Fryderyki w Szczecinie

0
793

Powrót Fryderyków do kalendarza Szczecina to skandal, i to na kilku poziomach. Nie nadużywam tego słowa, ale trudno to nazwać inaczej.

Po pierwsze, mamy ciągle pandemię, nie jest to ani czas na imprezy masowe, ani na przeznaczanie pieniędzy na komercję. Pieniądze z budżetu miasta powinny trafić do szczecińskich twórców, artystów, animatorów, na wsparcie ich pracy. To jest nasz obowiązek jako miasta, a nie wspieranie showbiznesu.

Po drugie, w grudniu przed sesją budżetową prezydent zapowiedział, że milion złotych z Fryderyków zostanie przesunięty na kulturę. Czy oznaczało to przeniesienie do SAA i podtrzymanie tej imprezy? Jeśli tak, to dlaczego nie powiedział wtedy pełnej prawdy o tej decyzji? Czemu wprowadzono w błąd nas, radnych, mieszkańców, środowisko kultury? A jeśli w ostatnich tygodniach zmienił ogłoszoną w grudniu decyzję o rezygnacji, i zezwolił na negocjacje, to pod jakim i czyim wpływem? Niestety, polskie prawo lobbingowe jest martwe, nie obejmuje samorządu, a tutaj mamy do czynienia od lat z niewidocznym dla mieszkańców lobbingiem. Dla przejrzystości sprawy wzywam prezydenta i jego służby o podanie danych do publicznej wiadomości: kto, kiedy i jak lobbował i lobbuje za Fryderykami w Szczecinie? Z kim się spotyka, jakich argumentów używa? Zadałam te pytania w formie interpelacji, ale już teraz prezydent powinien publicznie wyjaśnić proces dochodzenia do tej decyzji. W przypadku zignorowania tych pytań będziemy mieli prawo snuć podejrzenia, że brak transparentności nie jest przypadkowy.

Po trzecie, nawet dla showbiznesu Fryderyki mają zgraną, przestarzałą, boomerską formułę. Życie muzyczne – zarówno komercyjne, jak i alternatywne – toczy się zupełnie gdzie indziej. Dla młodego pokolenia te nagrody są kompletnie bez znaczenia, a ich ulubieni twórcy, najbardziej popularni, omijają takie spędy łukiem. Bezrefleksyjnie więc ściągamy i sowicie opłacamy przeterminowany produkt. Czy Szczecin naprawdę musi być „pawiem i papugą”, czy nie stać nas na coś własnego, oryginalnego, naprawdę nowoczesnego? Mamy świetnych muzyków, animatorów życia muzycznego, artystów wizualnych i estradowych, czemu im nie zaufamy? Czy po to wydawaliśmy miliony na Akademię Sztuki i inne instytucje, by nadal płacić komuś z zewnątrz za to, co możemy zrobić dziś sami?

Prezydent dużo mówi o dumie Szczecina, a nic lepiej nie świadczy o prowincjonalnej mentalności władców miasta, jak „kupowanie” zużytych wydarzeń, których nikt już nie chciał. Czasem odbieram to tak, jakby władze miasta celowo ignorowały zebrany tu kapitał intelektualny i kulturalny. Szczecin oddaje się za bezcen do skolonizowania cwaniackim kolonizatorom, którzy nas, maluczkich, mają protekcjonalnie uraczyć „prawdziwą” kulturą. Tymczasem powinniśmy wspierać eksport własnej produkcji kulturalnej, a nie płacić za niskiej jakości import. To jest nasza rola w samorządzie.

W grudniu, kiedy była ogłaszana decyzja o rezygnacji z Fryderyków, miałam nadzieję, że nastąpił jakiś przełom w myśleniu. Jak widać, nie. Jeszcze nie. Szkoda naszych marnotrawionych pieniędzy i szkoda szczecińskiej kultury, która na końcu płaci za niefrasobliwość lokalnej władzy najwyższą cenę.

Edyta Łongiewska – Wijas

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here