Jarosłowa

0
488

89 procent Polaków uważa, że powinniśmy pozostać zostać w Unii Europejskiej – wynika z sondażu przeprowadzonego pod koniec stycznia br. przez Kantar dla „Faktów” TVN i TVN24. Przeciwnego zdania było tylko 6 proc. ankietowanych a 5 proc. zadeklarowało brak opinii na ten temat). Miażdżąca przewaga, można powiedzieć. Gdyby była to wypowiedź dla telewizyjnych „Wiadomości” albo Polskiego Radia Szczecin powiedziałbym, że prawie wszyscy.
Ale Kantar zadał też Polakom drugie pytanie: czy rządy Zjednoczonej Prawicy mogą doprowadzić do wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Może się tak zdarzyć, uznało 42 proc. badanych. Przeciwnego zdania było 47 proc. respondentów. Więcej, ale przecież niewiele.
89 procent to zdumiewająco wysoki wynik. Zwłaszcza jeśli uświadomić sobie, że mniej więcej 30 proc. zwolenników pozostania w UE to nasi rodacy, którzy Polski w UE chcą ale nie znaleźli chwili wolnego czasu, by oddać głos w ostatnich wyborach parlamentarnych. Nie chcieli albo uznali, że sprawa nie jest warta wysiłku, jakiego wymaga niedzielny spacer do lokalu wyborczego. Albo, że nie będzie im nikt mówił w obcych językach, co mają zrobić.
Zbyt często lubimy, by sprawy ważne załatwiały się same. Inni są bardziej zdecydowani – idee, które uznają za ważne, aktywnie wspierają całym sercem, myślą, mową i uczynkiem. Nie zaniedbują. Zwłaszcza, jeśli mają do dyspozycji publiczną telewizję. „W Polsce za pomocą telewizji można wykreować obraz, jaki się chce, bo społeczeństwo nie analizuje tego, co tam widzi, tylko przyjmuje jako prawdziwe” – cytuje prezesa TVP Jacka Kurskiego red. Agnieszka Kublik, publicystka „Gazety Wyborczej”.

Jacek Kurski pracuje nad tym, by świat widza TVP był klarowny, oczyszczony z wątpliwości i dylematów. – Wtedy ludzie nie muszą się zastanawiać nad tym, kto jest dobry, a kto zły – bo mają wszystko podane na tacy. Nie muszą się także zastanawiać nad tym, czy są jakieś odcienie szarości, nie muszą dociekać, że ci, którzy niby są źli, może czasem robią coś dobrego, i na odwrót – wówczas rzeczywistość byłaby złożona, a kimś, kto tak ją postrzega, trudniej się rządzi. Tymczasem ludzie, którzy przyjmują wizję świata narzuconą przez polityków i propagandę, nie dokonują wyborów – powiedziała dr hab. Katarzyna Kłosińska, językoznawczyni, przewodnicząca Rady Języka Polskiego w wywiadzie udzielonym portalowi onet.pl. K. Kosińska wspólnie z dr Michałem Rusinkiem, – literaturoznawcą, niegdyś sekretarzem Wisławy Szymborskiej, poetki, przeanalizowała język „dobrej zmiany”, publikując swoje refleksje w książce wydanej niedawno przez „ZNAK”.
Prezesa Jacka Kurskiego dr Michał Rusinek uważa za jednego z głównych autorów podstawowego zestawu słów „dobrej zmiany”. Nowego politycznego języka. To, według Rusinka, „Jarosłowa”.

Ale uwaga. To, co robi prezes, to nie jest zabawa słowami. On kreuje świat, jakiego nie znamy. Też dla nas wszystkich – mówi w jednym z wywiadów prasowych dr Rusinek. Językoznawca, więc można przyjąć, że wie co mówi. Nowy polityczny język dzieli nas na Polskę i anty-Polskę, na „postkomunistów”, „ubeków” czy „totalną opozycją”, co wyklucza z kręgu ludzi etycznych i „niezłomnych” oraz „patriotów”, czyli ludzi prawych i sprawiedliwych. – Wyrażenie „totalna opozycja” mieści się w retoryce militarnej, która sprawia, że postrzegamy politykę jako wojnę. Nazywanie opozycji totalną powoduje, że zaczynamy o niej myśleć jak o czymś, co prowadzi do katastrofy, zagłady, zniszczenia – twierdzi w rozmowie z Onet.pl prof. Katarzyna Kłosińska
Michał Rusinek przypomina wiersz Jarosława Marka Rymkiewicza, też poety. Nosi on tytuł „Do Jarosława Kaczyńskiego”. W nim słowa: „Ojczyzna jest w potrzebie – to znaczy: łajdacy. Znów wzięli się do swojej odwiecznej tu pracy”. I dalej: „Dwie Polski – jedna chce się podobać na świecie. I ta druga – ta którą wiozą na lawecie”.

Chodzi i o wykluczanie z polskości, i o odbieranie polskości. Polska w tym języku to określony zestaw wartości i jeśli ktoś ma inną wizję polskości, to jest wyłączony ze wspólnoty – przekonuje prof. K. Kłosińska. „Jarosłowa” mają również ukształtować nasze pojmowanie Unii Europejskiej, tej “wyimaginowanej wspólnoty”. Mówiąc o „bijącym sercu Europy” polski premier mówi o Polsce, a nie Unii Europejskiej. Bruksela przestała być nazwą miasta. Czytamy na paskach „Wiadomości”: „Bruksela znów straszy Polskę sankcjami”, albo „”Bruksela chce odebrać Polakom przywileje”, albo „Bruksela chce ukarać Polskę”. Wydawałoby się, że UE to również Polska, ale nie – Unia Europejska jest ciałem zewnętrznym a stanowione przez nią prawo i podejmowane na podstawie tego prawa decyzje są niewłaściwe, nieodpowiednie, a nawet sprzeczne z interesem Polaków. „Polski rząd gospodarczo w ostatnim czasie już kilka razy nadepnął na odcisk unijnym potęgom” – cytują „Wiadomości” autorzy książki „Dobra zmiana”. Albo: „Odkąd w Polsce władzę przejęło Prawo i Sprawiedliwość, staliśmy się dla brukselskich elit niewygodnym państwem broniącym swoich interesów”. Bo przecież „Brukselskie elity nie chcą niepokornych”, mają „podwójne standardy”. Wszystko, co złego dzieje się wokół Polski, dzieje się przez „czerwony sen brukselskich elit”. W tę retorykę wpisuje się też niedawny tweet posła Mularczyka o tym, że szwedzki pisarz, który wygłaszał mowę przed wystąpieniem Olgi Tokarczuk na gali wręczenia Nagród Nobla, powinien był przeprosić za potop szwedzki
Znany pisarz John Le Carré, odbierając w zeszłym tygodniu nagrodę im. Olofa Palmego, powiedział m.in.: „„My, Brytyjczycy, jesteśmy teraz nacjonalistami. (…) By być nacjonalistą, potrzebujesz wrogów. Uczynienie Europy wrogiem było najbardziej brudną zagrywką brexitowców”.
Dostrzegacie jakieś analogie?

– Mowa nienawiści rozkręca się zawsze wtedy kiedy politycy wykorzystują lęki czy też figurę wroga do budowania własnego przekazu i zarazem własnej politycznej tożsamości – mówi „Wyborczej” dr hab. Michał Rusinek. Rozkręca się skutecznie. Tygodnik „Do Rzeczy” cytuje (połowa grudnia 2019 r.) wyniki badania przeprowadzonego przez Dyrekcję Generalną ds. Komunikacji Społecznej przy Komisji Europejskiej. Przepytano po ok. tysiąca mieszkańców z każdego państwa Unii. Z sondażu wynika, że jesteśmy drugim najbardziej negatywnie nastawionym państwem wśród członków wspólnoty. Według 47 proc. ankietowanych lepsza przyszłość dla naszego kraju wiąże się z wyjściem z UE. Przeciwnego zdania jest 45 proc. respondentów, a 8 proc. osób nie ma w tej kwestii zdania. Gorzej nastawieni do UE od Polaków są jedynie Słoweńcy (48 proc. mieszkańców tego kraju uważa, że lepsze będzie opuszczenie wspólnoty), mocno krytyczni są również Włosi (44 proc. z nich widzi swój kraj poza strukturami unijnymi). Wśród największych zwolenników wspólnoty są mieszkańcy Holandii (87 proc.), Danii (80 proc.), Niemiec (78 proc.) i Finlandii (76 proc.).
Brytyjski polityk Nigel Farage, który od ponad ćwierć wieku walczył o wyjście z Unii, powiedział kilka dni temu, że kolejnym państwem, który opuści UE będzie Polska. W mediach społecznościowych w naszym kraju wypowiedź ta wywołała entuzjazm. Uznano, że jeśli Polska opuści UE to będzie to wina PiS – taki był ton tych komentarzy . Ale stołów, uderzając w które można usłyszeć dźwięk nożyc, jest więcej, okazuje się. Bardzo rzadko cytowana była pełna wypowiedź Nigela Farage: – Myślę, że sposób, w jaki Polacy są upominani, wielokrotnie obrażani przez takie osoby, jak Timmermans, to dla nich trochę za dużo niż są w stanie znieść, mając na uwadze ich trudną i skomplikowaną historię – mówił w Parlamencie Europejskim. Warto tę opinię wziąć sobie do serca. Dla wielu z nas dzisiejsza Bruksela to Niegdysiejsza Moskwa – tak ja rozumiem, w uproszczeniu oczywiście, sens wypowiedzi brytyjskiego polityka.

89 procent z nas jest za pozostaniem naszego kraju w Unii Europejskiej. Jednocześnie 42 proc. spośród nas uznało, że rządy Zjednoczonej Prawicy mogą doprowadzić do wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Prawie połowa z ankietowanych chce być obywatelami UE ale dopuszcza taki rozwój wypadków, że nimi nie będzie. Trudne to do zrozumienia. Zwłaszcza, że jedna trzecia z zadowolonych nie uważa za konieczny udział w wyborach. A najbliższe wybory mamy już za niewiele ponad więcej trzy miesiące.
Rafał Jesswein
Michał Rusinek, Katarzyna Kłosińska „Dobra zmiana, czyli jak się rządzi światem za pomocą słów”. Wydawnictwo „Znak”, 2019 r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here