Jacek Jekiel: Demokracja-autorytaryzm-totalitaryzm

0
302

Moi studenci zapewne jeszcze pamiętają nasze dyskusje wokół kwestii, czy w Polsce międzywojennej był po 1926 r. faszyzm ( totalitaryzm), czy też nie. Komunistyczna propaganda, a za nią niestety także ówczesna historiografia, z lubością podkreślały faszystowski charakter obozu Józefa Piłsudskiego. Narracja jednak z czasem uległa zmianie i zaczęto dopuszczać także inne opinie a zwłaszcza, że Polska pomajowa była państwem autorytarnym. Przypomnijmy zatem akademickie ustalenia: kiedy kończy się demokracja a zaczyna autorytaryzm oraz kiedy autorytaryzm przekształca się lub ustępuje totalitaryzmowi.
Najprostszym elementem identyfikującym charakter systemu politycznego jest odpowiedź na pytanie: czy w danym państwie jest demokracja jako system dający niczym nie ograniczone prawo do wyboru swoich przedstawicieli (demokratyczna ordynacja wyborcza) oraz funkcjonowanie monteskiuszowskiego podziału (rozdziału i niezależności) władzy (ustawodawcza – parlament, wykonawcza- rząd i prezydent, i sądownicza). Rządzący Polską pomajową podjęli mnóstwo działań aby zlikwidować instytucje demokratycznej Polski z lat 1918-1926. Jednocześnie Polska międzywojenna była krajem, gdzie przestrzegano podstawowych wolności obywatelskich: funkcjonowały partie opozycyjne, wychodziły opozycyjne gazety, organizowano demonstracje antyrządowe. Mimo zmian prawno-ustrojowych dokonanych przez sanację w zamachu majowym i zrujnowania monteskiuszowskiego podziału władzy Polska po 1926 r. była krajem, gdzie nie obowiązywała cenzura a opozycja miała prawne możliwości komentowania poczynań rządzących, inna sprawa, że bez jakichkolwiek szans na zmianę ówczesnej polityki. W kolejnych latach było coraz gorzej a finałem antydemokratycznych poczynań sanacji były aresztowania liderów Centrolewu osadzenie ich w twierdzy brzeskiej, gdzie trzykrotnego premiera Rzeczpospolitej Wincentego Witosa zmuszano do czyszczenia wychodków (inni aresztowani cierpieli nie tylko moralnie ale także fizycznie).

Polska do 1939 r. nie była jednak państwem faszystowskim (totalitarnym), choć zarówno ugrupowania prorządowe jak Obóz Zjednoczenia Narodowego czy niektóre opozycyjne jak Obóz Narodowo-Radykalny miały jawnie faszyzujący charakter. System faszystowski tym się bowiem odróżnia od autorytarnego, że chociaż w obu nie ma demokracji, w liberalnym sensie to totalitaryzm niszczy prawa jednostki i wolności obywatelskie, zaprowadza cenzurę i likwiduje wszelkie przejawy wolnej, nieskrępowanej działalności od gospodarczej począwszy na politycznej, samorządowej i zawodowej skończywszy. Przytaczając moje akademickie narracje: tam gdzie demokracja i wolność mają się dobrze, tam nie mamy się czego obawiać, nawet gdy rządzą ugrupowania, które nam nie odpowiadają światopoglądowo czy programowo. Gdy jednak demokracja bankrutuje za sprawą ograniczeń zawartych w ordynacji czy kontrolowanych przez władzę instytucji demokratycznych, pomimo istnienia i respektowania praw obywatelskich, mamy do czynienia z systemem autorytarnym. Gdy na końcu prawa obywatelskie zostają zakwestionowane, mamy do czynienia z systemem totalitarnym, tak jak w przypadku Niemiec hitlerowskich, Włoch Mussoliniego czy sowieckiej Rosji.
O co więc się czepiam zestawiając polskiego prezydenta z przywódcą włoskich faszystów. Uspokajam wszystkich: w Polsce dziś systemu totalitarnego nie ma i mam nadzieję, że po naszych dramatycznych przeżyciach z lat 1939-1989, nigdy nie będzie. Ale nie mogę pozostać obojętnym na poczynania, obserwowane przez cały świat, których celem jest zniszczenie instytucji demokratycznego państwa (tak jak w Polsce po 1926 r.) od Trybunału Konstytucyjnego począwszy przez niespotykane w żadnym innym demokratycznym systemie projektowane podporządkowanie władzy sądowniczej władzy wykonawczej, po wprowadzenie politycznej cenzury prewencyjnej w mediach (na szczęście tylko) publicznych.

Grabarzem demokratyzmu tych instytucji jest oczywiście rządząca Polską ekipa ale szczególną rolę w tym procederze zajmuje prezydent Andrzej Duda. Kilka lat temu Sąd Okręgowy w Gdańsku skierował do Trybunału Konstytucyjnego pismo prawne pytające czy przepis art. 135 Kodeksu Karnego nie stanowi zagrożenia dla wolności słowa. Trybunał w swojej mądrości zbiorowej nie zgodził się ze stanowiskiem gdańskiego Sądu argumentując między innymi, że prezydent RP jest najwyższym przedstawicielem Polski i UWAGA !!! „czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji”, dlatego należy mu się szczególny szacunek. Sąd nie odniósł się jednak do stwierdzeń, jak się ma ta interpretacja w sytuacji, gdy Prezydent nie czuwa nad przestrzeganiem konstytucji a przez swoją uporczywą działalność podważa jej zapisy, kwestionuje zasady i dąży do ich zmian. Czy dalej należy mu się szczególny szacunek? I czy taka postawa, w rozumieniu zawartych w konstytucji zapisów, nie powinna być powodem do działań, jakie można by porównać do nieistniejącej w polskim systemie prawnym procedury impeachmentu. I żeby jeszcze było mało – styl wypowiedzi, treść narracji politycznej czy mowa ciała prezydenta do złudzenia przypominają zachowania niedemokratycznych przywódców (obok mojego zestawienia z Mussolinim inni internauci doszukali się podobieństw Dudy do Gierka czy Gomułki).

Mnie szczególnie zainspirowały niespotykane dotąd u prezydenta Andrzeja Dudy agresywne treści pod adresem przedstawicieli instytucji unijnych oraz polskiego środowiska sędziowskiego, co kłóci mi się nie tylko z funkcją strażnika konstytucji ale również potwierdza opinię, że pan prezydent bardziej ceni sobie polityczne cele swojej formacji politycznej niż zapisy polskiej konstytucji. Nie pozostałbym sobą, gdybym na koniec nie odniósł się do irytującej mowy ciała prezydenta, która czyni go w tym sensie niebywale podobnym do Benito Mussoliniego, który słynął z upajania się swoim głosem, groteskowych min i kabotyństwa w przemowach, w których z niebywałą wręcz zapiekłością pastwił się nad instytucjami liberalnej demokracji parlamentarnej, którą uważał za głównego wroga politycznego.
Polska nie jest państwem totalitarnym (faszystowskim), to wie każde dziecko. Gdyby tak było, nie moglibyście przeczytać moich słów a ja pewnie zostałbym poddany w najlepszym wypadku kuracji rycynowej (z której słynęli włoscy faszyści) a w najgorszym – znaleziono by moje zwłoki. Możliwość publikacji nie oznacza jednak, co próbowałem wyjaśnić powyżej, że Polska jest jeszcze państwem w pełni demokratycznym. Liczą się bowiem nie tylko konkretne działania ale również opinie i wypowiedzi, co do których tak wielu z nas w Polsce i na świecie ma ogromne zastrzeżenia czy są szczerze demokratyczne właśnie w liberalnym sensie i z zachowaniem fundamentalnego dla tego porządku niezależnego od siebie monteskiuszowskiego podziału władzy.

Jak pisał wiele lat temu Erich Fromm: Ruina demokracji zawsze zaczyna się wtedy, gdy jej obywatele zaczynają uciekać od wolności, zupełnie bez znaczenia z jakiego powodu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here