BARDZO KULTURALNA KOMISJA do/od NICZEGO.

4
971

Byłam na Komisji Kultury. Kilka lat temu zaangażowałam się w tworzenie projektu Szczecin 2016 Europejska Stolica Kultury. Ten progresywny projekt, gotowiec do działań i współpracy środowisk artystycznych i samorządu wylądował w urzędowym koszu wraz z nadziejami i entuzjazmem licznej grupy osób, środowisk artystycznych Szczecina. Ale myślę sobie – minęło ładnych parę lat, zapewne przyszło nowe, wiele się wydarzyło i jest inaczej. 

Nowe nie przyszło. Ale od początku…
Komisja Kultury jest, a jakoby jej nie było. Komisja Kultury po roku funkcjonowania samorządu wywołała największą od lat debatę publiczną dotyczącą sensu istnienia samej Komisji. To tak jakby już sama Komisja Kultury była ową Kultura i należy jej bronić jak niepodległości. Z podobnego założenia wyszła również przedstawicielka Wydziału Kultury delegowana na owe spotkanie. Przez niemal godzinę wymieniała po kolei numery ustaw, zarządzeń i opracowań dotyczących kultury, jakie w tym tysiącleciu wyprodukował Urząd Miasta. Zupełnie tak, jakby „tworzenie” segregatorów i opracowań mogło zastąpić samą Kulturę. W sumie to prostsze, prawda? Urząd zaprezentował czytelne podejście – na każdy przedstawiony zarzut odpowiemy odpowiednim paragrafem i nie zawahamy użyć segregatora. Pełne krycie.  

Jestem obserwatorką, a nie zaangażowaną uczestniczką któregoś z podmiotów czy środowisk kulturalnych Szczecina, więc wydawało mi się, że może coś mnie ominęło. Ale nie. Komisja Kultury nie podjęła jakiś dalece posuniętych działań związanych z samym przedmiotem swojego istnienia. Natomiast Komisja Kultury prowadzi szeroko zakrojoną akcję medialną skupioną wokół siebie. Jeszcze niedawno radni PIS chcieli odwołać przewodniczącą komisji Edytę Łongiewską-Wijas. Powód; udział w spotkaniu na placu Solidarności w otoczeniu Tęczowej Madonny. Klubową koleżankę obronili wówczas radni Koalicji Obywatelskiej. Jednak wkrótce po tym radni KO opuścili przewodniczącą Edytę Łongiewską-Wijas. Niewypowiedzianym powodem jest brak możliwości konstruktywnej współpracy z Przewodniczącą.
Pani Przewodnicząca ogłasza alert dla Komisji Kultury. W pierwszym podejściu przybywa 100 osób. W drugim jest ok. 50. Jestem na tym drugim spotkaniu. Po wysłuchaniu delegatki Wydziału Kultury nt zasług Urzędu następują wypowiedzi przedstawicieli świata kultury. I dla mnie to jest mega smutne i przygnębiające doświadczenie. Bo jest tak samo, jak było. Po tym, z czym się mierzyliśmy opracowując program dla ESK Szczecin 2016 i diagnozując sytuację środowisk artystycznych Szczecina – udział w Komisji Kultury – parę lat później – jest jak wchodzenie do tej samej rzeki, która wcale nie płynie, która nie jest żadnym rwącym nurtem, ale stawem ze stojącą, dosyć mętną i toksyczną wodą.

No więc mamy nową Filharmonię, Teatr Lalek Pleciuga, modernizacje i remonty – i mamy ten sam refren środowisk kultury mówiących o problemach podstawowych; brak wsparcia dla młodych artystów, brak systemowej edukacji artystycznej formalnej i nieformalnej, brak transparentności w dysponowaniu dotacjami, brak infrastruktury dzielnicowych domów kultury, białe plamy kultury na Północy i Prawobrzeżu, brak pracowni dla artystów i miejsc dla niezależnych inicjatyw artystycznych itd. Itd. Padł wniosek środowisk o powołanie Społecznej Rady Kultury. Ludzie Kultury w bardzo kulturalny sposób powiedzieli przedstawicielce Wydziału Kultury, przewodniczącej Komisji Kultury i radnym miejskim, że jak do tej pory nie zadbano o sensowny system wsparcia dla funkcjonowania Kultury w Szczecinie i dla aktywnego uczestnictwa mieszkanek i mieszkańców w działaniach artystycznych.  Wydaje mi się, że miny uczestników nie wyrażały nadziei na zmiany.

Po przedstawicielach świata kultury głos zabrali radni. Najmocniej wybrzmiał głos radnego Dariusza Mateckiego, który opowiedział o swojej wizycie w Teatrze Grawitacje. Nastąpiła chwila ciszy, kilka osób spojrzało po sobie i dał się słyszeć nieśmiały głos Ingi Kurek-Baranowskiej… „GWITAJCIE, to Teatr Gwitajcie”. Radny jeszcze raz poprawił na Teatr Grawitacje, po czym stwierdził, że nazwa nie ma znaczenia. I to była owa merytoryczna część dyskusji ze strony radnych. Kurtyna.
Po dwóch godzinach wysłuchań radni przystąpili do właściwej pracy Komisji. Radni PIS zaproponowali głosowanie nad wnioskiem o dofinansowanie przez Marszałka Województwa funkcjonowania miejskiej instytucji kultury, czyli Filharmonii. Przewodnicząca Edyta Łongiewska-Wijas kilkukrotnie prosiła – bliska usilnym błaganiom – o przełożenie tego głosowania na termin po wspólnym posiedzeniu komisji Miasta i Sejmiku dotyczącym tej sprawy, na którym będzie omawiana i wypracowywana formuła współpracy dotycząca ewentualnego wspólnego finansowania instytucji kultury. Radni PIS nie odstąpili od sensownej prośby przewodniczącej i wniosek – ewidentnie nastawiony na polityczną konfrontację z koalicją sejmikową i Marszałkiem Województwa, a nie na jakiekolwiek działanie wspólne z korzyścią dla kultury – przeszedł większością głosów PIS.

I to jest obraz tego co może przewodnicząca Edyta Łongiewska-Wijas we własnej komisji. W sytuacji, do której doprowadziła/doprowadzono może kulturalnie poprosić, a potem kulturalnie zgodzić się na wszystko co zaproponują radni PIS, którzy na kulturze znają  się tak, jak radny Matecki na Grawitacjach. Doskonale za to znają się na tym jak skłócać, konfliktować i „dawać popalić” w mediach.

 Podsumowując, to mamy
– skonfliktowaną Komisję Kultury reprezentowaną obecnie przez radnych PIS.
– nie ma znaczenia co zaproponuje pani Przewodnicząca, bo KAŻDE głosowanie zależy od radnych PIS.
 Zwoływanie odsieczy w postaci ludzi kultury, środowisk i autorytetów ładnie wygląda w mediach, ale dla samej Kultury w naszym mieście jest kontrproduktywne. Nie bardzo wiem, czego mogą się spodziewać środowiska kulturalne po komisji zależnej całkowicie od skrajnie prawicowych radnych będących we wrogiej i konfrontacyjnej opozycji do decyzyjnych w obecnym samorządowym rozdaniu radnych Koalicji – zarówno w Radzie Miasta, jak i w Sejmiku.

Czego możemy się spodziewać? Dekretowania Festiwalu Pieśni Maryjnej ? Alei Pomników Żołnierzy Wyklętych? Póki co jest zapowiedź ruchów w branży pomnikowej; Colleoni jako najemnik wrażych wojsk pójdzie na tyły (teatru). 
Moje doświadczenie jest smutne. Mamy pat wynikający z niemożliwości porozumienia się Pani Przewodniczącej z własnym zapleczem politycznym. Pani Przewodnicząca co prawda bryluje w medialnym przekazie i ale prowadzi dziwne potyczki na dziwnej wojnie, w której jest zakładniczką radnych PIS. Z kolei środowiska świata artystycznego stają się zakładnikami Pani Przewodniczącej. Koalicja Obywatelska milczy, a Panie z Wydziału Kultury zapewne wkładają w odpowiednie segregatory kolejne sprawozdania z „tworzenia” kultury dla Szczecina. Przydadzą się na następną debatę o Kulturze. Trzeba przyznać, że wszystko odbywa się bardzo kulturalnie.

Bogna Czałczyńska

4 KOMENTARZE

  1. A Pani Czałczyńska na czyje zamówienie te bzdety pisze? Taka dobrze poinformowana? ‚Niewypowiedzianym powodem jest brak możliwości konstruktywnej współpracy z Przewodniczącą” skąd te informacje szanowna Pani? Od tego, który płaci pani pensję? Mieni się pani obrończynią kobiet, a w tym pseudo artykule, bez zmrużenia oka masakruje inną kobietę. Brawo! Taki z pani ekspert? Jakoś nie udał się ten projekt ESK 2016. Pani się zajmie lepiej wieszaniem bucików, przynajmniej pani wtedy nie słychać. Te fizyczne robótki prawie dobrze pani wychodzą. Żenada B.C.

    • Dzień dobry. Nie rozumiem irytacji KarolU czyli tak naprawdę NN, i sprowadzenia dyskusji o sytuacji idiotycznej w Komisji Kultury do wytykania Bognie tych bucików. Miała rację, że je zawiesiła. Ktoś jednak za tę sytuację odpowiada, przewodnicząca również. Czy potrzebne jest aż specjalne zamówienie, pracodawca, żeby zadać kilka pytań? KarolU „podpisz się”, a będziemy wiedzieli co wyzwala pańską, pani irytacje i kto panu, pani płaci pensję. Bogna może zupełnie nie mieć racji w tym artykule. Ale to nie znaczy, że należy robić wszystko żeby czuła się obrażona. A pani Edyta wiedziała co to polityka, proszę więc nie lamentować, i niech załatwi tę idiotyczna sprawę w komisji z korzyścią dla nas wszystkich.

  2. To subiektywne sprawozdanie z posiedzenia Komisji Kultury. Ale też próba oceny jej potencjału. To ŚWIETNIE, że Komisja Kultury jest. Mniej zachwytu budzi fakt, że od jakiegoś czasu nie zajmuje się kulturą, ale swoim istnieniem. Fatalnie, jeżeli zostanie w obecnym kształcie, czyli pod zarządem radnych PIS, którzy politykę kulturalną sprowadzają do martylologii, patriotycznej dramy i pomnikomachii. Komisja Kultury jaką zobaczyłam to nie jest wybitne grono ekspertów od Kultury, ale skonfliktowana osobiście i politycznie grupa realizująca polityczne cele (vide;wniosek radnych PIS). Wydaje się złudnym mieć przeświadczenie, że coś z konstruktywnego zostanie wykrzesane w tym gronie. To z czym się mierzymy – również jako obywatelki i obywatele zainteresowani rozwojem kultury w naszym mieście to problemy z zarządzaniem tą komisją. Komisja nie podjęła się jakiejś merytorycznej dyskusji, problem nie jest strategia, program, inicjatywa etc tylko brak porozumienia jej członków z Przewodniczącą co do sposobu procedowania prac zespołu. Wydaje się, że efektem tego, że uwagi radnych nie zostały przez Przewodniczącą uwzględnione jest pat w tej komisji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here