Chciałem, by było to miejsce pełne życia – rozmowa z Robertem Koniecznym

0
227
Robert Konieczny/Instagram

Kilka dni temu, kiedy spadł śnieg, dach Centrum Dialogu Przełomy opanowały dzieci. Najlepsza przestrzeń publiczna w Europie okazała się najlepszą w śródmieściu Szczecina górką do zjeżdżania na sankach, jak napisała „Gazeta Wyborcza”. Spodziewał się Pan tego?
Bardzo mnie to ucieszyło. Znajomi przysłali mi zdjęcia – przypomniały mi o tym, jak zjeżdżałem z tej górki na sankach ze swoimi dziećmi i jaką sprawiało nam to radość. Zdjęcia wrzuciłem później na swój profil na Facebook. 
Naprawdę zjeżdżał Pan na sankach z dachu CDP?
Na sankach, na rolkach, na rowerze, chyba tylko na nartach nie…  (śmiech). Kiedy rozpoczynaliśmy pracę nad projektem zależało mi na tym, by powstała nie tylko godna, ciekawa pod względem architektonicznym siedziba dla placówki mającej łączyć funkcje muzeum dokumentującego najnowszą historię Szczecina, centrum dialogu, miejsca spotkań, debat. Postanowiliśmy zaprojektować Centrum Dialogu Przełomy tak, by nadal mogło pełnić funkcje miejskiego placu – miejsca żywego, odwiedzanego przez mieszkańców po to, by spotkać ze znajomymi, pospacerować z psem czy pojeździć na rowerze. Bawiące się na dachu dzieci dowodzą, że udało nam się to założenie zrealizować.
Ten plac ma w historii Szczecina szczególne znaczenie. Wspomnieniom dramatycznych wydarzeń Grudnia ’70 roku nadal towarzyszą wielkie emocje. Spotkał się Pan wcześniej z tego typu uwarunkowaniami? Dla architekta to ograniczenie czy inspiracja?
Od początku zdawaliśmy sobie sprawę z niezwykłości tego miejsca. Ze znaczenia, jakie ma w historii Szczecina. Ale dla każdego, konkretnego miejsca, trzeba po prosu znaleźć najlepsze rozwiązanie. Projektując Centrum zajrzeliśmy głębiej w historię. Uwzględniliśmy takt, że przed bombardowaniami z czasów II wojny światowej był to kwartał kamienic, część centrum miasta. Tragiczne w skutkach bombardowania, przejmowanie Szczecina dla Polski, tragiczne wydarzenia Grudnia ‘70, historia i tradycja miasta niepokornego, bo Szczecin zawsze był miastem niepokornym, miastem wolności. Konieczne było uwzględnienie uwarunkowań przestrzennych – z jednej strony placu ikoniczny budynek Filharmonii Szczecińskiej, z drugiej jeden z niewielu ocalałych, zabytkowych kościołów, obok  główna, bardzo ruchliwa trasa wjazdowa do miasta. Tworzyliśmy architektoniczną hybrydę, która jest zarówno tym powojennym placem, jak i kwartałem kamienic, które tu przed wojną stały. Musieliśmy połączyć przeszłość z teraźniejszością, pogodzić różne tradycje architektoniczne i historie. I wiedzieliśmy, że musimy stworzyć coś monumentalnego ale jednocześnie tętniącego życiem. Pomnik ale równocześnie miejsce, które stanie się częścią dynamicznego, współczesnego miasta.  Miejsce celebry, refleksji ale też relaksu, zabawy, sportu. I nagle to połączenie motywów, tak na pozór różnych czy nawet sprzecznych ze sobą, ułożyło się w jedną całość. Wiele musieliśmy sobie w głowach poukładać, wiele zrozumieć. 
Plac Solidarności stał się nową miejską Agorą. Jeśli mieszkańcy naszego miasta chcą zebrać się w jednym miejscu, by zabrać głos w ważnej dla nich sprawie, zamanifestować poparcie lub wyrazić sprzeciw, często właśnie tam wyznaczają sobie miejsce spotkań.
Bardzo mnie to cieszy. Zorganizowaliśmy kiedyś sesję fotograficzną dokumentującą to, jak to miejsce żyje – jak bawią się tam dzieci, jak chętnie spotykają się tam młodzi ludzie, jak wspaniale udają się tam koncerty. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem na zdjęciu tłum ludzi, którzy stanęli na dachu CDP by posłuchać muzyki –  zaniepokoiłem się. Zadzwoniłem do konstruktora budynku by upewnić się, jak duże obciążenie dla tego dachu uwzględniliśmy w projekcie. Przez moment zastanawiałem się, czy ta konstrukcja jest wystarczająco wytrzymała – tak wielu widzów przyszło wówczas na plac. Upewniłem się, że zaplanowaliśmy wszystko z dużym „zapasem” i z całą pewnością jest to obiekt bezpieczny. Realizowała całość SKANSKA, więc jestem spokojny o to, że wszystkie prace wykonane zostały w największą starannością. 
Przyznaję, że  przerosło to nasze najśmielsze oczekiwania. Czasami dostajemy zdjęcia, dokumentujące mniejsze lub większe zniszczenia – jakieś pęknięcia, pokruszony beton, „zjechany” przez deskorolkarzy niemal do samego zbrojenia, ale to naturalna konsekwencja tego, że to miejsce żyje. Wolę lekko podniszczony plac pełen życia niż miejsca sterylne, piękne, wysmakowane ale pozbawione życia. 
„Postanowiliśmy z naszym muzeum zejść na drugi plan” – napisał Pan na stronie internetowej KWK Promes w części poświęconej CDP.  Odnosił się Pan do powstającej tuż obok nowej siedziby Filharmonii Szczecińskiem. Tymczasem ten obiekt „drugiego planu” uzyskał w 2016 roku tytuł Najlepszej Przestrzeni Publicznej Europy w konkursie European Prize for Urban Public Space, przyznawanej przez Centrum Kultury Współczesnej w Barcelonie, uznany też został za Najlepszy Budynek Świata 2016 roku w międzynarodowym konkursie World Architecture Festival. 
Ta pokora wobec otoczenia, w jakiej powstawało CDP, była uzasadniona, świadoma i – jak się okazało – słuszna. Projektując Centrum wiedzieliśmy, że powstający obok budynek nowej filharmonii będzie niezwykły. Już wtedy wiadomo było, że stanie się ikoną. Nie trzeba być wybitnym znawcą architektury by mieć świadomość wyjątkowości tego dzieła. Nie da się przejść obok niego obojętnie. Nie mogliśmy zaproponować projektu równie spektakularnego, mogłoby to doprowadzić do chaosu przestrzennego. Dlatego postanowiliśmy z naszym muzeum zejść na drugi plan. Jest obok CDP mały kiosk z pamiątkami, po drodze do Zamku, drugiej stronie Trasy Zamkowej. Zajrzałem do niego kilka razy. Kiedy po raz pierwszy spytałem o pamiątkę związaną z „Przełomami” – sprzedawca nie wiedział, o czym mówię. Za trzecim razem udało mi się już coś kupić. Filharmonia będzie błyszczała zawsze, jak diament. CDP zawsze będzie w jej cieniu, ale razem tworzą wspaniałą, unikalną przestrzeń miejską. 
Nagród dla Centrum Dialogu Przełomy było więcej.
To prawda, ale najważniejsze jest to, że dzięki nim po raz drugi, w krótkim okresie czasu, zrobiło się o Szczecinie głośno – CDP nagradzano krótko po sukcesach, jakie odnosiła Filharmonia Szczecińska. Szczecin stal się miastem, a którym można obejrzeć dzieła architektoniczne unikalne w skali światowej, warto odwiedzić miasto również po to, by je zobaczyć. Co ważne – po sukcesach obu tych projektów Szczecin już wie, że dobra architektura opłaca się, jest atrakcyjna, przyciąga turystów, dobrze wpływa na biznes. Powstają kolejne interesujące obiekty, dzięki którym o Szczecinie może znowu zrobić się głośno. Spory rozgłos zyskał konkurs na zagospodarowanie Łasztowni, nad Odrą budowany jest gmach, przypominający statek zacumowany przy nabrzeżu [Morskie Centrum Nauki]. To dowodzi, że Szczecin jest miastem progresywnym, dynamicznym, że chce się rozwijać. To bardzo ważne. 
Jak wspomina Pan tamten czas po pięciu latach?
Od strony zawodowej był jeden z najtrudniejszych okresów w moim życiu. Dojeżdżałem z Katowic do Szczecina, gdzie powstawało Centrum Dialogu Przełomy ale równocześnie w Brennej koło Cieszyna powstawała moja „Arka” [Arka Koniecznego – prywatny dom Roberta Koniecznego]. Zdarzało się, że w ciągu jednego dnia odwiedzałem obie budowy i w nocy wracałem do Katowic. To było mordercze tempo. Oba projekty udało się szczęśliwie zakończyć, z obu realizacji jestem bardzo zadowolony. 
Polubiłem Szczecin i chętnie tu przyjeżdżam. To fajne miasto. Życzę Szczecinowi, by nadal się rozwijał. 

Rozmawiał: Rafał Jesswein

https://muzeum.szczecin.pl/116-aktualnosci/1161-5latcdp-wywiad-z-robertem-koniecznym.html?fbclid=IwAR0kxrAPFkm2vrm8zDnBJtPYAhBAEwwepS0EKgWq9CrcIb6Qvy56A87_rQg

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here