Czego nie chcemy wiedzieć o Sedinie Ludwiga Manzla?

0
477

Pomnik Sediny dłuta Ludwiga Manzla ma długą historię – powstały w 1898 roku i najprawdopodobniej zniszczony w 1942 roku pomnik ciągle jest obecny w świadomości Szczecinian, jest także sporo osób, które życzą sobie powrotu rzeźby na plac Tobrucki. Temat rekonstrukcji Manzelbrunnen powrócił także ostatnio – „Budowa pomnika Sediny na Placu Tobruckim” znalazł się na liście projektów ogólnomiejskich Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego 2021. Do głosowania za rekonstrukcją pomnika w ostatnich dniach namawia „Wyborcza Szczecin” (a w szczególności Andrzej Kraśnicki jr) oraz Igor Podeszwik z inicjatywy Nowy Szczecin. Zanim jednak podejmiemy decyzję, na co w przyszłym roku mają pójść obywatelskie pieniądze, warto zadać sobie pytanie – co właściwie wiemy o pomniku Sediny i jej twórcy Ludwigu Manzlu, i przede wszystkim, czego wiedzieć nie chcemy?

Warto zauważyć, że pomnik Sediny to od wielu lat kontrowersyjny temat. Za jego odbudową są pasjonaci historii Szczecina, dla których pomnik jest symbolem morskości tego miasta i przypominać ma o wspaniałej przeszłości miasta. Przeciwni odbudowie są za to historycy i badacze dziejów miasta, według których postać Sediny była inspirowana pangermańskimi poglądami berlińskich studentów z XIX wieku. W 2007 roku w „Kurierze Szczecińskim” profesor Tadeusz Białecki alarmował, że w mitologii niemieckiej Sedina miała być boginią germańskiego plemienia Sidinów, domniemanych założycieli miasta. Mit Sediny miał więc zaprzeczać słowiańskim korzeniom ziem obecnego Pomorza Zachodniego i uzasadniać obecność na tych terenach niemieckich kolonizatorów. Przeciwni odbudowie pomnika Manzla byli również prof. Władysław Filipowiak i prof. Jan M. Piskorski, według którego forma pomnika wyraża potęgę władzy i poczucie wyższości.

Te opinie są niestety ignorowane przez zwolenników odbudowy pomnika. Wyparcie dwuznacznej wymowy Manzelbrunnen jest w Szczecinie tak silne, że w szczecińskich dyskusjach o pracy Manzla nie pojawiają się kluczowe fakty na temat kontekstu historycznego, w jakim powstała Sedina. Pasjonaci historii miasta nie wspominają na przykład, że Ludwig Manzel był niemieckim nacjonalistą, który karierę zrobił jako nadworny rzeźbiarz cesarza Wilhelma II, władcy ogarniętego obsesją uczynienia z Niemiec światowej potęgi militarnej. W 1914 Manzel, podobnie jak kilkudziesięciu innych, nastawionych nacjonalistycznie niemieckich intelektualistów, podpisał niesławny „Manifest 93”, będący wyrazem poparcia dla niemieckiej agresji na Belgię. Fakt ten jest zasadniczo przemilczany w polskich notach encyklopedycznych na temat Manzla. Nie znajdziemy jej na polskiej Wikipedii, a nasz szczecińskiej encyklopedii „Pomeranica” fakt ten odnotowany jest następująco:

W grudniu 1914 prof. Manzel przyłączył się do „Manifestu 93” intelektualistów niemieckich (obok m.in. M. Plancka, S. Wagnera, A. Kocha, M. Liebermanna czy Carla Hauptmanna) „do narodów cywilizowanych”: ”…Niemcy (naród, rząd i cesarz) wcale nie chciały prowokować tej wojny…”. 

Nie sposób nie zauważyć, że takie podanie informacji może wprowadzić w błąd czytelników, szczególnie tych, którzy nie znają pełnej treści Manifestu 93 (jest ona dostępna online). Znaczenie tego niechlubnego dokumentu jest za to jasne dla niemieckich neonazistów, którzy opisali sylwetkę i poglądy polityczne Ludwiga Manzla w Metapedii, nacjonalistycznej encyklopedii.

Podpisanie przez Manzla „Manifestu 93” to jednak nie jedyne świadectwo jego nacjonalistycznych przekonań rzeźbiarza. Wiadomo na przykład, że po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku Manzel poparł nazistowską dyktaturę i wziął udział w jednej z nazistowskich wystaw propagandowych, przygotowując na tę okazję medalion z podobizną Goebbelsa. W Getty Images można znaleźć też rzeźbę głowy tego polityka, przypisywaną Manzlowi. Z kontrowersyjnych ciekawostek warto też wiedzieć, że pasierbicą Manzla była Edit von Coler, nazistowska propagandystka, która podczas II wojny światowej szpiegowała dla Gestapo w Rumunii.

Biorąc pod uwagę te wszystkie fakty, można powiedzieć, że Ludwig Manzl był człowiekiem swoich czasów – a były to czasy naznaczone rosnącym nacjonalizmem w Europie, które zakończyły przemocą i śmiercią, masowym ludobójstwem i ogromnymi zniszczeniami wojennymi. Nie trzeba się bardzo wysilać, żeby dostrzec ducha tamtych czasów w pracach Manzla – artysty warsztatowo sprawnego, ale konserwatywnego, stawiającego na monumentalną i pompatyczną rzeźbę pomnikową. Nic dziwnego, że jego twórczość została zaakceptowana przez nazistów i że przypadła do gustu konserwatywnemu szczecińskiemu mieszczaństwu. Tu docieramy do sedna problemu pomnika Sediny – bezdyskusyjnie był on symbolem przedwojennego Stettina. Pytanie tylko, jakie to było miasto? Czy chcemy współcześnie się na nim wzorować, gloryfikować je? Dlaczego w 2020 roku wypieramy i nie pamiętamy o fakcie, że przedwojenny Stettin był miastem konserwatywnym, a w latach 30. i 40. XX wieku wręcz bastionem nazizmu? To między innymi dzięki poparciu mieszkańców Stettina Hitler doszedł do władzy. Manzelbrunnen była symbolem właśnie tamtego miasta. Współcześni Szczecinianie fakt ten wypierają, o nacjonalistycznej historii miasta widzieć nie chcą, niewygodne fakty przemilczają, pogrążają się w sentymentach karmionych własnymi kompleksami. Pragną, żeby Sedina powróciła i przypominała im, że kiedyś to miasto było wielkie. Nie oni zresztą jedyni – podobne fantazje mają niemieccy neonaziści, dla których Sedina jest symbolem miasta, które utracili. Wystarczy pogrzebać w sieci, by znaleźć koszulki z Sediną oferowane przez neonazistowskie brandy ubraniowe. Boję się myśleć, co się stanie, jeśli spełnimy pragnienia neonazistów i odtworzymy pomnik Sediny. Dla kogo będzie on największą turystyczną atrakcją?

Tekst ten chciałabym zakończyć przypomnieniem, że żyjemy w specyficznych czasach – na własne oczy widzimy, jak duch nacjonalistycznej Europy zaczyna się odradzać, a przestrzenią publiczną rządzi przemoc. W tym kontekście odtwarzanie symbolu nacjonalistycznego Stettina wydaje mi się co najmniej nieadekwatne, to rechot brunatnej historii. Zamiast gloryfikować przeszłość, powinniśmy docenić współczesny Szczecin i działać tak, by życie jego mieszkańców zmieniało się na lepsze. Wśród propozycji Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego na 2021 rok znaleźć można wiele ciekawych projektów, które mają szanse uczynić naszą przestrzeń publiczną bardziej przyjazną. Mam nadzieję, że szczecinianie dokonają przemyślanych i mądrych wyborów.

Karolina Plinta – szczecinianka, krytyczka sztuki, zastępczyni redaktora naczelnego magazynu „Szum”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here