Gorycz i nadzieja.

0
339
fragment obrazu Yannicka Leidera "Słoń wpadł do studni"

Mrs Sherwood: “Nie będzie panu łatwiej tylko dlatego, że ma Pan talent”, “Fame” Reż. Alan Parker

Piętnaście lat temu napisałem kilka tekstów poświęconych oświacie. Jako radny pracowałem w komisji edukacji Rady Miasta Szczecin. Jednocześnie przeprowadziłem kilkanaście rozmów z nauczycielami szczecińskiej Trzynastki oraz 20 godzinnych sesji z dyrektorem panem Cezarym Urbanem. Nie będę poprawiał tych tekstów, co najwyżej skrócę. Celem tych rozmów było napisanie książki o Trzynastce. !5 lat temu powstały te teksty i 15 lat temu weszliśmy do Unii. Trzydzieści lat temu odzyskiwaliśmy niepodległość. Upłynęło niezauważalnie dużo czasu i mamy strajk nauczycieli. Przez trzydzieści lat nie znaleźliśmy czasu, nie znaleźli czasu wielcy politycy wywodzący się z polskiej opozycji lat 60 – 90. Czas musi znaleźć PIS, PO, Wiosna, PSL, SLD, Razem ale chyba nie maja ochoty; wszystko na to wskazuje. Zapraszam do lektury.

Cezary Urban mówi o rzeczach oczywistych, przedstawia też swój punkt widzenia, na pierwszy rzut oka – kontrowersyjny, na wiele szkolnych i pozaszkolnych spraw. Warto wymienić dwie takie sprawy; jedna z nich to rzeczywiście historia budząca wiele kontrowersji, a mianowicie pracowitość w szkole. Druga, właściwie pierwsza z brzegu, pozaszkolna, dotyczy pomocy nauczycielom, którzy nie rozumieją matematyki i co za tym idzie nie potrafią jej uczyć, a ukończyli matematykę na uniwersytecie ze stopniem magistra. Z takimi problemami stykają się na co dzień wszyscy dyrektorzy szkół. Co do tego raczej nikt nie ma najmniejszych wątpliwości. Takie problemy występują. To są przecież problemy rodziców. Jak by na to nie patrzeć. […] Wszędzie jednak zdarzy się taka grupa ludzi, jak dar losu niemalże, który powie: skoro są zdolni uczniowie, powinna być i dobra szkoła. Powiedzą i zrobią. Tak jak w państwie: są bogaci obywatele – jest bogate państwo. Skoro dobra szkoła może i powinna być w każdym miejscu, to co trzeba zrobić, żeby była dobra? A nie jest to przecież przedmiotem powszechnej troski. Bo nie każdy chce dobrej szkoły.

Są przecież takie polityczne głosy, że po co biednemu wiedza. Uczeń – obywatel ma chyba prawo znaleźć się w sytuacji, w której jego przyszła kariera, przyszła praca zależy od wysiłku włożonego w zdobywanie wiedzy. Ludzie zdolni zdarzają się powszechnie. I powszechnie są ignorowani, bo rządzą raczej ludzie pozbawieni talentu i umiejętności. Czy szkoła może (powinna ?) gwarantować sukces, dobrą pracę, dobrą uczelnię i wychowanie
Metody XIII_tki są do zastosowania w każdej innej szkole. XIII Drużyna zaczynała od 19 miejsca w Szczecinie, a w Polsce była między 4000 a 5000 miejscem [zachodniopomorskie było na ostatnim miejscu w Polsce]. Przeskoczyła 5000 pozycji. Samo się nie zrobiło. Szkoła dokonała wielkiego skoku dysponując tymi samymi środkami co inne szkoły. Tego sukcesu nikt nie zaplanował.
Dlatego XIII_tka i inne takie właśnie szkoły zakłócają tok normalnej szkolnej nauki. A nuż ktoś sobie przypomni, że ta XIII_tka zaczynała od tego ostatniego miejsca w Szczecinie. I diabli wezmą wszelkie argumenty, że nie można.
Ten sielankowy obraz mogą zmącić opinie niektórych uczniów i nauczycieli, którzy z XIII_tki odeszli, a nie są w przyjaźnie nastawieni wobec szkoły i metod Dyrektora. Nieprzyjaźnie o szkole i Dyrektorze wypowiadają się również uczący się tam uczniowie. Przeciwnicy Dyrektora chcą zniszczyć rzecz najcenniejszą, którą powoli buduje od 10 lat, a mianowicie autorytet szkoły, która ma ambicje być dobrą szkołą.
Pojawiła się w ludziach wściekła odwaga, bezkompromisowość, zdolność atakowania bez zastanowienia, a za to z głębokim namysłem. Wolność to w tym przypadku wykorzystana możliwość. Każdy widać ma w sobie coś z Herostratesa.
Zdania na temat szkoły są podzielone. Nie wiadomo, czy to zawiść czy troska. Odpowiedź na to pytanie mogą dać tylko Nauczyciele, Dyrektor i Uczniowie. I po kilkunastu latach – Absolwenci. Wtedy dopiero będzie wiadomo, kto tak naprawdę miał rację. I po co była ta cała dyscyplina, mordęga i ambicje. Czy te ambicje dyrektorskie to właściwy standard oświatowy czy megalomania?
Ciekaw jestem jak to jest w Eton, czy ich oferta oświatowa, dyscyplina, muszki, tempo pracy, wymagana pracowitość, zajęcia sportowe, surduty i kamizelki, czy to wszystko wywołuje podobne emocje jakie mają miejsce w rozmowach osób dorosłych gdy zaczyna się dyskusja o XIII_tce.
W XIII_tce szkoła jest bezpłatna, a dopłaca się niewiele. I całe szczęście, bo szansę na kształcenie straciłoby wielu zdolnych uczniów pochodzących z ubogich rodzin. A bogatych nie stać byłoby na Eton Collage, gdzie płaci się czesne w wysokości 23 688 ? ₤ rocznie i ci co płacą godzą się na te „muszki” i mundurki.

W polskiej szkole pokutują socjalistyczne obyczaje. Równość, każdemu równo, żołądki mamy takie same. A etat – to socjalny obowiązek państwa. Owszem; nauczycielski etat powinien być państwa obowiązkiem gospodarczym, ale nie socjalnym. Przedstawiciele państwa od lat “ćwiczą” ten socjal, ponieważ to najłatwiej. Etat nauczycielski ma mieć wreszcie charakter gospodarczy. Bo szkoła to element gospodarki, a nie rekreacji czy pomocy społecznej. To nie jakaś forma rozwiniętej filantropii zawstydzonych burżujów lub dobroczynności księcia pana, rodem z XIX wieku.
Brak zrozumienia potrzeb oświatowych przez posła, burmistrza lub ministra, może premiera czy brak promocji Prezydenta państwa, to brak chęci budowania autorytetów. Pieniądze nie uczą. Do wykształcenia postaw społecznych potrzebne są autorytety. Gdyby tylko edukacja była równie ważna jak choćby sport. A to, że ludzie mogą normalnie zarabiać – trudno że nie w Polsce, a w Europie – to zasługa właśnie edukacji. Trochę więcej młodych ludzi gra w pierwszej lidze nowych technologii, pracuje w najlepszych firmach i w uczelniach, niż mamy zawodników w Premiership, Primiera Division czy NHL, NBA czy w Pucharze Davisa.
Warto zderzyć sport z edukacją, bo hałaśliwość stadionów łatwo może konkurować ze ciszą szkolnych klas.

Budowanie autorytetów, to uczciwe zasady doboru kadr. Codzienna amoralna, promująca lenistwo polityka państwa niszczy codzienne nauczycielskie wysiłki. Na szczęście nie do końca, bo uczniowie nie gęsi i swój internet mają, i tam właśnie uciekają. W tym bezimiennym, czasem okrutnym i beznamiętnym jak wzburzony ocean internecie dostaje się wszystkim.
Czy to jednak dobrze, że młodzi ludzie nie szanują polityków? Kojarzenie całej klasy politycznej ze złodziejstwem i brakiem kompetencji jest niesłuszne, ale niestety tylko częściowo. Skłonna do uogólnień młodzież, do przesady również radykalna, bezkompromisowa, nie posiadająca do tego zbyt wiele umiejętności i chęci nauki, anonimowa jak tłum; z wizją pracy w Irlandii w rozgoryczonych oczach, zawsze powie, że polityk to złodziej i człowiek nieudolny. Bo nie dał pracy. A przecież gdyby mieli odpowiednie wykształcenie to mieliby pracę.
Ale polityk – i to jest adresat właściwy – przede wszystkim nie wykształcił. Nie zadbał o przyszłość, i nie przewidział jaka ona będzie.
To w ten właśnie sposób politycy “okradają” młodych ludzi.
Pokój nauczycielski, dyrektor i rodzice powinni mieć ostatecznie jedno zdanie na temat edukacji i wychowania swoich dzieci i podopiecznych. Że jedno zdanie, jedne kryteria oceny, jeden cel znany wszystkim; to oczywiste. A co oznacza tutaj słowo “ostatecznie”? Miasto, dyrektor, rodzice mogą się różnić między sobą – co do sposobu, metod, szczegółów, w jaki należy cel osiągnąć, a na końcu – czyli ostatecznie – porozumieć się dla dobra dziecka.
Jak jednak można publicznie żądać od nauczyciela motywacji, jeżeli nie cenimy jego pracy. Zbyt często się zdarza, że tym ludziom źle płacimy. Łatwo znajdujemy usprawiedliwienie, że ten zawód to misja. Przecież nie muszą. Albo widziały gały co brały. Nie doceniamy pracy nauczycieli ze szkół, w których każda zdana matura, to duży indywidualny sukces, a dostanie się absolwenta na studia, to wyczyn olimpijski.
Nie ma zjawiska “głupich nauczycieli” – z jednej strony, i “głupich uczniów” – z drugiej. Bez hipokryzji jednak, bo tak właśnie się mówi i tak się myśli. Głupi nauczyciele i głupi uczniowie. Społeczny siedmiopak edukacyjny: analiza, diagnoza, wyrok, pocieszenie, rozgrzeszenie, radość i zemsta. Czyli głupi wszyscy. A rodzice?
Rodzice stają w szkole po stronie swego dziecka. Słusznie postępują. Ale w domu, dla równowagi powinni stanąć po stronie nauczyciela. Rodzice źle wychowani w swojej szkole, bez wykształcenia, a z sukcesem gospodarczym, pewni siebie bo z pieniędzmi większymi niż nauczycielskie, nie staną po stronie tego “golasa” co ma mniej “kasiory”. Inni bez wyraźniejszego sukcesu gospodarczego, a nawet bez pracy nie są przekonani do potrzeby zdobywania wiedzy.
Trzeba uczyć też rodziców. Trzeba na nich znaleźć sposób wychowawczy, presję, motywację. Co jak co, ale nie będą występować przeciwko swemu dziecku. I dadzą się namówić aby wspólnie ze szkołą stwarzać nowe szanse dzieciom.

Źle o społeczeństwie świadczy fakt, że szkoła LO XIII powstała z ambicji nauczycieli, a nie z ambicji rodziców. Przecież szkoły są zarządzane przez samorządy lokalne, samorządy odpowiadają za rozwój miasta, decyzje podejmują przedstawiciele rodziców i uczniów – radni oraz prezydent. Wielu rodziców wiąże przyszłość ich dzieci z wykształceniem, wykształcenie jest jednym z warunków uzyskania dobrej pracy. Rodzice zawsze znajdą dobre szkoły dla swoich dzieci. Bo takie w Szczecinie były i są. Jest ich nawet dużo więcej niż było 15 – 20 lat temu można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć.
Do rodziców czyli społeczeństwa można i trzeba mieć pretensję, że nie żądało zmian na lepsze. Ta zapaść kształcenia na wysokim poziomie odcinała od dobrych uczelni dzieci wielu rodziców o małych możliwościach finansowych.
Testy kompetencji zaburzyły stan samozadowolenia z dobrze wypełnianej misji edukacyjnej. Stanowiły obiektywną platformę do porównania efektów pracy nauczycieli z różnych stron kraju. Z takimi samymi pensjami i możliwościami jak w Szczecinie. Czasem nawet mniejszymi.

Kiedy kierowca wsiada do ciągnika i z prędkością 80, 100 km/godz prowadzi skład o wadze 40 ton, musi wcześniej zdać różnego rodzaju testy i egzamin. Stres wywoływany pracą w tym zawodzie jest bardzo duży, bo m.in. trudno o dobrze płatna pracę. Co kilka lat muszą zdawać testy – nazwijmy je – kompetencji. Dostają mandaty, mają potrącenia premii, lub w skrajnych wypadkach mogą trafić do więzienia za spowodowanie wypadków. Kierowcy za złe wykonywanie swojego zawodu są karani. Rodziny kierowców odczuwają te niepowodzenia.
Czy oceniany jest pokój nauczycielski? Czy odczuwa swoje błędy na swojej własnej skórze? Czy odczuwają to ich najbliżsi?
Dlaczego jesteśmy w stanie zrozumieć trudną sytuację rodzinną nauczyciela, a nie jesteśmy w stanie zrozumieć trudnej sytuacji kilku pokoleń uczniów, które zostały źle nauczone matematyki. Lub zniechęcone do rysunków. Za nauczycielami ujmuje się Karta nauczyciela i związki zawodowe. Słusznie. A kto ujmie się za uczniami? Nauczyciele się nie ujmą. Nie chodzi o pojedyncze przypadki. Chodzi o całe roczniki młodych ludzi. Kto w końcu wytoczy proces np. związkom zawodowym, że utrzymywały za wszelką cenę na stanowisku nauczycielskim osobę niekompetentną i co najmniej szkodliwą?
Cechy rzemieślnicze w średniowieczu oprócz tego, że dbały o swój interes oraz regulowały rynek usług, dbały o jakość. W socjalistycznych książkach wykazywano zdziwienie, że za naukę się płaci, a terminator musi zamiatać pracownię. Ale wdowa wysupływała przysłowiowe grosze, żeby przyjęli dziecko do terminu. Świadomość kształcenia była w ludziach od zawsze. Robinson Crusoe też zapłacił kapitanowi statku za naukę nawigacji.
Nikomu nie służy popieranie złej pracy. Bo niedługo rynek zadecyduje o przyszłości tego zawodu. Już powoli decyduje. Ludzie mając więcej pieniędzy zabiorą swoje dzieci ze szkól publicznych. Powstaną, powstają szkoły niepubliczne. I rodzice dadzą pieniądze tym lepszym, bo przecież nie zasłużonym. Bo są może zasłużeni ale nie dla tych rodziców. Utrzymają się te bardzo dobre i te bardzo złe publiczne szkoły. Bo ktoś tych z ostatniej dziesiątki musi kształcić. Szkoły bardzo dobre znajdą sposób, żeby mieć dobrych nauczycieli, a wyeliminować słabych.
I warto zadać związkom związkom zawodowym pytanie, czy taki los szykują swoim członkom: do emerytury w słabej szkole? Czy współpraca, motywowanie dobrych, pomoc nauczycielom w rzeczywistym podnoszeniu kwalifikacji?
Związki zawodowe wkładają swoim członkom ten kosz na głowę nie podejmując rozmowy merytorycznej o oświacie. Zasłaniają się Kartą, a ta Karta niewiele jest w stanie przysłonić. Wszystko widać.
Wróćmy do kierowców i odpowiedzialności. Porównujemy wyłącznie odpowiedzialność z odpowiedzialnością. Nikogo nie chcemy karać. Kraksę na jezdni, błąd kierowcy, rozbite samochody, ofiary; to widzimy w telewizji, czytamy o aferze ze złymi oponami. I tak dalej.
Nie widać w prasie lekcji opuszczonych przez nauczycieli, wynikających z częstych zastępstw, nauczycielach zmieniających się w ciągu roku, uczelni, które dają dyplom ludziom nie posiadających elementarnej wiedzy z przedmiotu, którego uczą. Nie widać również arogancji, z jaką rozmawiają z rodzicami, którzy przyszli na wywiadówki. Nie widać również arogancji i chamstwa tzw. “kulturalnych” rodziców.
W telewizji widać inne kraksy. A raczej skutki kraks społecznych, czyli dzieci wiszące na szybach w domach dziecka.
Słowa pełne goryczy, nierzadko agresji pod adresem nauczycieli, biorą się stąd, że ludzie intuicyjnie czują że tak wiele zależy właśnie od nauczycieli.
Czym tak naprawdę ryzykował Cezary Urban i jego zespół? Myśląc wg standardowych kryteriów – praktycznie niczym. Gdyby mu się nie udało, to i tak XIII_tka by istniała. Może wspięła by się o kilka oczek i pozwoliła ludziom dotrwać do emerytury. Bez specjalnych naprężeń. Uniwersytet też niczym nie ryzykował.
Ryzyko tak naprawdę było jedno: że potwierdzi się teza, że nic nie uda się zrobić. I myślenie o edukacji jako szansie na lepsze życie, zostałoby skompromitowane.
Polityka nie stać na ryzyko, bo wypadnie z gry. Gdy się zamknie szkołę, to żaden problem.

Czy standard oświatowy wyznaczają zwycięstwa w olimpiadach? Czy to za mało, albo to będzie za mało za kilka lat. Co jest normą, ambicja czy dobrotliwość? Czy bez dyscypliny można osiągnąć coś znaczącego? Wg wielu oświata to ani cel ani środek, a jedynie ból-wydatek socjalny, zawalidroga budżetowa, co wiem z własnego doświadczenia, bo jestem radnym m. Szczecin.
Szkoła jest traktowana jak problem budżetowy, a nie jako inwestycja narodowa o najkrótszym okresie zwrotu nakładów.
[…]

Wojciech Hawryszuk, Szczecin 2005

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here