Będzie proces, czyli czy szybkość wygrywa z rozwagą?

0
1200

Jeśli dojdzie do procesu – będzie to proces bardzo ciekawy. Rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji zarzuca prof. Janowi M. Piskorskiemu szerzenie nieprawdy, żąda przeprosin i 5,5 tysiąca złotych za „doznaną krzywdę”. Szczeciński naukowiec nie zamierza ani przepraszać, ani płacić – argumenty rzecznika uważa za manipulację a jego wezwanie przedsądowe za szykanę.

18 kwietnia 2020 r. prof. J.M. Piskorski opublikował w „Gazecie Wyborczej” tekst pod tytułem „Czy Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego, nie rozumie, że demokratyczne społeczeństwo nie jest wrogiem policji?”. Falę krytycznych dla działań policji uwag i opinii wywołały wówczas wywołane epidemią zakazy i ograniczenia, dotyczące m.in. wstępu do parków i lasów. Dla profesora pretekstem do zadania kilku ważnych w tym kontekście pytań stała się aktywność inspektora Mariusza Ciarki na jego twitterowym profilu. Kiedy wyrwana z kontekstu informacja staje się dezinformacją? Jak wiele dzieli informację od dezinformacji („wystarczy świadomie bądź bezmyślnie pozbawić ją tła”)? Jak zapobiegać narastaniu przemocy? I – w tym kontekście pytanie najważniejsze – czy rzecznik nie rozumie, że demokratyczne społeczeństwo nie jest wrogiem policji?

*********************

Zainteresowanych odsyłam do przeczytania całej publikacji – to obszerna, wielowątkowa, bardzo merytoryczna, napisana „z nerwem” analiza. „Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego policji, straszy co rusz filmami, w których demonstruje brutalne obchodzenie policji na świecie z ludźmi łamiącymi zakazy kwarantanny” – pisze J.M. Piskorski – „Obok rozmowy z rzekomym szefem policji w Ugandzie pojawił się film indyjski. Widać na nim policjantów bijących bezładnie pałkami motorowerzystów, by zmusić ich do opuszczenia ulicy. Na filmiku hiszpańskim policja obezwładnia motocyklistę, nie patyczkując się. Rzecznik z wyraźną satysfakcją zaprasza do obejrzenia filmów. Postawa rzecznika napotkała na sprzeciw internautów. Brnął jednak dalej, gdyż w mediach społecznościowych szybkość wygrywa z rozwagą. Dopiero gdy internauci wytknęli mu, że posługuje się, zapewne nieświadomie, falsyfikatami, inspektor zaczął usuwać filmy”

Cztery dni później (22 kwietnia br.) rzecznik Komendanta Głównego Policji wysłał Profesorowi „Wezwanie przedsądowe o ochronę dóbr osobistych”. Uznał, że naruszone zostały jego „dobra osobiste w postaci czci, dobrego imienia, godności osobistej oraz prawa do prywatności niezwiązanej z zadaniami służbowymi”. Domaga się opublikowania przeprosin i oświadczenia, że to co profesor napisał – napisał niezgodnie z prawdą. Bo Mariusz Ciarka „nie straszy co rusz filmami, w których demonstruje brutalne obchodzenie się policji na świecie z ludźmi łamiącymi zakaz kwarantanny” i „jest nieprawdą, ze Mariusz Ciarka zamieszcza takie filmiki co rusz i z wyraźną satysfakcją zaprasza do ich obejrzenia”. Na dodatek, stwierdza rzecznik, film został opublikowany na Twitter nie przez niego, Mariusza Ciarkę, ale przez innego użytkownika Twittera „który oznaczył w swoim wpisie Mariusza Ciarkę”. O filmie hiszpańskim nie ma w „Wezwaniu…” mowy.

Przeprosiny winny być przesłane na adres pana rzecznika. Powinny być „napisane czarną czcionką Arial o rozmiarze nie mniejszym niż 14 pkt, na białym tle, z pogrubieniem fragmentów przeprosin w taki sposób, jaki został zaprezentowany w „Wezwaniu przedsądowym… „. Niezależnie od przeprosin wnosi o zadośćuczynienie w kwocie 5500,- zł „za doznaną krzywdę”.

**************

Prof. Jan. M. Piskorski, od trzydziestu mniej więcej lat, zajmuje się analizą przemian demokratycznych i ich uwarunkowaniami, w tym działalnością milicji i policji, której zdarzało się przecież stawać po obu stronach walki o demokrację. Jak powiedział klasyk – policjanci i milicjanci stawali zarówno TU jak i TAM, gdzie stało ZOMO, że zacytuję klasyka. Profesor J.M. Piskorski analizuje i ocenia współczesność w znacznie szerszym, niż rzecznik, kontekście. „Porównanie ma sens tylko wtedy, kiedy znamy szerszy kontekst” – pisze.

A kontekst jest m.in. taki: „Podczas gdy ja, po przeszczepie szpiku podobnie jak tysiące innych, młodych i starych, drżę przed kontrolą w pustych parkach i lasach, najwyżsi urzędnicy państwowi (razem z ochroną kilkadziesiąt osób) urządzają ryzykowne zgromadzenie w środku Warszawy. Wolno im też wejść na cmentarz dla nich zamknięty. Stoją nieomal ściśnięci. Nie tylko we mnie budzi się do nich szczera obywatelska odraza”.

Profesor przywołuje słowa Rafała Jankowskiego, szefa NSZZ policjantów, który alarmuje, że „funkcjonariusze, widząc takie sceny, nie wiedzą, co odpowiadać ludziom”. Zdaniem J.M. Piskorskiego odpowiedź nasuwa się sama: „Trzymajmy się metody indyjskiej, dobrze sprawdzonej historycznie (…) Kiedy przewina nie przekracza granic zdrowego rozsądku, wolą przymknąć oko. Żaden przepis nie zastąpi samodzielnego myślenia”.

Profesor wie, jak trudna jest sytuacja policjantów, działających w oparciu nakazy i zakazy, które choć dotyczą podstawowych praw konstytucyjnych „podejmowane na nielegalnej podstawie, pochopnie, czasami sobie przeczą”. Policjanci, w jego opinii, zmuszeni do interpretowania ad hoc „państwowej samowoli (…) z zasady trzymają fason, coraz częściej odwołują się do perswazji”. Wielotysięczne kary za jazdę na rowerze i spacer po parku wystawiają, jego zdaniem, „funkcjonariusze pozbawionego wiarygodności i przez to nadgorliwego Głównego Inspektoratu Sanitarnego”.

Zdaniem profesora kary, „którym na dodatek brak również legalnych podstaw” winny być uznane za „wyraz niesprawiedliwości, szaleństwa” po czym powinny być zbiorczo anulowane. „Nie jestem prawnikiem, by powiedzieć, jak je skasować u nas. Wiem natomiast, że przysłużyłoby się to pokojowi społecznemu”.

A społeczeństwo – i to jest w tym tekście teza najważniejsza – nie jest wrogiem policji. „Wciąż staram się wierzyć, że mamy do czynienia nie z celową próbą zasiania zbiorowego leku, lecz ze zwyczajną niefrasobliwością władzy, która nie dysponując racjonalnym planem, odwołuje się do najprostszych tradycji polskich: paternalistycznego i despotycznego świata folwarków. Tyle, że niewolnikiem kieruje się trudniej niż człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym” – pisze Jan M. Piskorski w „Gazecie Wyborczej”.

****************

W mojej opinii inspektor Mariusz Ciarka jest dobrym, doświadczonym rzecznikiem prasowym. Jest też doktorem nauk prawnych. Zdaje sobie sprawę z wagi słów i zna doskonale w praktyce zasady komunikacji społecznej, w tym zagadnienia dotyczące manipulowania informacją. Nie twierdzę, że manipuluje. Twierdzę, że wie, jak to się robi. To na wypadek, gdybym i ja miał zostać postawiony przed sądem.

Rzecznik KG Policji zawarł w swoim wezwaniu przedsądowym zarzuty o drugorzędnym, w tym kontekście, znaczeniu. Mnie, dla przykładu, zupełnie nie interesuje, czy publikowany na profilu Mariusza Ciarki film wyprodukowano w Indiach, czy w Chinach. Nie jest dla mnie ważne, czy ktoś kogoś straszy „co rusz”, czy może nieco rzadziej. Nie obchodzi mnie również stopień satysfakcji rzecznika – bardziej obchodzi mnie działalność służby, którą reprezentuje. I to – a może zwłaszcza to – jak radzi sobie Policja Państwowa w sytuacji głębokiego kryzysu, bo to jest jedną z najistotniejszych miar jej sprawności, skuteczności, profesjonalizmu. Proponuję dr. Mariuszowi Ciarce rozważenie innej opcji – poważna, merytoryczna polemika z prof. Janem M. Piskorskim może okazać się reakcją bardziej racjonalną. I pożyteczną dla nas wszystkich. Ja takiej dyskusji wysłuchałbym z wielkim zainteresowaniem. Ale od merytorycznej dyskusji dr M. Ciarka ucieka. Skarży się jako osoba prywatna – jako urzędnik państwowy nie ma w tej sprawie Janowi M. Piskorskiemu nic do powiedzenia? Mam nadzieję, że jednak ma.

**********************

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Mariusz Ciarka stwierdza, że szczeciński naukowiec naruszył jego „prawa do prywatności niezwiązanej z zadaniami służbowymi”. Jeśli dobrze rozumiem – komentując w telewizji czy występując na konferencji prasowej Mariusz Ciarka jest rzecznikiem prasowym. Na Twitter czy Facebook – już tylko osobą prywatną. To zdumiewające stanowisko – tkwi w nim przewrotne założenie, że ten sam człowiek prywatnie może głosić publicznie tezy różne od tych, które prezentuje jako funkcjonariusz publiczny. Prawda czasu i prawda ekranu. Tymczasem pod moimi siwymi włosami kołacze się wspomnienie z czasów minionych. Publicysta i felietonista Jerzy Urban, obejmując stanowisko rzecznika prasowego rządu gen. Wojciecha Jaruzelskiego uznał, że nie zrezygnuje z prawa do publikowania w tygodniku „Kultura” felietonów, w których będzie prezentował swój własny, prywatny punkt widzenia. Uznał, że rzecznik Urban to coś zupełnie innego, niż Urban publicysta. Do godz. 16.00 służbowo, po godz. 16.00 prywatnie, kpiono. Wywołało to wówczas wielkie oburzenie. Jerzy Urban krytykę przyjął, z publikowania felietonów jednak nie rezygnując. Tyle, że podpisywał je pseudonimem Jan Rem.

Na tego typu stanowiskach nie ma opinii prywatnych i służbowych. Nie da się tego rozdzielić. Wiem o tym doskonale, biorąc pod uwagę również własne doświadczenia zawodowe.

Rafał Jesswein

Prof. Jan M. Piskorski, „Czy Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego, nie rozumie, że demokratyczne społeczeństwo nie jest wrogiem policji?”, Gazeta Wyborcza 18.04.2020,

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here