Chrześcijaństwo drugiego oddechu…

0
136

Jest Wielka Sobota, gdy piszę ten tekst. Środek najważniejszej liturgii roku kościelnego. Jest już po Wielkim Czwartku i Wielkim Piątku a przed obrzędami Wigilii Paschalnej. Przychodzą już życzenia świąteczne. Jeden mój przyjaciel, pisarz, mieszkający na drugim krańcu Polski w Beskidach, zapytuje: nie wybierasz się jednak do cywila? Słyszałem to pytanie już i rok temu, i dwa lata temu, od  innych. Wcześniej nie.

Rozumiem, że dominikanie ostatnio stali się bohaterami w Polsce, dzięki ujawnionej historii ojca Pawła.  Wydaje się, że przestępcy seksualnego i manipulatora religijnego. Pawła znam prawie 40 lat. Byliśmy razem w duszpasterstwie szkół średnich w Poznaniu, prowadzonym wtedy przez ojca Jana Górę. Studiowaliśmy też przez kilka lat wspólnie w Krakowie, mieszkaliśmy po roku dwa razy razem w różnych klasztorach. Wydawało mi się, że go znam, a jednak nie. Człowiek jest zawsze tajemnicą. I jest jeszcze drugi ojciec Paweł, którego też znam prawie 40 lat, też z duszpasterstwa tegoż samego z Poznania. Ten ojciec Paweł jest dzisiaj naszym przełożonym. Patrzę na jego decyzję i na fakty, które prasa ujawnia, i „nie mogę się nadziwić”. Jestem po ludzku i po chrześcijańsku smutny, z jednego i drugiego Pawła, choć obaj i ich postępowanie jest nieporównywalne.

I to pytanie płynące z Beskidów: nie wybierasz się do cywila ?

Odpowiadam przyjacielowi: nie. Bo wchodzę w przestrzeń i czas drugiego oddechu. Jak to opisał mój inny przyjaciel, Czech, którego też znam ponad 30 lat, często go tłumaczyłem, i u niego odnajduję słowa jakże mi dziś potrzebne:

„Czasami człowiek traci „wiarę młodości” w charakterystycznej południowej sjeście życia, pod wpływem „Demona południa”, którego Biblia nazywa „zarazą pustoszącą w południe”, a starzy mnisi i pustelnicy grzechem accediae; właśnie temu zjawisku C.G. Jung poświęcił tak wiele uwagi w swoich studiach nad procesem indywidualizacji, a także w swej praktyce psychoterapeutycznej. Kiedy obserwuję zmęczone chrześcijaństwo naszej epoki, zastanawiam się, czy aby nie są w błędzie zarówno ci, którzy wzorem Teilharda sądzą optymistycznie, że „chrześcijaństwo wciąż jeszcze przeżywa swoje lata dziecięce”, jak i ci, którzy uważają, że jest ono stare i zużyte; być może nasze chrześcijaństwo weszło właśnie w fazę „accediae”; południowej sjesty, czasu sennego otępienia.

Znaczyłoby to jednak, że już najwyższy czas się przebudzić – ale oczywiście nie w stylu, jaki proponuje chrześcijaństwo tromdratackie” – należy złapać drugi oddech i wypłynąć na głębie”.

Tak, jestem właśnie w takim momencie. Łapania drugiego oddechu, w moim indywidualnym, osobistym życiu. I poszukuję owej głębi aby na nią wypłynąć. Dlatego, nie wybieram się jeszcze do cywila – Andrzeju.

Tomasz Dostatni OP

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here