Czy Pani się czuje dyskryminowana?

1
461
WH

Słyszę to pytanie w tym roku nader często. Świętujemy Rok Kobiet i kwestie praw kobiet to temat wielu dyskusji, paneli, konferencji. To też temat spotkań w większych i mniejszych miejscowościach, które mam zaszczyt prowadzić w ramach programu Roku Kobiet przygotowanego przez samorząd Pomorza Zachodniego.

I na tych spotkaniach często pojawiają się mężczyźni dający feministyczne świadectwo. Po kilkunastu takich spotkaniach mogę pokusić się o pewne spostrzeżenia. Otóż świadectwo feministycznej poprawności ma dwa oblicza; to służbowe i to prywatne. Świadectwo służbowe to zwykle wypowiedzi włodarzy miast, którzy  skrzętnie wyliczają, jak to u nich „rządzą” kobiety, ile z nich zajmuje wysokie stanowiska w urzędzie i podległych im jednostkach samorządowych. Osobiste świadectwa to doświadczenia głowy rodziny – zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Pamiętam jak bardzo byłam zachwycona, kiedy po raz pierwszy usłyszałam taką opowieść o kobiecym zarządzaniu gminą wygłoszoną 7 lat temu przez burmistrza Międzyzdrojów. Myślałam sobie; no ekstra jest, cudnie, trzeba o tym mówić, pokazywać, stawiać za przykład. Teraz słyszę podobne opowieści i wywołują one zupełnie inne emocje. No i zwykle owa gawęda o cudownej kobiecej gminie zwieńczona jest retoryczną frazą skierowaną do zgromadzonej kobiecej publiczności: No i same drogie Panie widzicie, kto rządzi naszą gminą/miastem. No właśnie – kto? tak, jaky ie było widać, iż jest to ów zadający pytanie burmistrz czy prezydent J

Przez ostatnie kilka lat pracowałyśmy w różnych gminach i okazało się, że schemat „kobiecego” zarządzania pod męskim nadzorem to w zasadzie standard. Gmina realizuje zadania publiczne w dużej mierze opiekuńcze, zdrowotne i edukacyjne, a tam w tych wszystkich szkołach, domach opieki, domach kultury i bibliotekach pracują kobiety. To są też te obszary „zwyczajowo” niżej opłacane, gdyż „kobiece” zawody tak już mają, że wynagrodzenia w nich pałętają się poniżej średniej krajowej. A zarządzają tym urzędniczki w urzędach. A nad nimi jest włodarz – no i on jest już mężczyzną.  Tak zazwyczaj wygląda opowieść o cudownych „kobiecych” gminach i „kobiecych” urzędach. Przy czym akurat na Pomorzu Zachodnim i tak mamy najwięcej kobiet sołtysek i wójcin. Porównywalnie do innych regionów Polski mamy też całkiem sporo burmistrzyń. I ani jednej prezydentki miasta.

A jak wygląda osobiste feministyczne świadectwa? O tym w następnym odcinku J

1 KOMENTARZ

  1. O zarządzaniu czymkolwiek, tudzież zasiadanie w organach administracji powinno być kwestią kompetencji, nie płci czy tym bardziej parytetów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here