Czy Szczecin może być miastem spotkań?

0
433
Fot. Facebook

„Wrocław stał się najbardziej dynamicznym i atrakcyjnym miastem Polski”,  tak kulturalnie jak i gospodarczo” – napisał trzy lata temu dziennikarz „Die Welt”, komentując przyznanie Rafałowi Dutkiewiczowi Niemieckiej Nagrody Narodowej 2017 (Der Deutsche Nationalpreis).

Czy Szczecin ma jakiekolwiek szanse na taką laudację?

Fot. UM Wrocław

Kiedy w 2019 roku Wrocław przystąpił do programu „Sieci Miast Kreatywnych” UNESCO Audrey ­Azoulay, dyrektor generalny Organizacji powiedziała, że takie miasta czynią kulturę filarem, a nie dodatkiem do swoich strategii. Program utworzony został w 2004 r. by wspierać współpracę miast, które uznają kreatywność i „rozwój przemysłów kulturalnych” jako strategiczny czynnik zrównoważonego rozwoju. „Celem programu jest zwiększenie świadomości społecznej na temat znaczenia kultury i jej prorozwojowego potencjału w różnych dziedzinach życia społecznego, w tym również w gospodarce, sprzyjanie powstawaniu innowacyjnych centrów kreatywności, dóbr oraz usług kulturalnych, a także zwiększanie dostępu i uczestnictwa w kulturze, zwłaszcza dla grup zmarginalizowanych” – czytamy na stronie internetowej Sieci.

Kultura jako filar, a nie dodatek do strategii. Naprawdę tak można?

„Od początku lat 90-tych Urząd Miejski Wrocławia realizuje koncepcję promującą Wrocław jako wielokulturową metropolię” – stwierdziła prof. dr hab. Ewa Ratajczak, kierowniczka Zakładu Komunikowania Międzynarodowego Uniwersytetu Wrocławskiego. Przeszłość miasta, odwołanie się do jego czeskiej, austriackiej, niemieckiej i polskiej historii, tradycje, zróżnicowanie kulturowe mieszkańców mają bardzo duże znaczenie w promocji Wrocławia jako miasta wielokulturowego, a jednocześnie otwartego i przyjaznego. Przy okazji organizacji Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego, który w 1997 roku po raz pierwszy odbył się w Polsce i drugi raz w Europie Środkowowschodniej, Jan Paweł II mówił o Wrocławiu jako mieście spotkań, zwracając uwagę na jego położenie na styku trzech krajów. Literacka Nagroda Europy Środkowej ANGELUS — najważniejsza nagroda w dziedzinie twórczości prozatorskiej tłumaczonej na język polski – jest przyznawana pisarzom z Europy Środkowej podejmującym tematy, które „pogłębiają wiedzę o świecie innych kultur”. Napisana przez Normana Daviesa i Rogera Moorhouse’a książka „Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego, Vratislavia, Breslau, Wrocław” to opis „mikrokosmosu Środkowej Europy. Ta książka, która dotyczy w większej mierze europejskiej historii regionalnej niż polskich dziejów narodowych, stawia sobie za cel przezwyciężenie historiograficznej rywalizacji, która doprowadziła do powstania dwóch konkurencyjnych wizji: „niemieckiego miasta Breslau” i „polskiego Wrocławia”. Wizerunek Wrocławia kształtuje bardzo aktywna polityka promocyjna władz miasta, która zaowocowała zorganizowaniem tam Szczytu Weimarskiego, Szczytu Regionów i Miast Unii Europejskiej, EURO ‘2012 czy przyznaniem miastu tytułu Europejskiej stolicy Kultury 2016.

fot. Statuetka Nagrody Angelus projektu Ewy Rossano

Kiedy po otrzymaniu literackiej Nagrody Nobla Olga Tokarczuk ogłosiła powołanie fundacji i zadeklarowała przeznaczenie na jej działalność 350 tys zł., miasto Wrocław natychmiast przekazało jej w użytkowanie willę Marii i Tymoteusza Karpowiczów i zadeklarowało coroczną wpłatę na jej konto w wysokości 200 tys. zł rocznie. Partnerem tworzonej fundacji stał się Wrocławski Dom Literatury.

„Fundacja ma się zajmować działalnością kulturalną i artystyczną, ale też projektami ekologicznymi, promującymi równe traktowanie oraz wspierającymi rozwój społeczeństwa obywatelskiego. A to przecież codzienne priorytety Wrocławia, których znaczenia dowodziłem już w swojej kampanii wyborczej. W swojej ostatniej woli Tymoteusz Karpowicz pragnął, aby jego dom służył literaturze i mieszkańcom miasta – a my to życzenie właśnie spełniamy (…) Jestem przekonany, że Krzyc­ka 29 będzie jednym z najlepszych adresów literackich w Polsce” – powiedział urzędujący prezydent Wrocławia Jacek Sutryk w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”.

Prezydent Jacek Sutryk i Olga Tokarczuk ( Facebook)

Przypomnijmy przy okazji: Tymoteusz Karpowicz to poeta, prozaik, dramaturg, tłumacz, który w latach 1945 – 1949 mieszkał w Szczecinie. Pracował w Polskim Radio. U nas debiutował w 1948 r. tomem prozy poetyckiej „Legendy pomorskie”.

Wrocław został Europejską Stolicą Kultury m.in. dlatego, że bardzo chciał tego prezydent Rafał Dutkiewicz. Wniosek w tej sprawie został złożony przez Szczecin w wyniku presji organizacji społecznych (inicjatorką szczecińskich starań o tytuł ESK była, co warto przypomnieć, Anna Suchocka). Młodzi ludzie postanowili podjąć działania w tej sprawie. Pozbawieni odpowiednich środków finansowych, ulokowani w zdegradowanej wówczas Willi Lentza, nie mieli w tych staraniach wielkich szans.

Wrocław zaprasza i współorganizuje imprezy o wymiarze europejskim. Szczecin chlubi się festiwalem sztucznych ogni i zlotem żaglowców.

fot. UM Szczecin Wały Chrobrego Festiwal Sztucznych Ogni Pyromagic

„Cieszę się, gdy [Olga Tokarczuk] opowiada o wyjątkowości Wrocławia, gdzie, zresztą jak na całym Dolnym Śląsku, dokonała się niespotykana w skali Starego Kontynentu niemal całkowita wymiana ludności po II wojnie światowej. To faktycznie globalny ewenement” – powiedział prezydent Sutryk w cytowanym już wywiadzie.

Niespotykana? Nie tylko we Wrocławiu, ale i w Szczecinie dokonała się niemal całkowita wymiana ludności po II wojnie światowej. Zdumiewający jest fakt, że prezydent Wrocławia o tym nie wie. Nie tylko ten, nawiasem mówiąc. 17 listopada 2019 r. Rafał Dutkiewicz wystąpił w Bundestagu podczas centralnej uroczystości Dnia Żałoby Narodowej (Volkstrauertag), który jest w Niemczech dniem pamięci o ofiarach wojen i tyranii. Dla byłego prezydenta Wrocławia (lata 2002 – 2018) był to wielki zaszczyt – rok wcześniej o okolicznościowe wystąpienie poproszony został prezydent Francji Emmanuel Macron. Dutkiewicz mówił wówczas o swoim mieście tak:

„To chyba jedyne duże miasto świata, w którym dokonała się całkowita wymiana ludności. Kilkaset tysięcy niemieckich wrocławian zostało z miasta wypędzonych a na ich miejsce przybyli Polacy, znaczna część z nich także została wypędzona ze swych domostw leżących na terenie przedwojennie polskich terenów wschodnich. A wypędzonym w czasach komunistycznego reżimu zniszczono groby ich przodków. We Wrocławiu zniszczono po wojnie siedemdziesiąt cmentarzy. Właśnie dlatego chciałem i zbudowałem w moim, w naszym mieście, „Pomnik Wspólnej Pamięci” dedykowany tym wszystkim mieszkańcom Wrocławia, których groby już nie istnieją. Pamiętam łzy w oczach Richarda von Weizsäckera i Fritza Sterna, kiedy wspólnie zapalaliśmy znicze przed tym pomnikiem”.

Fot. Deutscher Bundestag.

Szczecin również został odbudowany „rękami przybyszów, imigrantów, nowych osiedleńców”. Pewnie również „z miłością”. Kto poza nami samymi zachwyca się tym naszym mitem założycielskim? Mamy – jako miasto i jako region – jakąś politykę historyczną w tym zakresie? Wrocław wystawił pomnik Dietrichowi Bonhoefferowi – niemieckiemu duchownemu ewangelickiemu, teologowi, jednoznacznemu w swym bezwarunkowym, opłaconym własnym życiem sprzeciwie wobec faszyzmu. Miasto Szczecin nie wsparło finansowo i biernie przyglądało się upadkowi działającego od jesieni 2003 roku Międzynarodowego Centrum Studiów i Spotkań im. Dietricha Bonhoeffera, zlokalizowanemu w gruntownie odremontowanej i przystosowanej do przyjmowania gości indywidualnych oraz grup przy ul. Piotra Skargi (Ośrodek był wspólną inicjatywą parafii ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy w Szczecinie i parafii św. Mikołaja w Hamburgu). Dietrich Bonhoeffer w Zdrojach (Finkenwalde) prowadził seminarium duchowne – wspólnotę pozostającą w całkowitej opozycji do oficjalnego, popierającego nazizm i realizującego jego ideologię luteranizmu III Rzeszy. Poza Wrocławiem upamiętnia go również jedna z rzeźb zdobiących opactwo Westminster w Londynie. „Wszystkie postacie kobiet i mężczyzn w nowo wypełnionym rzędzie to dwudziestowieczni świadkowie Boga, głoszący Go przez swoje życie i działalność, a niekiedy także przez śmierć męczeńską. Złożone przez nich świadectwo zasługuje na szacunek i upamiętnienie. Wśród postaci uwiecznionych przez rzeźbiarzy znaleźli się między innymi: Oskar Romero, Martin Luther King oraz Dietrich Bonhoffer” – napisał John Matthews w poświęconej zamordowanemu w ostatnich dniach II Wojny Światowej duchownemu.

Dietrich Bonhoeffer

Naprawdę Centrum Studiów i Spotkań im. Dietricha Bonhoeffera nie było Szczecinowi potrzebne? Jaka część nakładów, jakie miasto przeznaczyło na megalomańskie sauny w stylu gotyckim czy karaibskim, wystarczyłaby na utrzymanie takiego międzynarodowego centrum, budującego wizerunek miasta otwartego, wielokulturowego, miejsca wymiany myśli i idei? Czy Szczecin ma w ogóle ambicję budowania takiego wizerunku? To pytanie powróciło do mnie przy okazji dyskusji o formie upamiętnienie Żydów ze Stettina, deportowanych do gett i obozów Lubelszczyzny w lutym 1940 r. To pierwsza zorganizowana deportacja obywateli niemieckich narodowości żydowskiej z terenu przedwojennych Niemiec. Są tacy, którzy nazywają tamte wydarzenia „próbą generalną Holocaustu”. Gdyby zamiast pomnika, konwencjonalnej figury, jednej z wielu, w miejscu szczecińskiej synagogi, spalonej podczas Nocy Kryształowej w listopadzie 1938 r., której zgliszcza wysadzono w powietrze i usunięto w 1941 r. (ul, Dworcowa, tuż obok Książnicy Pomorskiej) wybudować obiekt, w którym – obok miejsca pamięci – pojawiła się przestrzeń dla dyskusji, rozważań, rozmowie o tolerancji, wartościach mających swe źródła w różnorodności? Mówił o tym kiedyś Albin Majkowski, ale idea ta nie została podchwycona.

Fot. Pomnik Wspólnej Pamięci, Wrocław.

„Wrocław zamiast rozdrapywać rany historii, wykorzystuje ja do budowy swego wizerunku, jako miasta wspólnej, wielokulturowej przeszłości” – napisał prof. dr hab. Klus Bachmann z Instytutu Nauk Społecznych z warszawskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, Niemiec z urodzenia, wrocławianin z wyboru. „Wrocławski mit podkreśla przede wszystkim nie to, co zostało stracone, ale to, co udało się osiągnąć. Dlatego wrocławianinem może być dziś każdy: powracający Niemiec, przybyły z Kresów Polak, Żyd czy Ukrainiec. Z całą pewnością ten wrocławski wielokulturowy mit jest integrujący, kreatywny, daje poczucie otwartości i udaje się go „sprzedawać” za granicą”.

Gerhard Gnauck , dziennikarz „Die Welt”, przytoczył fragmenty uzasadnienia, wygłoszonego po przyznaniu Rafałowi Dutkiewiczowi Niemieckiej Nagrody Narodowej 2017. Napisał, iż Dutkiewicz zasługuje na to wyróżnienie z uwagi na „europejski profil Wrocławia” i wypracowanie modelu „kosmopolitycznej tożsamości miasta, opartego na różnych aspektach jego dramatycznej historii”. Zdaniem fundatora nagrody Dutkiewicz przeciwstawia się najmniejszym przejawom nacjonalizmu w swoim mieście” a „jego prezydentura jest najlepszym przykładem na to, że Europa i UE – w przypadku Polski przynajmniej na poziomie komunalnym – niezmiennie cieszy się uznaniem, i że można zwyciężać wybory prowadząc politykę otwartą na świat”.

Z całego serca życzę prezydentowi Szczecina takiej laudacji. To przecież możliwe.

Rafał Jesswein.

Żródła:

– „Die Welt” o nagrodzie dla prezydenta Wrocławia: „sygnał wdzięczności dla Polaków”
2017.06.13, Deutsche Welle (www.dw.com)

– Wystąpienie Rafała Dutkiewicza, prezydenta Wrocławia, w Bundestagu.
2019.11.17, Facebook Rafała Dutkiewicza

– „Świetny czas dla literatury” – wywiad z Jackiem Sutrykiem, prezydentem Wrocławia.
2019.12.28, „Tygodnik Powszechny”,

– John Matthews, „Lękliwe dusze pytają”.

– Ratajczak M., Wielokulturowość miast – współczesny wymiar globalizacji, [w:] „Kultura-Historia-Globalizacja” 6/2010, Wrocław

https://www.unesco.pl/kultura/690/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here