Jeśli nie ja, to kto?

1
560

Policzyli, że na prowadzenie w internecie niezależnego radia o jakości, jaką sobie wymarzyli, potrzebują 250 tys. zł miesięcznie. Magda Jethon, Jan Chojnacki czy Wojciech Mann poprosili słuchaczy o pieniądze na stworzenie stacji, kontynuującej najlepsze tradycje „Trójki” z lat, gdy stała się głosem mojego pokolenia. Deklarację współtworzenia nowej, niezależnej od publicznych pieniędzy, stacji zgłosili m.in. Jerzy Sosnowski, Fisz, Wojciech Waglewski, Joanna Kołaczkowska, Piotr Bukartyk, Eliza Michalik, Grzegorz Markowski, Jose Torres. Poparcie zadeklarowali m.in. Wojciech Malajkat, Krystyna Kofta i Zbigniew Zamachowski.

Zbiórkę na portalu Patronite.pl ogłosili 16 kwietnia. Potrzebną kwotę mieli nadzieję zebrać w ciągu miesiąca. „Jeśli uda nam się w ciągu 30 dni zebrać tę kwotę i uzyskamy pewność, że zadeklarowane przez Państwa donacje osiągną tę samą wielkość w kolejnych miesiącach – rozpoczniemy działalność. W maju zakupimy niezbędny sprzęt, znajdziemy odpowiedni lokal, a w czerwcu rozpoczniemy nadawać program. Jeśli jednak najbliższy miesiąc pokaże, że nie uda nam się zebrać tylu pieniędzy, a prosty ich zwrot będzie niemożliwy, to wpłacona w tym czasie kwota zostanie przekazana na wsparcie służb medycznych w tym trudnym epidemicznym czasie” – zapowiedzieli.

250 tys. zł mieli na koncie już drugiego dnia zbiórki. Rankiem 21 kwietnia (21 kwietnia) było to już ponad 440 tys. zł zadeklarowanych wpłat miesięcznych. Pieniądze przekazało 15.575 osób. Jest więc spora szansa na to, że – zgodnie z deklaracjami – nowe internetowe radio zacznie nadawać już w czerwcu.

Bardzo się z tego cieszę. „Trójka” z najlepszych lat to przecież nie tylko muzyka. To teksty, zwroty, powiedzenia z audycji satyrycznych, których znajomość stawała się obowiązkiem towarzyskim. To „Rodzina Poszepszyńskich”, wykłady na temat wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia, Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy, „Będąc młodą lekarką…”, „Fajny film wczoraj widziałem.. Momenty były?”. To reportaże, nocne rozmowy, których czułem się uczestnikiem, nie słuchaczem, to poczucie humoru wymagające znacznie więcej, niż tak częste dziś rzucenie z kabaretowej sceny „kurwy”, dźwięczącej silnie zaakcentowanym „rrr” i zawsze wywołującej szczery rechot. To wreszcie muzyka prezentowana przez redaktorów o silnych osobowościach, bez skrępowania korzystających z zakresu twórczej swobody, niedostępnego w innych mediach – jeśli Wojciech Mann, Piotr Kaczkowski, Krzysztof Kordowicz, Sławomir Gołaszewski, Marek Niedźwiedzki dysponowali dwoma godzinami czasu antenowego, to tylko oni decydowali o tym, jakie dźwięki wypełnią program w tym czasie. Słuchacze układali „Trójce” listę przebojów. Dziś radia decydują o tym, co lubią słuchacze. Wiele w tych ocenach sentymentu, to oczywiste – tamte dźwięki były i pozostaną częścią mojej młodości.

Takie mamy czasy, że wolność wyboru musimy sobie dziś kupić . Dokładniej rzecz biorąc kupować sobie musimy dostęp do niezależnych analiz, informacji wolnych od politycznej manipulacji, faktów rzetelnie zweryfikowanych w kilku niezależnych od siebie źródłach, nienaruszalnej zasady wyraźnego, jednoznacznego oddzielania faktów od opinii. Kupować sobie musimy prawo do samodzielnego oceniania, do własnego doboru komentatorów, do indywidualnej dystrybucji zaufania.

Dziś nie musimy w konspiracji przed sąsiadami słuchać „Wolnej Europy”. Nie trzeba chyłkiem przemycać ulotek drukowanych na spirytusowych powielaczach w piwnicach czy garażach. Nie ma potrzeby wychodzenia na spacer w godzinach nadawania wiadomości przez państwową telewizję – znowu państwową, bo przecież nie publiczną. Gazet, stacji radiowych czy telewizyjnych ci u nas dostatek. Mniejszych i większych, ogólnopolskich, regionalnych i lokalnych. Prawicowych i lewicowych. Pro- i antyeuropejskich. Można wybierać, dobierać, selekcjonować. Można, dopóki drukują czy nadają.

Za ich prawo do drukowania, nadawania czy publikowania w internecie musimy dziś zapłacić sami. Nikt tego za nas nie załatwi. W prywatnych rozmowach często pada pytanie, co można zrobić w sytuacji, w której monopol na myślenie zagarnęła w mediach publicznych jedna tylko opcja polityczna? Jak uchronić się przed kłamstwem, które powtórzone tysiąc razy dla wielu staje się „prawdą”? Jak uchronić niezależność mediów w czasach, w których w których cenzurę zastępuje autocenzura właścicieli mediów wiedzących doskonale, kto podejmuje decyzje w sprawie wielomilionowych budżetów promocyjnych czy reklamowych? To ważne zwłaszcza poza Warszawą, gdzie znaczącą częścią środków przeznaczonych na ten cel dysponują albo szefowie spółek Skarbu Państwa – Państwa mającego bardzo zdecydowane polityczne priorytety i nie mające żadnych ograniczeń w nagradzaniu „swoich” i eliminujących nieposłusznych. Albo samorządowcy, również mający swoje jasno zdefiniowane polityczne cele. Bez względu na opcje polityczne w mediach przebiega wedle kryteriów MY i ONI. Pośrodku nie ma już prawie nic.

Odpowiedź na to pytanie mam tylko jedną: dostęp do niezależnych opinii, ocen czy analiz musimy sobie kupić. Możemy to zrobić bez większego wysiłku, jednym kliknięciem w klawiaturę komputera, niewielkim nakładem finansowym. Nikt za nas tego nie załatwi. 15.575 osób wpłaciło na rzecz nowego radia ponad 440 tys zł. Średnio po 28,35 zł. Cena jednej butelki wina. Przyjemnie jest słuchać ulubionej muzyki sącząc wino, ale bywają czasy, w których trzeba wybrać. Albo – albo. Możemy chronić wolne media współfinansując je, co nigdy dotąd nie było takie proste.

Trzeba zrobić tylko jedno: wybrać medium, któremu się ufać, i zapłacić za nie. Wykupić prenumeratę wydania elektronicznego ulubionego dziennika lub tygodnika, opłacić subskrypcję portalu internetowego, albo wpłacić jednorazowo, raz na jakiś czas, dowolną kwotę na wskazane. Bez względu na polityczne preferencje. Zwłaszcza portale internetowe budowane są tak, że pod przeczytanym tekstem łatwo można znaleźć link, przekierowujący na stronę, na której można dokonać wpłaty. Nie trzeba szukać. Ufasz braciom Karnowskim – kup tygodnik „Sieci”. Czujesz sentyment do PRL – zapłać „Trybunie”. Jesteś człowiekiem wierzącym ale wywołuje w Tobie wstręt prymitywna agresja mediów Tadeusza Rydzyka – przekaż swoje pieniądze twórcom „Tygodnika Powszechnego”. Nie interesujesz się polityką i koncentrujesz się wyłącznie na swoim biznesie – zapłać za dostęp do „Gazety Prawnej” lub „Pulsu Biznesu”. Słuchasz punka i nie interesuje cię twórczość rockmanów, którzy już jakiś czas temu, że będę delikatnym, ukończyli 70-ty rok życia – kup od Zdzisława „Garaż”. Albo wpłać tyle, ile możesz, na konto nowego radia, tworzonego m.in. przez Wojciecha Manna. 10 złotych, na przykład. Prosili o 3 mln zł na rok. To 300 tysięcy osób wpłacających po 10 złotych rocznie. Mniej, nić złotówka miesięcznie.

Wydawanie niezależnych od władzy gazet, książek, gazetek wymagało niegdyś odwagi i gotowości do ponoszenia konsekwencji, o których już dziś nie pamiętamy. Utrata pracy, brak możliwości studiowania, zakaz wyjazdu za granicę, w skrajnym przypadku – więzienie. Dziś sprawa wydaje się znacznie prostsza. Wystarczy za wolne media zapłacić. Tyle, ile można. Dopóki to jeszcze jest możliwe.

Fot. Ratujmy Trójkę, Facebook.

Wpłaciłem na konto nowego radia tyle, ile mogłem. Nie za wiele, ale jednak. Bo jeśli nie ja, to kto?

Rafał Jesswein.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here