Chrześcijańskie działanie – Białoruś. Nie bądźmy obojętni

0
97
autor: Jerzy Skąpski

W niedzielny wieczór zastanawiam się, jaki wybrać temat dla tego felietonu. Myślę o filmie „Wesele” Smarzowskiego, czy też o filmie „Śmierć Zygelbojma”, które ostatnio obejrzałem. Czy o książkach, które czytam, fascynujących i na pewno godnych omówienia.

Lecz główny temat, który dosłownie nie pozwala mi spać, to sytuacja na granicy z Białorusią. Boję się, jak wielu moich rodaków, prowokacji. I tego, że ta sytuacja może się wymknąć spod kontroli. Że powstanie długotrwały konflikt, który będzie generował ofiary śmiertelne, ofiary wśród dzieci i bezbronnych, oszukanych ludzi, którzy są kartą przetargową dogorywającego reżimu autorytarnego Łukaszenki.

Dlatego cieszę się z chrześcijańskiej odpowiedzi wielu moich współwyznawców. Choć atmosfera w głowach innych współwyznawców jest przerażająca. Arcybiskup Stanisław Gądecki, jako najważniejszy urzędnik polskiego episkopatu, kolejny raz wezwał do niesienia pomocy. I są wreszcie konkrety. Przy każdej parafii katolickiej stają tak zwane Namioty Nadziei Caritas Polska, gdzie każdy, kto się zgłosi, ma otrzymać pierwszą pomoc: lekarską, ciepłą odzież, ciepłą strawę, także pomoc prawną itp.

Arcybiskup poznański powiedział wprost: „rolą Kościoła jest przede wszystkim kształtowanie postaw zgodnych z Ewangelią w sytuacji, gdy trzeba okazać przybyszom wrażliwość humanitarną i chrześcijańską. Bez uszczerbku dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej i jej obywateli, trzeba im okazać naszą solidarność”. A także dodał, że: „docierający tam migranci są ofiarami niedopuszczalnych rozgrywek w polityce międzynarodowej”, jednak „bez względu na okoliczności ich przybycia na pewno potrzebują oni naszego wsparcia duchowego i materialnego”. I równocześnie episkopat ogłosił zbiórkę pieniędzy we wszystkich kościołach w Polsce w niedzielę 21 listopada. Jej przeznaczenie, to owe Namioty Nadziei oraz pomoc w długoterminowej integracji uchodźców w Polsce.

Cieszy ta inicjatywa. Tym ważniejsza, że akty agresji w stosunku do pomagających tym biednym ludziom się intensyfikują. Niszczone są samochody lekarzy idących z pomocą nad granicą. Napadani i grabieni są sami uchodźcy.

Ten chrześcijański apel jest w poprzek działań państwa polskiego, które raczej chce prężyć muskuły, niż dostrzegać pojedynczego człowieka. Te namioty kojarzą mi się dosłownie z definicją Kościoła papieża Franciszka, ze „szpitalem polowym”. Kościół, jak szpital polowy ma przyjmować każdego kto potrzebuje pomocy, rany opatrzyć, nakarmić, a potem dopiero pytać kim jesteś i jak tu się znalazłeś. Jak ci może my dalej pomóc.

Niedawno profesor Anna Wolff-Powęska przypomniała o konflikcie granicznym na zachodniej, niemieckiej granicy z jesieni 1938 roku. Polenaktion dotyczył deportacji około 17 tysięcy Żydów z Niemiec do Polski. Utworzono specjalne obozy dla uchodźców nad granicą już w Polsce. 6 tysięcy Żydów otrzymało pomoc Polskiego Czerwonego Krzyża i organizacji żydowskich, zamieszkali w głębi kraju lub emigrowali z Polski. Wolff-Powęska przypomina, że również wtedy państwo polskie reagowało inaczej niż społeczeństwo, które okazywało solidarność dla uchodźców.

Dlatego dziś potrzeba szerokiej mobilizacji społecznej, a chrześcijanie są do tego z racji wyznawanej wiary wezwani. Gdyż w tych biednych ludziach, patrząc na argumentację religijną, przychodzi Chrystus i puka do naszych domów, do naszych serc.

Tomasz Dostatni OP

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here