego niektórzy, jak prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, (https://www.newsweek.pl/polska/sad-zadecydowal-premier-morawiecki-znow-musi-prostowac-swoje-slowa/er8c3nr) postanowił, by prawdomówność premiera, dotyczącą walki ze smogiem ocenił sąd. Sąd Apelacyjny w Krakowie przychylił się do zażalenia prezydenta Krakowa, podtrzymując wcześniejsze orzeczenie Sądu Okręgowego, że Morawiecki kłamał mówiąc, że „ci, którzy rządzili tym miastem, nie zrobili nic lub prawie nic” w walce ze smogiem. Morawiecki w ciągu 48 godzin musi sprostować swoją wypowiedź na temat działań władz Krakowa w sprawie smogu.

2. Co ciekawego o kondycji naszego życia publicznego mówi nam kłamiący niemal każdego dnia premier Morawiecki?

Po pierwsze, kłamstwo, do jakiego uciekają się najważniejsze osoby w państwie, w tym szef rządu, jest chlebem codziennym publicznej debaty. Dzieje się tak dlatego, że – polityk przyłapany dziś na kłamstwie wie – iż nie będzie to oznaczać dla niego cywilnej śmierci. Mylił się więc Tischner, gdy pisał, że „kłamstwo polityczne jest kłamstwem wstydliwym. Kłamliwy polityk wstydzi się skrycie własnego kłamstwa i stara się je ukryć lub usprawiedliwić”. Dzisiejsza kultura, jak już kilkanaście lat temu diagnozowała Barbara Skarga, jest kulturą bezwstydu. Wstyd oznacza, że – gdy kłamię – pojawia się zażenowanie. Poczucie winy, że coś robię źle. Albo, by użyć kategorii teologicznych, grzech. Brak wstydu zaś oznacza cynizm. Ten cyniczny bezwstyd, jak pisała Skarga, „wypełzł na ulice, rozgościł się w internecie, w parlamencie, w instytucjach państwowych, zdominował dyskurs publiczny”. Premier więc może kłamać, bo nie tylko, że nie odczuwa wstydu, ale także dlatego, że przyzwyczaił nas do tego, że kłamie.

Ale jest i drugi aspekt, równie istotny: Morawiecki kłamie, gdyż wie, że przeciwnikiem prawdy nie jest fałsz. A mówiąc wprost: kłamstwo. Dziś, w dobie mediów społecznościowych, przeciwnikiem PRAWDY jest… PEWNOŚĆ. Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że Morawiecki wie, iż kłamie. Ma tego pełną świadomość. Ale to nie ma znaczenie w chwili, gdy kłamstwo jest formułowane bez mrugnięcia okiem. Bez wahania. Bez rumieńców wstydu. Kłamstwo głoszone z poczuciem pewności jawi się wtedy jako prawda. Jest, dosadnie rzecz ujmując, parodią prawdy. Tym bardziej, kiedy w tym samym momencie przygotowana jest armia „internetowych wojowników”, powielająca je na gigantyczną skalę wśród odbiorców. Kiedy rządowe media powtarzają to kłamstwo od świtu do wieczora. A więc, prawda, w starciu z kłamstwem, głoszonym z powagą i pewnością, stoi na przegranej pozycji.

3. Mateusz Morawiecki nie jest pierwszym, który postanowił walczyć z prawdą za pomocą kłamliwej pewności. Protoplastą wojny z prawdą jest oczywiście Donald Trump, uzbrojony w – jak się okazuje – potężną broń, czyli media społecznościowe. Przykładem, jak Trump doszedł do tego, że pewność w dobie mediów społecznościowych wygrywa z prawdą jest sytuacja, która miała miejsce zaraz po jego zaprzysiężeniu na prezydenta. Trump nie mógł przeboleć, że na inauguracji Baracka Obamy było więcej ludzi niż na jego. To, że nie ma racji, doskonale pokazywały zdjęcia porównujące oba zaprzysiężenia: Obamy i Trumpa.

Jak w końcu tę kwadraturę epistemologiczną koła – by użyć stwierdzenia Matthew d’Ancona, autora książki „Postprawda” – rozwiązała administracja Trumpa na jego korzyść? Otóż tę kwadraturę rozwiązała doradczyni prezydenta Trumpa, Kellyanne Conway, która w programie telewizyjnym powiedziała do zdziwionego dziennikarza, Chucka Todda: „Nie dramatyzuj, Chuck. Mówisz, że to fałsz (…) A Sean Spicer (rzecznik Trumpa), nasz rzecznik, po prostu przedstawił alternatywne fakty”.

Mateusz Morawiecki nie odczuwa ani wstydu, gdy mija się z prawdą, ani nie ma kłopotu, gdy łże w żywe oczy, bo on jedynie z niewzruszoną pewnością przedstawia… alternatywne fakty.

Jarosław Makowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here