IPN woli nie pamiętać

0
255

W połowie października wrocławski oddział  Instytutu Pamięci Narodowej zażądał usunięcia z portalu wrocławskiej „Gazety Wyborczej” zdjęcia „na którym widnieje grupa osób manifestujący gest powitalny »Heil Hitler« oraz symbol krzyża celtyckiego”. Tyle, że jedną z  tych osób jest Tomasz Greniuch, były pracownik Instytutu, na początku 2021 roku powołany na stanowisko dyrektora wrocławskiego oddziału IPN.

Przypomnijmy. 8 lutego 2021 roku Tomasz Greniuch, wówczas naczelnik opolskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, objął stanowisko dyrektora wrocławskiego oddziału IPN. Nominacja ta wywołała oburzenie.

„Objęcie stanowiska dyrektora IPN przez osobę o tak skrajnie prawicowych, nacjonalistycznych, by nie rzec brunatnych poglądach będzie skandalem dla miasta” – stwierdził  w piśmie rozesłanym do mediów. Wojciech Browarny, historyk i regionalista, członek partii Razem we Wrocławiu. 

„Ta nominacja to skandal i kompletna kompromitacja” – stwierdził Piotr Cywiński, dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau w TVN24 – „Tu chodzi nie tylko o hajlowanie, ale też o faszystowską ideologię ONR. Trudno tłumaczyć młodzieńczą brawurą zachowanie 31-latka, bo tyle miał lat, gdy publikował w 2013 r. swoją książkę „Droga nacjonalisty”. To człowiek, który prowadził szkolenia, kształtował kolejne pokolenia ONR-owców, pisał faszystowskie manifesty i powoływał się na nazistów z czasów II wojny światowej, jak Léon Degrelle, belgijski oficer SS”.

Dziesięciu  historyków z Uniwersytetu Wrocławskiego oprotestowało nominację Tomasza Greniucha w liście do Instytutu: „Nie wyobrażamy sobie, aby osoba, która broniła w swoich wypowiedziach nazistowskiego gestu, jako przyszły szef IPN, reprezentowała tę instytucję np. w czasie uroczystości w byłym obozie koncentracyjnym Gross Rosen” – napisali

Wrocławscy Zieloni na Facebook: „(…) Tomasz Greniuch jest współautorem Zeszytów szkoleniowych ONR, w którym tłumaczy takie pojęcia jak “Polska dla Polaków”, “Polska cała tylko biała”, czy “Odliczajcie tylko chwilę, szykujemy dla was Chile”. To ostatnie hasło nawiązuje do obozów koncentracyjnych, w których Augusto Pinochet więził, torturował i mordował swoich przeciwników politycznych. Nie tylko chilijski dyktator jest wzorem dla Greniucha. Bohaterem dla niego jest również Degrelle, belgijski nazista i pułkownik Waffen SS, skazany za zdradę i kolaborację z III Rzeszą na karę śmierci. Greniuch chwali również rumuńskiego faszystę Corneliu Codreanu, który w latach dwudziestych XX wieku, w ramach protestu przeciw nadaniu Żydom pełnych praw obywatelskich postanowił zabić sześciu ministrów, którzy w jego opinii zdradzili Rumunię, a także wybranych żydowskich przedsiębiorców, rabinów oraz dziennikarzy. Tomasz Greniuch pisze o nich w książce Droga nacjonalisty: „Jestem pewny co do jednego – znajduję się na drodze, którą podążali Codreanu, Degrelle i setki innych” (…)”.

„Panie Greniuch, we Wrocławiu nie ma miejsca dla ludzi wznoszących rękę w nazistowskim pozdrowieniu. Nie ma miejsca dla ludzi kwestionujących Holocaust. Nie ma miejsca dla tępej nienawiści i antysemityzmu. Proszę przyjąć do wiadomości, że pański pobyt we Wrocławiu, choćby trwał jeden dzień, nadmiernie się przedłuża” – napisał w mediach społecznościowych Sebastian Lorenc, wiceprezydent Wrocławia.

Zareagowali również politycy prawicy. Maciej Wąsik, zastępca Mariusza Kamińskiego w MSWiA, napisał: „Brak mi słów. Nie ma miejsca dla hajlujących idiotów w naszej przestrzeni publicznej. Liczę na szybką reakcję kierownictwa IPN”.

Sam Tomasz Greniuch opublikował na stronie internetowej IPN komunikat, w którym stwierdził: „Nigdy nie byłem nazistą, za nieodpowiedzialny gest sprzed kilkunastu laty jeszcze raz przepraszam i uważam to za błąd. Symbole i gesty, które wznosiłem, to była młodzieńcza brawura, często głucha na zdrowy rozsądek i konsekwencje. Nigdy jednak nie miały one podłoża gloryfikowania totalitaryzmów!”

Na stanowisku szefa wrocławskiego oddziału przetrwał dwa tygodnie. Skandal był tak wielki, oburzenie tak powszechne, że 25 lutego 2021 przestał być pracownikiem IPN. Jarosław Szarek, prezes Instytutu, rozwiązał z nim umowę o pracę. „Przyczyną rozwiązania umowy o pracę jest m.in. utrata zaufania, spowodowana ujawnionymi obecnie działaniami pracownika sprzecznymi z misją IPN – napisał J. Szarek w oświadczeniu, opublikowanych na stronie internetowej IPN.

Półtora roku później –  12 października br. – do wrocławskiej redakcji „Gazety Wyborczej” dotarł formalny wniosek, w którym Maciej Parysek, asystent  prasowy wrocławskiego oddziału Instytutu, domaga się usunięcia z portalu GW zdjęcia z „heilującym” Greniuchem. Asystentowi Paryskowi nie przeszkadza jednak dwutygodniowy prezes wrocławskiego oddziału Instytutu w nazistowskim pozdrowieniu, ale krzyż celtycki wymalowany na znajdującym się za jego plecami transparencie.  Asystent prasowy zwrócił redakcji uwagę na to, że propagowanie krzyża celtyckiego „jest prawnie zakazane i spenalizowane w art. 256 paragraf 1 i 2 Kodeksu Karnego” Zażądał „usunięcia przedmiotowego zdjęcia, jako naruszającego wyżej wskazany przepis prawa”. Przywołany artykuł mówi o propagowaniu publicznie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa lub „nawoływaniu do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość”.

Przewidziana w KK kara to grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Redakcja poprosiła Instytut o informację, w jaki sposób „hejlujący” pod krzyżem celtyckim były dyrektor jego wrocławskiego oddziału jest propagowaniem ustroju totalitarnego. Spytała również, czy w 2021 roku Instytut powiadomił o działaniach Tomasza Greniucha prokuraturę, bowiem zgodnie z art. 3-4 kodeksu postępowania administracyjnego każda instytucja państwowa, która wie o popełnieniu przestępstwa, ma obowiązek zgłoszenia takiego faktu organom ścigania. Funkcjonariusz publiczny, który tego obowiązku nie dopełni, sam podlega karze. Na te pytania IPN nie odpowiedział.

Redakcja poprosiła o opinię eksperta. Dr hab. Mikołaj Małecki z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezes Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego nie ma wątpliwości: „Czwarta władza jest po to, żeby o takiej kontrowersyjnej czy wręcz przestępczej aktywności informować obywateli.” – powiedział. „W przypadku działalności prasowej, gdzie umieszcza się zdjęcie kogoś, kto jest faszystą czy prezentuje takie poglądy, nie ma mowy o propagowaniu. Wręcz przeciwnie, to działanie informujące społeczeństwo, że ta osoba wyznaje takie nienawistne poglądy.” – dodał.

Instytut Pamięci Narodowej chce z narodowej pamięci wymazać kompromitujące go zdjęcie. Chce usunięcia z archiwum redakcyjnego fotografii dokumentującej skandaliczną decyzję kadrową, która nigdy nie powinna być podjęta, choć jego szefowie powinni raczej poprosić redakcję o dużą jej odbitkę, która oprawiona w gustowną ramkę powinna zawisnąć w gabinecie dyrektora narodowej instytucji odpowiedzialnej za pielęgnowanie zbiorowej pamięci jako przypomnienie, ostrzeżenie i przestroga na przyszłość. Bo rzecz się stała, choć z oczywistych względów nie powinna, i nie ma co udawać, że było inaczej.

Domagając się usunięcie tej fotografii asystent prasowy wrocławskiego oddziału IPN osiągnął efekt odwrotny od zamierzonego – jestem spokojny o to,  ze to zdjęcie pozostanie na stronie internetowej wrocławskiej „Gazety Wyborczej” a jedynym skutkiem kuriozalnego pisma było przypomnienie afery, stawiającej IPN w bardzo złym świetlne.

Rafał Jesswein

„IPN chce, żeby „Wyborcza” usunęła zdjęcie, na którym były dyrektor instytutu hajluje. Zarzuca nam… propagowanie totalitaryzmu”.
Marek Kokoszkiewicz, „Gazeta Wyborcza Wrocław”, 16 października 2022

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here