Jak trwoga to do samorządów

0
91

To samorządy ratowały rząd PiS podczas kryzysu pandemicznego i uchodźczego. Teraz mają go ratować w czasie kryzysu energetycznego. Co otrzymują w zamian? Groźby i szantaż.

Rząd PiS dużą część swojej aktywności koncentruje na tym, by przekonać opinię publiczną, że za nic w kraju nie odpowiada. A w każdym razie nie odpowiada za te zjawiska, które dziś dają Polakom w kość: za inflację, ceny energii czy brak węgla. Zamiast więc rozwiązywać problemy, postanowił rozpocząć kolejną kampanię mającą na celu pokazanie, że winowajca wszystkich naszych kłopotów jest zewnętrzny. Dobra władza bardzo by chciała, aby ceny energii były niższe, ale winny jest… Putin. Hasło na plakatach, które zaleją za chwilę całą Polskę, brzmi: „Wysokie ceny energii to też jego broń”.

I uwaga: koszt tej kampanii, która jest dziełem wicepremier Jacka Sasina, to od 12 do 14 milionów. Co można zrobić z 14 mln zł? „Za 14 mln zł można kupić 7909 ton węgla w cenie 1770 zł za tonę w Polskiej Grupie Górniczej. Wystarczyłoby to do ogrzania 2,6 tys. gospodarstw domowych. Zakładając, że w gospodarstwie domowym są cztery osoby, oznacza to, że za 14 mln zł można ogrzać miasto liczące 10,4 tys. mieszkańców. To wielkość Parczewa, Sycowa czy Ciechocinka”. Źródło: Kampania „putinówka” to autorski pomysł Jacka Sasina. Wiemy, ile będzie kosztować

Jest jasne, że atak Rosji na Ukrainę przyczynia się do kryzysu. Ale wojną nie da się wyjaśnić wszystkiego. A rząd PiS właśnie taką narrację buduje. I tak: za inflację odpowiada Putin, a nie fatalna polityka rządu Morawieckiego i niekompetencja prezesa NBP Adama Glapińskiego. Za wysokie ceny energii również odpowiedzialność ponosi Rosja, a nie państwowe spółki energetyczne, które narzucają wysokie marże, windując swoje dochody kosztem odbiorców krytycznych (także samorządowych) czy indywidualnych. W tym miejscu dodajmy: na rynku energii elektrycznej cena zdecydowanej większości energii (ok. 70 proc.) sprzedawanej na pozostałe miesiące 2022 roku oraz na rok 2023 może być ograniczona do 600 zł/MWh (obecna cena na 2023 rok to 1728 zł/MWh). Również pozostałą część energii do sprzedaży na rynkach bieżących można poddać kontroli cenowej. I wreszcie: zgodnie z oficjalną narracją za brak węgla też nie ponoszą odpowiedzialności władze, ale jest to efekt wojny za naszą wschodnią granicą. Choć jest oczywiste, że to rząd Morawieckiego sam nałożył na Rosję sankcje, w chwili gdy wiedział, że na zimę w Polsce może zabraknąć węgla. Powiedzieć, że to przejaw lekkomyślności, to nic nie powiedzieć.

Polacy jednak nie dają się nabrać na te sztuczki suflowane przez rządowych marketingowców. Przykładowo 66 proc. obywateli źle ocenia walkę Glapińskiego i RPP z inflacją. To pokazuje, że – skoro nie przyjął się suflowany przez Morawieckiego termin „putinflacja” – PiS musi szukać gdzie indziej winnych swoich zaniedbań i złych decyzji. I znalazł: za kryzys energetyczny, który w dużym stopniu jest związany z zaniedbaniami obecnych władz, odpowiedzialność ponieść mają samorządy. Dodajmy: samorządy, które od początku rządów prawicy są solą w jej oku.

W jaki sposób rząd PiS chce zrzucić odpowiedzialność za brak węgla i kryzys energetyczny na samorządy? Trwa właśnie sprawdzanie, czy ten pomysł chwyci. Zaczął minister Przemysław Czarnek. „Jeżeli któryś samorząd nie wywiąże się z zadań publicznych i celowo nie będzie ogrzewał szkoły, aby wygonić dzieci na nauczanie zdalne, to będziemy występować niezwłocznie o zarząd komisaryczny” – powiedział szef resortu edukacji i nauki. I dodał: „To jest święty obowiązek samorządu: utrzymać i ogrzać szkołę dla dzieci”. Kłopot w tym, że problem z ogrzaniem swoich budynków zgłaszają już nie tylko samorządy, które otrzymują od spółek energetycznych kontrolowanych przez państwo rachunki za energię wyższe o 900 proc., ale również uniwersytety i szkoły wyższe. Podmioty, które bezpośrednio podlegają ministrowi Czarnkowi.

Inny pomysł, który ma przenieść odpowiedzialność z rządu na samorządy, przedstawił wicepremier Jacek Sasin. Otóż zaproponował, by samorządy „kupowały węgiel bezpośrednio u importera” i miały możliwość „sprzedawania go z dużo mniejszym narzutem, właściwie po kosztach przywiezienia oraz transportu, do miejsca docelowego”. Sęk w tym, że węgla brakuje. A jeśli jest, to albo bardzo drogi, albo jego jakość pozostawia wiele do życzenia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że minister Sasin plecie tu sznur na samorządową szyję.

To nie pierwszy raz, kiedy rząd PiS deleguje na samorządy obowiązki, z których sam nie jest w stanie się wywiązać. Przypomnijmy, że analogicznie władze zachowywały się w trakcie kryzysu pandemicznego i uchodźczego. To właśnie za sprawą samorządów i podległych im instytucji udało się złagodzić negatywne skutki pandemii – wśród których jest, przypomnijmy, ponad 200 tys. nadmiarowych zgonów. Mało tego, gdyby rząd PiS częściej słuchał samorządowców, jak choćby przy organizacji nauczania w szkołach, rozmiary pandemii mogłyby być mniejsze. Dalej: analogiczną sytuację mieliśmy w czasie kryzysu uchodźczego z Ukrainy – to samorządy, wspomagane przez swoich mieszkańców, dały rządowi ponad dwa miesiące na zorganizowanie pomocy.

To pokazuje tylko jedno: państwo, które jest usamorządowione, działa lepiej i skuteczniej niż państwo scentralizowane. Takie państwo – oparte na sile samorządów – jest też dużo odporniejsze na kryzysy, które stały się naszym chlebem powszednim. Tyle że rząd PiS buduje państwo scentralizowane. Dodatkowo ogranicza się samorządy finansowo zmniejszaniem im dochodów z PIT i CIT. Władze przypominają sobie o samorządach, gdy same nie potrafią rozwiązać problemów, które wygenerowały. A takim wyzwaniem jest kryzys energetyczny. Dlatego też jesteśmy świadkami próby zrzucenia odpowiedzialności za ten kryzys na samorządy. Dzieje się to na dwa sposoby: albo przez szantaż, albo przez groźby. I pierwszy, i drugi sposób jest nie do zaakceptowania. Ich użycie pokazuje jednak, że jak trwoga, to rząd PiS biegnie po pomoc do samorządów.

I jeszcze jedna kwestia: samorządy już uczą, leczą, zapewniają transport publiczny, organizują życie kulturalne, dbają o rekreację, zapewniają czystość i bezpieczeństwo… A teraz rząd mówi, że mają zapewnić także bezpieczeństwo energetyczne. Oczywiście to kusząca propozycja, ale pod warunkiem, że władze – jak mówi ekspert Instytutu Obywatelskiego zajmujący się branżą energetyczną Grzegorz Onichimowski – przekażą samorządom udziały w spółkach energetycznych. Bo samorządy, co pokazują ostatnie kryzysy, znacznie lepiej poradzą sobie z rozbudową OZE i cenami energii dostosowanymi do możliwości finansowych Polaków.

Jarosław Makowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here