Aborcja a sumienie

0
111

Zastanawiam się nad fenomenem sumienia polityków i różnicą między sumieniem człowieka a sumieniem polityka. Wiem, co to znaczy, że człowiek działa zgodnie z własnym sumieniem: jest przyzwoity, życzliwy, szanuje innych, nie kradnie, nie oszukuje, postępuje zgodnie z własnymi wartościami i przekonaniami. Kiedy natomiast mówię, że polityk postępuje zgodnie z własnym sumieniem oznacza to zazwyczaj, że urządza innym obywatelom świat według reguł własnego sumienia.

Rozumiem, ze polityk jako człowiek, postępując zgodnie z własnym sumieniem, jeśli jest kobietą, nie dokonuje aborcji, a jeśli jest mężczyzną, nie wyraża zgody, by jego żona ją popełniła. Ale to dotyczy jego lub jej. Nie daje mu to jednak żadnego uprawnienia, by swoje ludzkie sumienie przenieść na poziom polityczny i zmuszać innych do życia zgodnie z regułami swojego sumienia.

Popatrzmy na taki przykład: polityk jest Świadkiem Jehowy i zgodnie ze swoim sumieniem nie wyraża zgody by przetoczono mu krew. Czy wolno mu jednak uczynić to przekonanie podstawą ustawy zakazującej całemu społeczeństwu przetaczania krwi?

Wiem, że aborcja jest dramatyczną decyzją, dlatego ta decyzja powinna być wolną decyzją matki i ojca. Żaden polityk nie ma prawa wchodzić w ich sumienia. Demokracja jest domeną wolności. Kto nie szanuje wolności nie zasługuje na miano demokratycznego polityka.

Cynizm niektórych polityków, którzy jak Piłat umywają ręce, polega też na tym, że aborcja jest ostatnim etapem pewnego procesu, który rozpoczyna się od braku edukacji seksualnej, kształcenia do odpowiedzialnego macierzyństwa i ojcostwa, trudności w dostępie do środków antykoncepcyjnych, zakazu używania „pigułki dzień po…”. Wówczas aborcja staje się rodzajem antykoncepcji.

Prof. dr hab. Tadeusz Gadacz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here