… i nie powróci więcej.

0
606

Mamy w Szczecinie jednego radnego od narodowych fajerwerków i patriotycznego nabzdyczenia. I jednego nawróconego na PIS byłego honorowego konsula Niemiec. No i mamy karnawał pomysłów od czapy. Osobiście stawiałabym pomniki dawnym znanym mieszkańcom Szczecina, a także promowała szlaki turystyczne po West Endzie, Betanii, Parku Kasprowicza do samej wieży Quistorpa, którą zdecydowanie trzeba zabezpieczyć i jakoś kulturalnie i gastronomicznie zagospodarować. Bo to nasza wspólna szczecińska historia.
Pamiętam, jak to sobie wyrastaliśmy pośród niemieckich napisów na ścianach kamienic, w bloku z wielkiej płyty postawionym na miejscu dawnego kościoła, z którego pozostały dwie lipy przy schodach – nam dzieciakom wydawało się, że to nasze polskie lipy. I nieświadome niczego stawiałyśmy babki z piasku na podwórku pod lipami wygrzebując kości i części czaszek z dawnego przykościelnego cmentarza. Brzmi nieco makabrycznie, prawda? Taka rzeczywistość. 
W ogrodzie u dziadków na Głębokim jako dzieciaki poszukiwałyśmy skarbów wygrzebując z morenowego piasku łuski po nabojach. Stały u mnie na półce obok znalezionej czaszki. Później dowiedziałam się, że nasz tajemniczy ogród to zarządzany przez Brytyjczyków dawny obszar obozu dla niemieckich przesiedleńców. Po Polska po wojnie kończyła się przy wejściu na kąpielisko Głębokie. Więc nasz poniemiecki dom z brytyjską historią to prawdopodobnie dawna siedziba straży graniczno-obozowej dla obozu uchodźców niemieckich. A przecież długie drewniane baraki znane są nam z innych okoliczności naszej historii. 
Do dzisiaj w ogrodzie mamy betonowe schodki wiodące donikąd. Latając po nich z koleżankami wyobrażałam sobie, że to wejście do jakiejś Narni. Potem schody stały się wejściem do nieistniejącej  szopy na ogrodowe narzędzia. Tymczasem okazało się, że tu był jeden z owych baraków otaczających nasz dom. Że siadali na jego schodach dawni mieszkańcy i mieszkanki Szczecina, że w naszym ogrodzie przede mną bawiły się zapewne niemieckie dzieciaki czekając na wywiezienie do Niemiec. Schody dla Niemców-przesiedleńców-uchodźców. Nie mam pojęcia, czy łuski po nabojach to ten okres dziejów „naszego” ogrodu, czy już następny, gdyż po okresie brytyjsko-poniemiecko-uchodźczym była tu ponoć jednostka straży granicznej, zaś w ogrodzie – strzelnica. Kiedy Głębokie „przywrócono” Polsce zaczęto w poniemieckich willach osiedlać przywiezionych nakazem pracy inżynierów i specjalistów zarządzających portem – to desant z Gdyni i Sopotu 🙂 Była tez tzw. kolonia artystów z nakazem pracy – byli tu Wirpsza, Andrzejewski, przyjeżdżał Miłosz. Taka jest nasza historia. Weszliśmy w czyjeś domy, ogrody i dawne cmentarze. Ale także w historie wspaniałych ludzi, jakimi była rodzina filantropów Quistorpów, pastor-pacyfista Bonhoeffer czy przyrodnik-ekolog z odrzańskiej wyspy. Nie ma się czego wstydzić. W każdym narodzie są bohaterowie i szuje, mądrzy i głupi, budowniczowie i dekonstruktorzy, postaci szlachetne i łajdacy. Najważniejsze, to nie bać się historii i prawdy o nas samych – jako ludzi i jako narodu.

PS.  Czyścicielom Historii przypominam, że Mickiewicz i Miłosz byli Litwinami, Słowacki miał ormiańskie pochodzenie, Szopen i Maria Curie uważani są za wspaniałe postaci francuskiej historii, Baczyński, Tuwim, Słonimski i wielu polskich artystów mają pochodzenie żydowskie. Jesteśmy różnorodni i proszę nas nie modelować wedle hasła; „Jedna partia i jeden naród” – to już było i nie powróci więcej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here