Europa odczytana na nowo

0
277
źródło: FB/Kazimierz Sowa

Bycie duchownym w Polsce ma ten „przywilej”, że w niemal każdej sytuacji jestem dopytywany „co na to Kościół”? Tymczasem, nawet jeśli mam ochotę powiedzieć co „ja na to” to wypowiadać się w imieniu Kościoła mam coraz mniejszą ochotę a czasem coraz częściej zwyczajnie nie wiem „co na to Kościół”. I nie wynika to bynajmniej z braku kompetencji i wiedzy, ale raczej z niebezpieczeństwa przerzucania prywatnych przekonań i opinii na strukturę globalną, powszechną dodatkowo bardzo zróżnicowaną jaką jest współczesny Kościół.   

Z drugiej strony pojawianie się takich pytań jest dowodem na to, że stanowisko czy opinia Kościoła wciąż „kogoś” interesuje. Ten głos może nie jest już tak „kierunkowy” jak kiedyś, ale nie można go zwyczajnie zlekceważyć czy pominąć. I dlatego choć łatwiej i przyjemniej byłoby odkrywać tożsamościowe punkty wspólne poprzez literaturę, sztukę czy filozofię to jednak pominięcie odniesień religijnych i duchownych konstytuujących także dziś Europę byłoby przysłowiowym schowaniem głowy w piasek i ucieczką przed wyzwaniami jakie wciąż są przed nami. Nami, czyli – tu ważna osobista deklaracja – chrześcijanami Europy, ludźmi wiary, ale i obywatelami Unii Europejskiej. Tak, czuję się obywatelem UE, tego   najpiękniejszego od co najmniej od wieków średnich projektu politycznego, ekonomicznego i wreszcie, last but not least, tożsamościowego naszego kontynentu.

Jednak ostatnie tygodnie i miesiące pokazały, że Europa to nie tylko piękny sen i marzenie jakie mieli Ojcowie Założyciele, ale konkretny projekt urzeczywistniany „tu i teraz”. Proces integracji okazał się w ostatnich latach niezwykle odporny na zagrożenia zarówno w wymiarze globalnym jakim była pandemia COVID-19, jak i zagrożenie wojenne płynące ze strony Rosji. Paradoksalnie to właśnie dzięki zintegrowanej (w moim odczuciu wciąż za mało) Europie jej obywatele mogli dostać szybko szczepionkę chroniącą życie w czasie pandemii a dziś czujemy się bardziej bezpieczni wobec wojennej presji i energetycznego kolonializmu ze strony Rosji. Ten proces nabrał dodatkowego wymiaru, kiedy w pierwszych tygodniach wojny Ukraina, Mołdawia czy Gruzja właśnie w strukturach Unii Europejskiej szukały formalnego i faktycznego bezpieczeństwa. Dodajmy, że sam proces zachodzi na różnych płaszczyznach, dziś nie jest ograniczony jedynie do rozszerzania granic Unii i otwarcia się na kolejne, nowe kraje, ale także sięga głębiej – to zmiany związane z ekonomią, wspólną polityką monetarną i wreszcie wspieraniem przemian społecznych gwarantujących obywatelom naszego kontynentu szereg osobistych i wspólnotowych wolności i swobód. Oczywiście, te procesy budzą, zwłaszcza w świecie polityki, ale także wśród wielu ludzi szereg zastrzeżeń i pytań, niemniej dziś bardziej niż kiedykolwiek widać, że są potrzebne i stają się gwarantem naszych europejskich wartości. Wojna udowodniła to bardziej niż jakiekolwiek inne zdarzenie wcześniej.

Jednocześnie widać, że wymiar pozytywnych zmian politycznych i gospodarczych nie może przesłaniać autentycznych wyzwań przed którymi stoi dziś w Europie Kościół i ludzie wierzący jako wciąż ważna jej część. Osobiście uważam, że próby przeciwstawienia wartości jakimi kierują się ludzie wierzący różnych wyznań i religii z wartościami promowanymi przez Unię Europejską są jedną z największych i najbardziej niebezpiecznych pułapek.

Nadal jest mi bliska wizja jednoczącej się Europy nakreślona przez myśl społeczną Jana Pawła II. Mimo upływu lat i zmieniającej się rzeczywistości jest wciąż ciekawa, wartościowa i komplementarna. Integralność europejskiej wizji Jana Pawła II przejawiała się nie tylko w przypominaniu Europie o wartościach jakie legły u jej narodzin, ale i o dwóch płucach duchowej tradycji Europy. Dziś, kiedy widzimy z jednej strony pożogę wywołanej przez Rosję wojny na Ukrainie a z drugiej jakiś rodzaj naiwnego pacyfizmu (niestety, wyraźnie obecnego w głosie papieża Franciszka) trudno nie zauważyć, że zróżnicowana politycznie, ekonomicznie, kulturowo czy religijnie Europa potrzebuje wspólnego i mocnego głosu a także głębszej integralności i współpracy. Tego nie zapewnią tylko polityczne deklaracje, bo potrzebne jest „zjednoczenie ducha”, czyli zdefiniowanie wspólnego mianownika europejskich wartości.

W tym miejscu warto przypomnieć ciekawe wydarzenie z 1997 r., kiedy na zaproszenie papieża Jana Pawła II na gnieźnieńskim Wzgórzu Lecha spotkali się przywódcy wszystkich (poza Białorusią) krajów ówczesnej Europy Środkowej i Wschodniej. Jan Paweł II przestrzegał wtedy przed wzniesieniem w Europie „muru, który przebiega przez ludzkie serca” i mówił do wiernych, a szczególnie zaś do obecnych tam polityków i liderów różnych środowisk, że „nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha”. Ten apel nie był jakimś rodzajem pobożnych życzeń Głowy Kościoła, ale przypomnieniem, że polityka, ekonomia czy wreszcie nawet reguły życia społecznego pozbawione aksjologicznego fundamentu prędzej prowadzą do rywalizacji i dominacji niż współpracy i solidarności. Dlaczego o tym wspominam? Bo kolejne, przeżywane przez nas kryzysy, począwszy od finansowego krachu z 2008 roku aż po wojnę na Ukrainie w 2022 pokazują, że właśnie czynnik aksjologiczny, wspólny fundament wartości w połączeniu z sojuszami politycznymi i wojskowymi może okazać się decydujący w walce o zachowanie swojej podmiotowości i wolności.

Tu widzę także miejsce dla siebie jako europejskiego chrześcijanina. Nie możemy obrażać się na to, co dziś nie współgra z naszymi przekonaniami, ale trzeba – cytując jeszcze raz Jana Pawła II – na nowo odkryć „najgłębszy fundament jedności, który Europie przyniosło i przez wieki umacniało chrześcijaństwo, ze swoją Ewangelią, ze swoim rozumieniem człowieka i wkładem w rozwój ludów i narodów”. Ten wkład chrześcijaństwa w nasze dzieje, zwłaszcza w kulturę duchową i materialną Europy papież przyrównał wówczas do „wielkiej rzeki, do której wpadają rozliczne dopływy i strumienie, a różnorodność tworzących ją tradycji i kultur jest jej wielkim bogactwem” (cyt. za: Jan Paweł II, Pielgrzymki do Ojczyzny, Kraków 1999, s 911). Co ciekawe, nie chodzi tu tylko o takie zaangażowanie, które jest jedynie reakcją na różnorakie braki czy dysfunkcje współczesności, lecz musi się stać dla każdego chrześcijanina odważną i otwartą aplikacją prawdy płynącej z Ewangelii do współczesnego świata, zwłaszcza jego wyzwań i dynamiki zmian. Chrześcijańska wizja zjednoczonej Europy nie jest ograniczona do konkretnych rozwiązań politycznych czy gospodarczych, i tym samym nie może być naznaczona upartyjnieniem, ale posiada charakter autonomiczny, mocno podkreślając duchowy i kulturowy wymiar jedności europejskiej.

W poświęconej Europie adhortacji apostolskiej z 2003 r. Jan Paweł II apelował, aby nasz kontynent odnalazł swoją prawdziwą tożsamość poprzez oparcie integracji „na harmonii wartości, które winny się wyrażać w prawie i życiu” (Ecclesia In Europa par.110). Europa będąca od samego początku „wspólnotą wymiany”, gdzie ponad wszelkimi podziałami dzielono się wiarą, kulturą i umiejętnościami także i dziś potrzebuje ducha otwartości i solidarności. Ukazuje to dobitnie czas wojny. Nasza reakcja wobec napaści nie tylko na suwerenny kraj, ale i system wartości jaki wybrało społeczeństwo Ukrainy, nie może ograniczać się tylko po potępienia takich działań, ale musi wyrazić się w konkretnej pomocy i solidarności, dziś z Ukraińcami, jutro być może z innymi narodami czy państwami naszego kontynentu bez względu na ich przynależność czy afiliację polityczną.  Ale ten złowieszczy czas wojny nauczył nas jeszcze jednego – chrześcijańska tożsamość nie określa przywilejów ani jakichś szczególnych prerogatyw, ale zadania stojące w pierwszej kolejności przed ludźmi ochrzczonymi. To zadanie i wyzwanie, które trzeba podejmować dziś (zatem w czasie wojny!) a na pewno stanie się ona czymś fundamentalnym po jej zakończeniu.

Myślę, że czas pokoju, który nadejdzie, będzie oznaczał z jednej strony nie tylko swoisty reset wielu dotychczasowych ustaleń, ale otworzy nas na nowy wymiar wzajemnych relacji. Oczywiście, nadal zachodnia i centralna część naszego kontynentu będzie mogła zaoferować środki materialne na odbudowę Ukrainy, ale wszyscy będziemy musieli przyznać z pokorą, że za wartości europejskie to właśnie Ukraina zapłaciła największą cenę. Cenę życia i krwi swoich obywateli. Cenę, której nie da się przeliczyć na żadne pieniądze czy wartości materialne. I w tym kontekście rok 2022 może mieć dla Europy fundamentalne znaczenie, bo poniekąd zmusi nas do odczytania wielu jeszcze do niedawna określanych jako „stare”, zasad i reguł na nowo, w innym kontekście i sytuacji. Ta wojna tuz za naszą granica nie jest tylko konfliktem militarnym, to wojna światów, wartości, zasad. Wojna o prawdziwą przyszłość Europy.

Ks. Kazimierz Sowa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here